
Spis treści
Wyłom w pogańskim murze
1 Tes. 1:6-10
6. I wy staliście się naśladowcami naszymi i Pana, przyjmując słowo pośród wielkiego ucisku, z radością Ducha Świętego;
7. Tak że staliście się wzorem dla wszystkich wierzących w Macedonii i Achai.
8. Od was bowiem słowo Pańskie rozbrzmiewało nie tylko w Macedonii i Achai, ale też wasza wiara w Boga rozkrzewiła się w każdym miejscu, tak że nie trzeba nam mówić czegokolwiek;
9. Ponieważ oni sami opowiadają o nas, jakie było nasze przybycie do was i jak nawróciliście się od bożków do Boga, aby służyć żywemu i prawdziwemu Bogu;
10. I oczekiwać z niebios jego Syna, którego wskrzesił z martwych, Jezusa, który nas wyrywa od nadchodzącego gniewu.
Przechodząc do dzisiejszego wykładu Słowa Bożego, z radością chciałbym powiedzieć wam, że Bóg był najważniejszy dla Tesaloniczan. Rozważając losy chrześcijan zgromadzonych w tamtejszym kościele, czynimy to nieuniknione i najważniejsze spostrzeżenie, szczególnie ważne, jeśli zrozumiemy historię rozwoju Ewangelii.
Kościół w Tesalonice stanowił przełom misji Pawła, po pierwsze z powodu przekroczenia bariery kontynentalnej. To wyjście ze wschodu – terenów dzisiejszej Azji Mniejszej – do współczesnej Europy. Był to drugi po Filippi chrześcijański Kościół w Europie, zatem historia jego powstania i działania mówi o nim jako o czymś szczególnym!
…[było to] wydarzeniem, które szczególnie wyróżnia tę misję, jest przeprawienie się Pawła do Europy, z czym będzie się wiązało założenie Kościołów w Macedonii i Achai[1]
Po drugie, po przejściu Myzji (Dzieje 16:7) Macedonia i Achaja stanęły przed Apostołem otworem i tu Apostoł doświadczył niemalże duchowej rewolucji. Skuteczność dzieła Bożego na tych terenach przerosła jego najśmielsze oczekiwania. Bóg, choć wśród utrapień, wylewał łaskę za łaską, powołując do świętej unii z Chrystusem wybrany przed wiekami lud pomimo stanowczego sprzeciwu świata.
Gdy Pan działa, żadna siła Go nie powstrzyma. Chrystus o swoim Królestwie powiedział, że jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, ale kiedy wyrośnie, jest największe ze wszystkich jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki niebieskie przylatują i gnieżdżą się w jego gałęziach (Mat. 13:32). Używając ilustracji Chrystusa, Paweł siał ziarno, które musiało wydać obfity plon. I by zrealizować swoją zapowiedź pomnożenia Kościoła, Bóg użył potężnych środków.
Tych samych, których używa dziś.
Środki Bożej łaski w krzewieniu Królestwa
Już tak wcześnie, jak w pierwszym wersecie Listu, czytamy o Bożej łasce jako źródle kościoła: Łaska wam i pokój od Boga, naszego Ojca, i Pana Jezusa Chrystusa. (1 Tes. 1:1). Dzięki Bożej łasce podczas słuchania głoszonej Ewangelii ludzie zostali odrodzeni, a kościół ustanowiony (Jakuba 1:18; Dzieje 2:47; 9:31; 16:5; 20:32). Dzięki Bożej łasce każdy został wyposażony w duchowe dary ku wzajemnemu zbudowaniu (1 Kor. 12:4-7; 1 Piotra 4:10). Dzięki Bożej łasce kościół został obdarowany sprawującymi specjalne urzędy – pastorami i diakonami – osobami przygotowanymi, oddzielonymi i uzdolnionymi do tej służby potężnym Bożym aktem (1 Kor. 12:28; Efez. 4:8, 11; Dzieje 20:28; Rzym. 12:6-8; 1 Piotra 4:10-11).
Dzięki Bożej łasce szerzej pojęty kościół modlił się o powodzenie kościoła Tesaloniczan (Zach. 12:10; Efez. 6:18), przyczyniając się do wzrostu w wierze i poznaniu Jezusa Chrystusa.
Bóg udzielił także szczególnego rodzaju łaski: mądrości ku zrozumieniu osobistego wybrania ku prawnemu usynowieniu i organicznej przemianie wewnętrznego człowieka. To również było dziełem Bożej łaski (Efez. 1:5-8).
Działanie tak wyposażonego kościoła cechowało pełne zawierzenie Bożej opatrzności, szczególnie ważne w trakcie nasilających się trudności. Oszczerstwa, presja społeczna, działania prawne, więzienie, utrata mienia oraz ataki teologiczne stały się chlebem codziennym Tesaloniczan. Jednak wyznanie wiary źle traktowanych ojców, matek, dzieci, starszych i diakonów przezwyciężało trudności z powodu zaufania suwerennemu Bogu. Opierając się na Bożej suwerenności, rozumiemy, że
nic, co nas spotyka, nie jest dziełem przypadku, lecz dzieje się z postanowienia naszego łaskawego Ojca w niebie, który czuwa nad nami z ojcowską troską i który w swej mocy tak zarządza wszystkimi stworzeniami[2]
Boża łaska jest wyrazem Jego wiecznej miłości względem wybranych. Miłosierdzie jest wyrazem łaskawej miłości. Ponieważ Bóg umiłował wybranych jako pierwszy, w rezultacie wszystko współdziała dla dobra tych, którzy miłują Boga (Rzym. 8:28). Rozważając relację Bożej miłości do wybranych oraz środków łaski, musimy pamiętać, że Bóg nie tylko postanowił odwiecznie zbawić swój lud, lecz również suwerennie ustanowił środki, przez które realizuje swój odwieczny zamysł. Ewangelia, skuteczne powołanie, duchowe dary, ustanowienie sług Kościoła, modlitwy i wytrwanie świętych nie stanowią niezależnych od siebie wydarzeń, lecz są elementami jednego dzieła Bożej łaski oraz opatrzności. Bóg jest zarówno źródłem zbawienia, jak i sprawcą jego urzeczywistnienia w historii. Dlatego wierny Bogu Kościół nie chlubi się własną mądrością, gorliwością ani zdolnościami, lecz wyznaje, że wszystko, co służy jego powstaniu, wzrostowi i wytrwaniu, pochodzi od Boga, dokonuje się przez Chrystusa i jest skutecznie realizowane mocą Ducha Świętego.
.
Miłość Boża a Ewangelia
Właśnie dlatego rozważanie środków łaski należy rozpocząć od Ewangelii. To przez głoszenie Chrystusa Bóg powołuje swój lud, gromadzi go w jednym ciele i buduje swój Kościół. Pozostałe środki służą temu samemu celowi: urzeczywistnianiu w czasie zbawczego zamysłu Ojca, przez Syna, w mocy Ducha Świętego.
Bez Ewangelii nie ma powołania, bez powołania nie ma odrodzenia – pracy Ducha Świętego w obrębie głoszenia zdrowej doktryny. A bez odrodzenia nie ma Kościoła. Ponieważ Bóg miał w Tesalonice wiele wybranego przed założeniem świata ludu, Paweł wraz z towarzyszącymi mu Sylwanem, Tymoteuszem i innymi Braćmi w opatrznościowy sposób został skierowany z Listry, niewielkiego miasta we Frygii, nie na północ w stronę Bitynii, ale na zachód, do nadmorskiej Troady i dalej statkiem ku portowi w macedońskiej Samotrace. Duch Święty działał potężnie: najpierw osobiście zabronił im głosić słowo Boże w Azji (Dzieje 16:6), następnie zesłał Apostołowi nocne widzenie: Jakiś Macedończyk stał i prosił go: Przepraw się do Macedonii i pomóż nam! (Dzieje 16:9).
Przekonani o powołaniu, aby głosić Ewangelię ambasadorzy Chrystusa rozpoczęli dzieło. Nie swoje własne, lecz dzieło zmartwychwstałego Chrystusa. Dzieło zbierania i włączania wszystkich wybranych do mistycznego ciała, którym jest Kościół, a którego jedyną Głową jest sam Pan z nieba. Bóg posłał Ewangelię do Achai i Macedonii przez kaznodzieję nietuzinkowego: Apostoła Pawła, którego ewangelizacyjna gorliwość nie miała sobie równych w jego czasach.
.
Miłość Boża a powołanie
Powołanie jest ściśle związane z głoszeniem Ewangelii. Nie chodzi tylko o generalne głoszenie Słowa, które z ust kaznodziei usłyszeć mogą wszyscy ludzie, ale o skuteczne, suwerenne powołanie, czynione mocą samego Boga, tą samą mocą, którą Bóg wskrzesił Chrystusa oraz stworzył świat (Efez. 1:19-20; Jer. 32:17). Bóg mówi nam wyraźnie, że słowo prawdy o Chrystusie jest skuteczną mocą Bożą ku powołaniu wybranych: Lecz dla tych, którzy są powołani, zarówno dla Żydów, jak i Greków, głosimy Chrystusa – moc Bożą i mądrość Bożą. (1 Kor. 1:24)
Działając na rzecz skompletowania swojego ciała, Chrystus, będąc wywyższonym, jak mówi nam Pismo, pociąga do siebie wybranych.
Jan 12:32 A ja, jeśli będę wywyższony nad ziemię, pociągnę wszystkich do siebie.
Czyni to skutecznie wszędzie tam, gdzie posyła kaznodziejów Ewangelii.
Rzym. 10:14 Jakże więc będą wzywać tego, w którego nie uwierzyli? A jak uwierzą w tego, o którym nie słyszeli? A jak usłyszą bez kaznodziei?
Wszędzie tam, gdzie głoszona jest czysta Ewangelia, Chrystus zaświadcza o wybranych, że pociągnie [ich] mój Ojciec, który mnie posłał (Jan 6:44). Ojciec skutecznie powołuje w mocy i w Duchu Świętym, i w pełnym przekonaniu (1 Tes. 1:5), a więc to powołanie jest trynitarne: Ojciec, Syn i Duch zaangażowani w jedno dzieło powołania jako siła sprawcza, gdzie instrumentem jest każdy kaznodzieja, a środkiem głoszona Ewangelia.
.
Miłość Boża a odrodzenie
To potężne powołanie sprawia, że nikt z wybranych nie może się mu oprzeć. Koniecznym efektem jest odrodzenie i zmienione serce. Wcześniejsze cele, marzenia i całe życie przestają mieć znaczenie. Bóg staje w centrum myśli, a Jego przymierze obiektem rozmyślań. Paweł, prześladowany i u progu uwięzienia, dał wyraz najgłębszej miłości do Boga, podkreślając wagę posługi Słowa jako najcenniejszego skarbu doczesnego życia.
Dzieje 20:24 Lecz ja o to nie dbam, a moje życie nie jest mi tak drogie, bylebym tylko z radością dokończył mój bieg i posługę, którą otrzymałem od Pana Jezusa, by dać świadectwo o ewangelii łaski Bożej.
I rzeczywiście dobroć Boża objawia zdeprawowaną naturę człowieka tak mocno, że gdy zostanie odrodzony, żałuje on każdego popełnionego grzechu, nikczemności, myśli, słowa, a nawet zaniechania czynienia dobra. Bóg bowiem, odradzając, daje nowe serce ku nawróceniu.
Jer. 24:7 Dam im bowiem serce, aby mnie poznali, że ja jestem PAN. Oni będą moim ludem, a ja będę ich Bogiem, gdyż nawrócą się do mnie całym swoim sercem.
Miłość Boża a uświęcenie
Szczere nawrócenie posiada jeszcze jedną cechę: bojaźń. Znana dobroć Zbawiciela, strach Pański, posłuszeństwo odrodzonego – choć jeszcze niedoskonałe – kurczowo trzymają grzesznika przy Chrystusie. Żadna siła ani moc, żaden człowiek ani anioł, nikt i nic nie mogą odseparować chrześcijanina od tej błogiej i cudownej miłości.
Jer. 32:40 I zawrę z nimi wieczne przymierze, że się od nich nie odwrócę i nie przestanę im dobrze czynić, lecz włożę w ich serca moją bojaźń, aby nie odstępowali ode mnie.
Ponieważ Bóg jest w centrum, człowiek nie patrzy już na siebie, ale na swojego Zbawcę i Odkupiciela, z wdzięcznością służąc Temu, w którego został wszczepiony w świętym, nienaruszalnym przymierzu.
Dzieje 20:24 Lecz ja o to nie dbam, a moje życie nie jest mi tak drogie, bylebym tylko z radością dokończył mój bieg i posługę, którą otrzymałem od Pana Jezusa, by dać świadectwo o ewangelii łaski Bożej
To wyrażenie wdzięcznej miłości znalazło swoje konfesyjne odzwierciedlenie. Odpowiadając na pytanie „Z czego powinieneś zdawać sobie sprawę, aby żyć i umierać w taki sposób pocieszony?” Katechizm Heidelberski podaje aż trzy powody:
Z trzech prawd: po pierwsze – z ogromu własnego grzechu i niedoli; po drugie – ze sposobu, w jaki zostałem z nich wyzwolony; i po trzecie – z wdzięczności, jaką winien jestem Bogu za to wyzwolenie. Rzym. 7:24-25; 1 Kor. 6:11; Tyt.3:3-7; 1 Piotra 2:9-10[3]
Miłość Boża a wytrwanie
Chrześcijanin ceni sobie miłość Bożą w Chrystusie ponad swoje życie. Żyje ze świadomością marności doczesnego świata. Rodzina, praca, status społeczny, wszelkie dobra tego świata tracą na znaczeniu, i to do tego stopnia, że żyje on tak, jakby jutro Chrystus miał wrócić na Sąd Ostateczny.
Psalm 119:57 PANIE, ty jesteś moim udziałem, przyrzekłem przestrzegać twoich słów.
Lam. 3:24 PAN jest moim działem – mówi moja dusza – dlatego mam w nim nadzieję.
Psalm 16:5 PAN jest udziałem mego dziedzictwa i kielicha; ty strzeżesz mojego losu.
„Pan jest moim udziałem!” – rozbrzmiewa modlitwa i dziękczynienie chrześcijanina. Pan jest udziałem szczególnie wtedy, gdy źli krzywdzą, gdy utracony jest majątek, gdy ze względu na wiarę wolności zagraża uwięzienie, gdy życie wisi na włosku i być może jutro nie będzie pracy, zarobku albo też wściekły tłum bezbożników dokona linczu. Wtedy, nawet wtedy, a zwłaszcza wtedy Pan jest moim udziałem, umiłowani! Oto nasze zawołanie, zupełnie jak wołał stary Habakuk:
Hab. 3:17-18 17. Choćby drzewo figowe nie zakwitło i nie było plonu w winnicach, choćby i owoc oliwy zawiódł, i pola nie przyniosły żywności, trzoda zniknęła z owczarni, i nie było bydła w oborach; 18. Ja jednak będę się radował w PANU, rozraduję się w Bogu mojego zbawienia.
Z miłości do Ojca, Syna i Ducha Świętego my, których udziałem jest Pan, zniesiemy wszelkie prześladowania.
Filip. 1:21 Dla mnie bowiem życie to Chrystus, a śmierć to zysk.
Paweł dał dobre świadectwo o tym Kościele: był to Kościół ludzi cierpliwych, znoszących całe zło tego świata, furię diabła i jego ludzkich sług:
2 Tes. 1:4 Tak że i my sami chlubimy się wami w kościołach Bożych z powodu waszej cierpliwości i wiary we wszystkich waszych prześladowaniach i uciskach, które znosicie.
Wzorcowy chrześcijanin
Widząc Boże działanie, dochodzimy do wniosku, że wzorcowy Tesaloniczanin był człowiekiem, którego życie zostało przemienione przez suwerenną łaskę. Powołany przez Ojca, pociągnięty do Chrystusa i odrodzony mocą Ducha Świętego, przestał żyć dla samego siebie. Jego tożsamość, nadzieja i najgłębsze pragnienia zostały skoncentrowane na Bogu, który stał się jego udziałem na wieki.
Był człowiekiem wiary, miłości i nadziei. Przyjął Ewangelię nie tylko jako zbiór prawd do intelektualnego uznania, lecz jako moc Bożą, która zmieniła jego życie. Uwierzył w Jezusa Chrystusa, podporządkował się Jego Słowu i oczekiwał Jego powrotu. Jego wiara nie była martwym wyznaniem, ale przejawiała się w uczynkach miłości, trudzie służby i wytrwałości w cierpieniu.
Cechowała go pokora wobec Boga i wdzięczność za zbawienie. Świadomy własnego grzechu, nie pokładał ufności we własnej sprawiedliwości, mądrości ani zasługach. Wiedział, że został zbawiony z łaski i że również jego dalsze życie zależy od Bożej wierności. Dlatego odwracał się od grzechu, pragnął świętości i traktował posłuszeństwo nie jako sposób zasłużenia na zbawienie, lecz jako owoc otrzymanej łaski.
Był człowiekiem oddanym Kościołowi. Nie traktował wspólnoty wierzących jako dodatku do prywatnej religijności. Wiedział, że Chrystus jest Głową Kościoła, a posługa Słowa, duchowe dary, starsi i diakoni oraz modlitwy świętych służą budowaniu całego ciała. Modlił się za Braci, wspierał ich w trudnościach i wykorzystywał otrzymane od Boga zdolności dla wspólnego dobra. Rozumiał, że łaska, którą sam otrzymał, zobowiązuje go do służby innym.
Był odważny, cierpliwy i niezłomny w prześladowaniach. Nie uważał powodzenia materialnego, bezpieczeństwa ani społecznej akceptacji za najważniejsze wyznaczniki Bożej przychylności. Kiedy spotykały go oszczerstwa, ucisk, utrata dóbr lub groźba więzienia, nie porzucał Chrystusa. Nie dlatego, że ufał własnej sile charakteru, lecz dlatego, że ufał suwerennemu Bogu, który zachowuje swój lud i prowadzi go do ostatecznego zbawienia. Jego cierpliwość oznaczała wytrwałe trzymanie się obietnic Bożych pomimo przeciwności.
Był człowiekiem, dla którego Bóg stanowił najwyższą wartość. Rodzina, praca, majątek i pozycja społeczna miały swoje właściwe miejsce, lecz nie zajmowały miejsca należnego Chrystusowi. Tesaloniczanin mógł powiedzieć wraz z Apostołem: „Dla mnie bowiem życie to Chrystus, a śmierć to zysk” (Filip. 1:21). Nie gardził życiem doczesnym, ale nie uważał go za dobro najwyższe. Wolał stracić to, co przemijające, niż wyrzec się Tego, który jest jego życiem i dziedzictwem.
Jego życie było ukierunkowane na wieczność. Pracował, służył, modlił się i znosił przeciwności, oczekując powrotu Syna Bożego z nieba. Nie znał dnia ani godziny tego wydarzenia, ale żył w gotowości na spotkanie ze swoim Panem. Nadzieja przyszłego zbawienia nie odrywała go od codziennych obowiązków, lecz nadawała im właściwą perspektywę.
Wreszcie, był człowiekiem, którego wytrwanie opierało się na wierności Boga. Nie przypisywał sobie zasługi za własną wiarę, świętość ani odwagę. Wiedział, że ten sam Bóg, który powołał go przez Ewangelię, udzielił mu Ducha, włączył go do Kościoła i rozpoczął w nim dobre dzieło, jest również tym, który zachowa go do końca.
Wzorcowy Tesaloniczanin żył więc z Chrystusem, dla Chrystusa i w oczekiwaniu na Chrystusa. Wierzył dzięki łasce, służył dzięki otrzymanym darom, modlił się w zależności od Boga, wzrastał w świętości i wytrwał w ucisku, ponieważ jego ostateczna nadzieja nie spoczywała na zmiennych okolicznościach tego świata, lecz na wiernym Bogu i zmartwychwstałym Panu.
Dzięki Macedończykom ukształtowany został nowy etos człowieka: prześladowanego, wytrwałego pielgrzyma zmierzającego do niebiańskiej ojczyzny, nieprzykładającego większej wagi do doczesnego życia. Jak zauważa Kalwin:
swoim przykładem pobudzili nawet wierzących; wielką bowiem rzeczą jest tak zdecydowanie dać początek tym, którzy weszli na drogę przed nami, aby udzielić im pomocy w kontynuowaniu ich drogi. Typus (słowo użyte przez Pawła) jest używane przez Greków w tym samym znaczeniu, co Exemplar u Latynów, a Patron u Francuzów. Mówi on zatem, że odwaga Tesaloniczan była tak znakomita, że inni wierzący zapożyczyli od nich regułę stałości. Wolałem jednak użyć określenia „wzorce”, aby niepotrzebnie nie zmieniać greckiego wyrażenia użytego przez Pawła; a ponadto, ponieważ liczba mnoga wyraża, moim zdaniem, coś więcej, niż gdyby powiedział, że Kościół jako ciało zostało ustanowione do naśladowania, gdyż oznacza to, że było tyle wzorców, ile jednostek. [4]
Wzór w postępowaniu międzybraterskim
7. Tak że staliście się wzorem dla wszystkich wierzących w Macedonii i Achai.
Wyjaśnijmy najpierw: czy chodzi o już wierzących w obu prowincjach, Macedonii i Achai, czy o tych, którzy uwierzyli dzięki głoszeniu?
Paweł pisze, że Tesaloniczanie stali się wzorem dla „wszystkich wierzących w Macedonii i Achai”. Kluczowe znaczenie ma tutaj grecki imiesłów πιστεύουσιν (pisteuousin), pochodzący od czasownika πιστεύω (pisteuō) — „wierzyć”. Jest to imiesłów czasu teraźniejszego w stronie czynnej, użyty w celowniku liczby mnogiej. W naturalny sposób można go zatem rozumieć jako określenie osób, które wierzą, czyli już wierzących.
Nie należy jednak wyciągać z samego czasu teraźniejszego wniosku, że Paweł bezwzględnie wyklucza osoby, które uwierzyły później. W grece Nowego Testamentu aspekt czasownika nie zawsze pozwala samodzielnie ustalić chronologię nawrócenia. Daniel B. Wallace wskazuje, że imiesłów czasu teraźniejszego, jak w wyrażeniu ὁ πιστεύων (ho pisteuōn — „ten, który wierzy”), może być rozpatrywany w kontraście do imiesłowu aorystu ὁ πιστεύσας (ho pisteusas — „ten, który uwierzył”), choć aoryst również może występować w znaczeniu ogólnym, opisując wierzących jako kategorię osób[5]
Chryzostom, a za nim Oecumenius i Teofilakt, przyjmował interpretację, według której określenie „wierzący” odnosi się również do tych, którzy uwierzyli później. W tej interpretacji przykład Tesaloniczan mógł oddziaływać na kolejne osoby nawracające się w obu prowincjach. Meyer, omawiając tę tradycję interpretacyjną, przytacza pogląd, że późniejsi wierzący mogli pod względem gorliwości i intensywności wiary przewyższać tych, którzy uwierzyli wcześniej. Jest to jednak argument interpretacyjny dotyczący kontekstu, a nie znaczenie wynikające automatycznie z formy πιστεύουσιν. [6]
Wniosek powinien zatem zachować właściwą ostrożność: najbardziej bezpośrednie odczytanie πιστεύουσιν wskazuje na wierzących jako aktualnie istniejącą grupę, ale sama forma gramatyczna nie dowodzi, że chodzi wyłącznie o osoby, które uwierzyły przed Tesaloniczanami. Interpretacja obejmująca również późniejszych nawróconych jest możliwa, lecz wymaga argumentów kontekstowych i nie powinna być przedstawiana jako konieczny wniosek z greckiego czasu teraźniejszego.
Najbezpieczniej zatem przyjąć, że Tesaloniczanie oddziaływali na wszystkich chrześcijan w obu prowincjach: już wierzących, stanowiąc dla nich wzór dobrze zorganizowanego kościoła, ale też nowonawróconych w lokalnych kościołach, którzy dołączali do grona podziwiających Boga za łaskę udzieloną temu Kościołowi.
Teraz, kiedy znamy już charakterystykę wzorcowego chrześcijanina, zauważamy, że ma ona istotne znaczenie w odniesieniu do kościoła. Mówiąc o wzorze, tłumaczenie Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej zawiera błąd. Użyto w nim liczby pojedynczej „wzór”, czemu odpowiada greckie „τύπον typon”, podczas gdy natchniony Tekst Otrzymany używa liczby mnogiej τυπους typous – wzorce. Ma to wielkie znaczenie egzegetyczne i trudno się nie zgodzić z Kalwinem, który mówi:
liczba mnoga wyraża, moim zdaniem, coś więcej, niż gdyby powiedział, że Kościół jako ciało zostało ustanowione do naśladowania, gdyż oznacza to, że było tyle samo wzorców, co jednostek.[7]
Kościół, niezależnie, czy rozumiany jako duchowy, czy instytucjonalny, składa się z ludzi. Jego członkami są żywe osoby, każda reprezentująca autonomiczne podejście do praktyki i wiary. Nie wszyscy wierzą tak samo, nie wszyscy działają tak samo. Siła kościoła zależna jest od osobistego oddania i gorliwości poszczególnych chrześcijan.
Kościół w Tesalonice tworzyli oddani Bogu wierni. Niemal każdy przeszedł przez liczne cierpienia, wytrwał i został oczyszczony. W rezultacie prześladowań, które stały się narzędziem duchowego rozwoju, Kościół wyrósł na zgromadzenie wzorcowe, ponieważ jego członkowie byli wzorcowi. Konsekwentnie Kościół stał się przykładem dla wszystkich wierzących, służąc im zbudowaniem i pokrzepieniem serc (werset 7), z drugiej strony ich wiara w Boga rozkrzewiła się w każdym miejscu (werset 8), zapewniając kontynuację misji apostolskiej na terenach, gdzie światło Chrystusa jeszcze nie dotarło. Tesaloniczanie byli zatem pożyteczni wewnętrznie, działając dla dobra powszechnego kościoła, jak i zewnętrznie, niestrudzenie kontynuując dzieło krzewienia Ewangelii. Zapamiętajmy, jak powinien działać dobry kościół:
- wewnętrznie budować się wzajemnie wewnątrz lokalnej kongregacji
. - być wzorem i pokrzepiać siostrzane kościoły lokalne
. - krzewić Ewangelię wśród niewierzących
Wracając do ilustracji Kościoła użytej przez Chrystusa w Ewangelii Marka, powiemy, że obrazem takiego Kościoła może być rozrastająca się gorczyca. Jej korzenie czerpią wodę i składniki odżywcze, dzięki którym cała roślina żyje i nabiera sił. Podobnie wierzący, zakorzenieni w Chrystusie, wzajemnie się budują, umacniają w wierze i wspierają w trudnościach, czerpiąc siłę od Ducha Świętego. Zdrowy pień rozprowadza życiodajne substancje do wszystkich gałęzi, pozwalając im wzrastać. Tak lokalny Kościół, umocniony zdrową nauką i wzajemną służbą, staje się podporą dla innych zgromadzeń, przykładem wiary i źródłem pokrzepienia. Wreszcie roślina wydaje owoce i rozsiewa nasiona, dzięki którym życie rozprzestrzenia się dalej. Podobnie Kościół nie zatrzymuje otrzymanej łaski dla siebie, lecz głosi Ewangelię, pozyskując kolejnych uczniów Chrystusa.
Misja Pawła działała w tym właśnie schemacie. Chrystus najpierw poszerzył swoje królestwo na Achaję i Macedonię. Paweł najpierw przemierzał Macedonię z północy na południe, a następnie przeszedł do Achai, gdzie odwiedził Ateny i Korynt. W czasie pisania Listu w Macedonii były kościoły, jak np. w Filippi, Amfipolis i Apollonii, założone przed powstaniem tego w Tesalonice. Berea powstała później.
- Filippia, Dzieje 16:12-40
- Amfipolis i Apollonia, Dzieje 17:1
- Tesalonika, Dzieje 17:1-9
- Berea, Dzieje 17:10-14
w Filippi i innych miejscach: choć to tam najpierw głoszono Ewangelię, którą przyjęto i gdzie ukształtowała się wspólnota wierzących, to jednak ci drudzy okazywali większą gorliwość w praktykowaniu łaski i wypełnianiu swoich powinności, stając się wręcz wzorem do naśladowania dla tamtych; tak oto pierwsi bywają ostatnimi, a ostatni pierwszymi.[8]
W Achai powstały dwa kościoły:
- Ateny, Dzieje 17:15-34
- Korynt, Dzieje 18:1-7
Tesalonika, choć relatywnie młoda, dzięki otrzymanej łasce urosła najszybciej, stając się podporą i umocnieniem dla okolicznych kongregacji.
Gdy zastanawiamy się, w jaki sposób Tesaloniczanie stali się wzorem dla innych zgromadzeń chrześcijańskich, konieczne jest oparcie się na wiarygodnym świadectwie Pisma Świętego. Pomocne będą w tym trzy konkretne listy apostolskie: dwa Listy do Koryntian, skierowane do młodego kościoła w Achai, oraz List do Filipian, adresowany do kościoła w Macedonii, który miał nieco dłuższy staż niż kościół w Tesalonice.
Listy do Tesaloniczan powstały między 50 a 52 rokiem, Listy do Koryntian – w 55 i 56 roku, a List do Filipian – w latach 60–62. Różnica zatem to odpowiednio 3 lata między Tesaloniczanami a Koryntianami oraz 10 lat między Tesaloniczanami a Filipianami. Nie wątpimy, że wszystkie listy dostępne były w każdym z kościołów dzięki żmudnej pracy kopistów. Mamy zatem do czynienia z dwiema odmiennymi sytuacjami: niedoświadczonym w wierze Koryntem oraz bardziej ugruntowaną Filippią. Bycie wzorem dla młodszych stażem chrześcijan w Achai różni się bowiem od bycia wzorem dla wierzących, którzy mają za sobą dłuższy okres wzrastania w wierze.
Pamiętajmy przy tym, że to Chrystus stał się wzorem do naśladowania. Chrystus ogłoszony i naśladowany przez Tesaloniczan staje się wzorem wszystkich cnót. Chrystus uczynił to niejako w pokoleniach: Boska natura objawiona została w Chrystusie. Chrystus był naśladowany przez Pawła. Święci Tesaloniczanie naśladowali Pawła. I konsekwentnie ci ostatni stali się wzorcem godnym dalszego naśladowania. I to jakim wzorem!
.
Wzór w cierpieniu
Tesaloniczanie stali się wzorem dla starych i nowych kościołów (Achaja i Macedonia) jako wzór wytrwania. Powodem tego były ich przeżycia „wielkiego ucisku” oraz ogłoszone Słowo Pańskie, co było czynione w zgodzie z ich przeżyciami: Bóg zapowiedział pobożnym cierpienie. Nie wszystkim pobożnym, ponieważ na świecie jest wiele przesądnych religijnie osób, ale jedynie „pobożnym w Chrystusie”. To oznacza, że wszyscy prawdziwie wierzący, włączeni do społeczności Chrystusowej, usynowieni i odrodzeni członkowie duchowego Kościoła, jeśli tylko będą stać mocno przy Chrystusie, głosić Jego wieczną Ewangelię i wzywać do upamiętania nawet religijnych ludzi, będą cierpieć.
2 Tym. 3:12 Tak i wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, będą prześladowani.
Ponieważ głoszenie Ewangelii jest formą pobożności, cierpienie, jakie towarzyszy głoszeniu, nie złamało woli głoszenia, lecz stało się dowodem, że wierzą oni w to, co głoszą. Zatem cierpienie poprowadziło kongregację w ogólności, a pastorów w szczególności, do umocnienia subiektywnej wiary, co miało bezpośrednie przełożenie na tym bardziej wytrwałe głoszenie Ewangelii.
.
Wzór w dawaniu
święci w Tesalonice dali im przykład pod wieloma względami, a zwłaszcza w czynach dobroczynności i hojności, będąc jednym z kościołów Macedonii, o których mowa w 2 Kor. 8:1[9]
List do Rzymian, napisany w 56 roku, czyli 5 lat po wydarzeniach w Tesalonice, wskazuje na sposób naśladowania przez kościoły w Achai i Macedonii. Zamożne Ateny i Korynt zachęcone przykładem skrajnie ubogich kościołów z Filippi, Amfipolis i Berei, których wzorcem byli Tesaloniczanie, zebrały wystarczające fundusze na wsparcie świętych w odległej Jerozolimie:
Rzym. 15:26 Spodobało się bowiem Macedonii i Achai wspólnie złożyć się na ubogich świętych, którzy są w Jerozolimie.
2 Kor. 8:1-2 1. A oznajmiamy wam, bracia, o łasce Bożej, która jest dana kościołom Macedonii; 2. Iż w ciężkiej próbie ucisku ich obfita radość i skrajne ubóstwo obfitowały bogactwem ich ofiarności.
Biedne kościoły wręcz nalegały na możliwość uczestniczenia w dziele pomocy. Ubóstwo darczyńców rzeczywiście musiało być skrajne, gdyż składając na ręce apostolskie dar, „najpierw oddali Panu, a potem nam za wolą Boga” (2 Kor. 8:5) – wszystko z ochotnego serca, a nie z przymusu. To, że powierzyli siebie Bogu, mówi wiele. Widząc wielką potrzebę kościoła jerozolimskiego, najwyraźniej pozbawili się większości środków niezbędnych do funkcjonowania własnych kongregacji. Zdając się na Bożą opatrzność, dowiedli swojej wiary:
2 Kor. 8:3-4 3. Zaświadczam bowiem, że według możliwości, a nawet ponad możliwość okazali gotowość; 4. Z wielkim naleganiem prosząc nas, abyśmy przyjęli ten dar i ich udział w służbie na rzecz świętych.
Koryntianie na własne oczy widzieli pomoc materialną, wysłaną przebywającemu u nich Pawłowi przez skrajnie ubogie kościoły macedońskie – wyraz miłości, której źródłem nie mógł być człowiek, lecz jedynie Bóg.
2 Kor. 11:9 A gdy byłem u was i znalazłem się w potrzebie, nikomu nie byłem ciężarem; mój niedostatek bowiem uzupełnili bracia, którzy przybyli z Macedonii. Pilnowałem się, aby w niczym nie być dla was ciężarem, i nadal będę się pilnował.
Wzór pokonywania problemów
Kiedy młody Korynt zmagał się z wewnętrznymi sporami (1 Kor. 1:11-12), cielesnością (1 Kor. 5:6) i szeregiem herezji pneumatologicznych (1 Kor. 14), starsi Kościoła czytając Listy do Tesaloniczan konfrontowani byli z porządkiem i stałością niezachwianej wiary siostrzanej kongregacji.
Gdy Filippia zmagała się z brakiem jedności (Filip. 1:27; 2:1-2; 4:2), pychą i kłótliwością (Filip. 2:3-4) i legalistycznymi fałszywymi nauczycielami (Filip. 3:2) i złą praktyką życia (Filip. 3:17-18) i materializmem (Filip. 4:6-8), ze wstydem patrzyła na świadectwo młodszych Braci, stabilnych i wypróbowanych w Panu, którzy pokonali eschatologiczną herezję!
Wzór misyjny
8. Od was bowiem słowo Pańskie rozbrzmiewało nie tylko w Macedonii i Achai, ale też wasza wiara w Boga rozkrzewiła się w każdym miejscu, tak że nie trzeba nam mówić czegokolwiek;
Ale to nie wszystko. Kościół Tesaloniczan nie zamknął się na głoszenie Ewangelii, stawiając na wewnętrzne, wzajemne budowanie, nawet rozumiane jako międzybraterska pomoc i współpraca. Nakaz misyjny Chrystusa jest dwuczłonowy. Z jednej strony zawiera on pracę organiczną, nauczanie, wykład i przestrzeganie całej rady Bożej. Byłby to jednak nakaz niekompletny, zawierający ryzyko stagnacji, stałej redukcji członków kościoła. Bez misji jedynie nowe urodzenia dawałyby nadzieję na fizyczne przetrwanie, chodzi o dzieci osób wierzących, czyli dzieci przymierza, z których jak wiemy, nie wszystkie są dziećmi obietnicy. Dlatego też Kościół musi krzewić wiarę poza murami kaplic, co jest w zasadzie pierwszą w kolejności częścią wielkiego nakazu, jaki pozostawił Chrystus. Tak więc: 1) wyjść do narodów i nauczać je Ewangelii, a gdy się nawrócą, 2) uczyć ich przestrzegać wszystkiego – to stanowi pełnię nakazu:
Mat. 28:19-20 19. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego; 20. Ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do końca świata. Amen.
I na tym polu Kościół Tesaloniczan był wzorcowy. Ich wiara w Boga rozkrzewiła się w każdym miejscu. Wszędzie, poza Macedonią i Achają. Słowo Pańskie rozbrzmiewało. To tłumaczenie greckiego ἐξήχηται exehetai, które występuje w Nowym Testamencie tylko raz, zatem trudno będzie nam odtworzyć jego znaczenie bez odwołania się do świadectwa Septuaginty, greckiego tłumaczenia Starego Testamentu. Otóż słowo to użyte jest w Księdze Joela 3:14:
ἦχοι ἐξήχησαν ἐν τῇ κοιλάδι τῆς δίκης, ὅτι ἐγγὺς ἡμέρα κυρίου ἐν τῇ κοιλάδι τῆς δίκης.
.
Ēchoi exḗchēsan en tē koiládi tēs díkēs, hóti engýs hēméra kyríou en tē koiládi tēs díkēs.
.
Odgłosy rozbrzmiały w dolinie sądu, ponieważ bliski jest dzień Pana w dolinie sądu
Księga Joela mówi o potężnym odgłosie (ἐξήχησαν exḗchēsan), który odbił się wielkim echem (ἦχοι Ēchoi). To nie był cichy głos. Był to potężny grzmot. Bardzo ciekawy jest przekaz owego potężnego głosu. To głos ogłaszający bliski dzień Pana, Dzień Sądu Ostatecznego. Joel ostrzegał grzeszników przed nadchodzącym gniewem Bożym. Czy to nie cudowne, jak Duch Święty spaja swoje przesłanie w jedną, cudowną ewangeliczną pieśń? Cóż bowiem głosili Tesaloniczanie? Zgodnie z Pismem, potężne wezwanie Ewangelii mówi nam o wierze w Chrystusa, wcielonego Boga ukrzyżowanego za grzechy wybranych i zmartwychwstałego trzeciego dnia. W tym potężnym głosie słyszymy też wezwanie do upamiętania i ostrzeżenie. Upamiętania z wiary w fałszywe religie i ostrzeżenie przed nadchodzącym Bożym gniewem. Paweł świadczy, że to właśnie było przedmiotem głoszenia Tesaloniczan na polu misyjnym:
1 Tes. 1:9-10 9. Ponieważ oni sami opowiadają o nas, jakie było nasze przybycie do was i jak nawróciliście się od bożków do Boga, aby służyć żywemu i prawdziwemu Bogu; 10. I oczekiwać z niebios jego Syna, którego wskrzesił z martwych, Jezusa, który nas wyrywa od nadchodzącego gniewu.
Natychmiast w naszych umysłach pojawia się obraz potężnej trąby, z której wydobywa się potężny dźwięk. Wyobrażenie jest całkowicie uzasadnione, ponieważ:
Ewangelia jest czasami porównywana, jak do srebrnej trąby pod prawem, na zgromadzenie ludu Izraela; lub do trąby dętej w latach jubileuszowych, która głosiła wolność, darowanie długów i przywrócenie dziedzictw, tak jak Ewangelia w sensie duchowym; lub do trąby używanej na wojnie, aby przygotować się do bitwy, i dlatego nie powinna wydawać niepewnego dźwięku[10]
Oto potężny głos Ewangelii zwycięskiego krzyża Chrystusa dającego wolność wierzącym. Wolność od grzechu, wolność od Bożego sądu. Głos ten rozszedł się niczym grom nie tylko w Macedonii i Achai, ale po całym starożytnym świecie. Kalwin słusznie zauważa:
nie tylko wydarzyło się to w sąsiednich miejscach, ale że dźwięk ten rozprzestrzenił się daleko i szeroko i został wyraźnie usłyszany[11]
A kto potężnie głosił Ewangelię tak, że odgłos był wyraźny i powszechnie słyszany? Taki wysiłek nie przystoi leniwym, gnuśnym i bojaźliwym. Z takim skutkiem w trąbę dąć mógł tylko prawdziwy żołnierz Chrystusa, gotowy do najwyższych poświęceń. Wytrwały w wierze, trudzący się w miłości, cierpliwy w ucisku.
W relacji z Kościołami w Koryncie i Filippi ten militarny wzór misyjności możemy rozpoznać i określić właśnie w trzech kategoriach: dziele wiary, trudzie miłości i wytrwałości w nadziei. Listy do Filipian i Koryntian potwierdzą, że faktycznie te same trzy zasadnicze wymiary życia chrześcijańskiego, obecne w Listach do Tesaloniczan – aktywna wiara, ofiarna miłość oraz wytrwałość zakorzeniona w nadziei przyszłego zbawienia, te trzy pożądane cechy chrześcijańskich misjonarzy – odcisnęły na nich swoje piętno.
Wielki ucisk i radość Ducha Świętego kształtujące kaznodziei Ewangelii okazują się zatem najważniejszą eklezjalną łaską. Cierpienie zmienia wierzącego na lepsze. Poganin w cierpieniu nie widzi najmniejszego sensu ani Bożego celu, ale nie tak jest z dziećmi Bożymi. Jako że im dla Chrystusa dane jest nie tylko w niego wierzyć, ale też dla niego cierpieć (Filip. 1:29), ucisk w radości Ducha skutkował taką potężną przemianą, głęboką metamorfozą ku świętemu życiu, że na polu misyjnym Tesaloniczanie stali się fundamentem do naśladowania przez siostrzane kościoły w Macedonii i Achai.
.
Wzór w dziele wiary
Dzieło wiary: czyli dzieło wytrwałego, niezłomnego głoszenia wiary chrześcijańskiej, proklamacji Chrystusa w świecie pełnym zabobonów i przesądów, pogańskich, wrogich bóstw, demonicznych sił przeciwnych Chrystusowi i Kościołowi. To także cierpienie z powodu wiary, walka z grzechem, posłuszeństwo Słowu i dobre uczynki wynikające z wiary.
Wiara Tesaloniczan rozeszła się po okolicy; nawrócili się od bożków do służby żywemu Bogu. Uczestnictwo Filipian w szerzeniu Ewangelii od pierwszego dnia aż do chwili pisania listu wzmocnione zostało wzorem Tesaloniczan. A Koryntianie zostali wzbogaceni w słowo i poznanie oraz nie brakowało im darów duchowych:
1 Tes. 1:8-9 8. Od was bowiem słowo Pańskie rozbrzmiewało nie tylko w Macedonii i Achai, ale też wasza wiara w Boga rozkrzewiła się w każdym miejscu, tak że nie trzeba nam mówić czegokolwiek; 9. Ponieważ oni sami opowiadają o nas, jakie było nasze przybycie do was i jak nawróciliście się od bożków do Boga, aby służyć żywemu i prawdziwemu Bogu;
Filip. 1:4-7 4. Zawsze w każdej mojej modlitwie prosząc z radością za was wszystkich; 5. Za wasz współudział w ewangelii od pierwszego dnia aż do chwili obecnej; 6. Będąc tego pewien, że ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Jezusa Chrystusa. 7. Słuszne jest, abym tak myślał o was wszystkich, dlatego że mam was w moim sercu, bo w moim więzieniu, jak i w obronie i utwierdzaniu ewangelii wszyscy jesteście ze mną uczestnikami łaski.
1 Kor. 1:5-7 5. We wszystko bowiem jesteście wzbogaceni w nim, we wszelkie słowo i wszelkie poznanie; 6. Gdyż świadectwo Chrystusa jest utwierdzone w was; 7. Tak że żadnego daru nie brakuje wam, którzy oczekujecie objawienia naszego Pana Jezusa Chrystusa.
Wzór w trudzie miłości
Trud miłości: głoszenie wiary, której sprzeciwiał się świat aż do prześladowań, wynikało z miłości do Boga, Chrystusa i świętych, także tych, którzy jeszcze nie zostali powołani. Sam trud oznaczał przezwyciężanie przeszkód czynionych przez świat zewnętrzny (ignorowanie zakazów, znoszenie kar) oraz wewnętrzny (walka z pokuszeniami, szczególnie do lenistwa i apostazji). Ale też trud ten odnosimy do zwalczania wewnętrznych, czających się skrycie herezji, w szczególności eschatologicznych, promowanych przez judaizujących fałszywych braci.
Miłość braterska praktykowana była wśród wierzących i wzrastała w całej wspólnocie Tesaloniczan. Z tego powodu Filipianie raz i drugi przesłali pomoc Pawłowi do Tesaloniki. To konkretny czyn wspierający sługę Ewangelii, zgodny z kategorią trudu miłości. Zaś o Koryncie Paweł stwierdza, że obfitują między innymi w wiarę, słowo, poznanie i miłość:
1 Tes. 4:9-10 9. A o miłości braterskiej nie ma potrzeby wam pisać, bo sami zostaliście pouczeni przez Boga, aby się wzajemnie miłować. 10. Czynicie to przecież względem wszystkich braci w całej Macedonii; ale zachęcamy was, bracia, żebyście coraz bardziej w nią obfitowali;
2 Tes. 1:3 Bracia, powinniśmy zawsze dziękować Bogu za was, co jest rzeczą słuszną, bo bardzo wzrasta wasza wiara i u każdego z was pomnaża się wzajemna miłość;
Filip. 4:16 Bo nawet do Tesaloniki raz i drugi posłaliście, czego mi było potrzeba.
2 Kor. 8:7 Jak więc obfitujecie we wszystko, w wiarę, w mowę, w poznanie, we wszelką pilność i w miłość waszą do nas, tak i w tym dziele łaski obfitujcie. (odniesienie do wsparcia materialnego)
Wzór w wytrwałości w nadziei
Wytrwałość w nadziei: oparta na zrozumieniu i akceptacji nieuniknioności cierpienia oraz przedłużającej się jego obecności, znoszenie najbrutalniejszych nawet ataków – cielesnych, prawnych, społecznych czy religijnych – i zdolność do całkowitego zwycięstwa w oparciu o Boże obietnice, a nie ludzkie cechy czy atrybuty.
Tesaloniczan cechowało oczekiwanie Syna Bożego i nadzieja zmartwychwstania oraz przyszłego spotkania z Panem. Czerpiąc ze wzoru, Filipianie byli wspólnotą obywatelstwa niebieskiego i oczekiwania Zbawiciela, który przemieni ciało wierzących. Jest to wyraźny opis nadziei eschatologicznej. A Koryntianie, zachęceni przykładem, oczekiwali objawienia Pana Jezusa Chrystusa.
1 Tes. 1:10 I oczekiwać z niebios jego Syna, którego wskrzesił z martwych, Jezusa, który nas wyrywa od nadchodzącego gniewu.
Filip. 3:20-21 20. Nasza zaś ojczyzna jest w niebie, skąd też oczekujemy Zbawiciela, Pana Jezusa Chrystusa. 21. On przemieni nasze podłe ciało, aby było podobne do jego chwalebnego ciała, zgodnie ze skuteczną mocą, którą też może poddać sobie wszystko.
1 Kor. 1:7 Tak że żadnego daru nie brakuje wam, którzy oczekujecie objawienia naszego Pana Jezusa Chrystusa.
Nieugięci do czasu przyjścia Chrystusa
Oto nieugięty Kościół aż do czasu przyjścia Chrystusa. Kościół Chrystusa nie jest wspólnotą, której istnienie zależy od przychylności świata, politycznej ochrony, społecznego uznania ani ludzkiej potęgi. Jego trwałość wynika z Bożej wierności. Chrystus gromadzi swój lud, Duch Święty uzdalnia go do służby, a Słowo Boże wyznacza mu drogę, której Kościół nie może porzucić nawet wtedy, gdy posłuszeństwo przynosi cierpienie. Dlatego historia Kościoła nie jest jedynie historią jego rozwoju, lecz także historią wytrwałości pośród przeciwności.
Tesaloniczanie ukazują ten wzorzec w praktyce. Ich wiara nie pozostała prywatnym przekonaniem, lecz stała się świadectwem słyszanym poza granicami ich własnej wspólnoty. Ich miłość nie ograniczała się do deklaracji, ale wyrażała się w służbie braciom. Ich nadzieja nie opierała się na obietnicy łatwego życia, lecz na oczekiwaniu Syna Bożego, którego Bóg wskrzesił z martwych i który wybawia swój lud od nadchodzącego gniewu (1 Tes. 1:8–10). W ten sposób wiara, miłość i nadzieja tworzyły spójną postawę Kościoła, który należał do Chrystusa i pozostawał Mu wierny pomimo wrogiego otoczenia.
Właśnie w tym świetle należy rozumieć naukę Konfesji Belgijskiej:
święty Kościół jest bezpieczny w Bogu i przez Niego wspierany wobec nienawiści świata – chociaż czasami wydaje się znikomy i nic nie znaczący w oczach ludzi[12]
Bezpieczeństwo Kościoła nie oznacza, że poszczególne kongregacje nie będą prześladowane, że wierzący nie będą ponosić strat ani że widzialna wspólnota będzie cieszyć się wpływami i uznaniem. Oznacza natomiast, że Chrystus nie porzuci swojego Kościoła i doprowadzi swój zbawczy zamysł do końca.
Mat. 28:20 … A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do końca świata. Amen.
Świat może próbować uciszyć głoszenie Ewangelii, osłabić miłość braterską i odebrać wierzącym nadzieję. Może posługiwać się przemocą, oskarżeniami, naciskiem społecznym, pokusami oraz fałszywą nauką. Kościół musi zatem czuwać zarówno wobec zewnętrznej wrogości, jak i wobec zagrożeń pojawiających się we własnym wnętrzu. Ale zgodnie z zapowiedzią Chrystusa ten świat kiedyś się skończy, gdy Chrystus przyjdzie, aby oddać każdemu według jego uczynków.
Mat. 16:27 Syn Człowieczy przyjdzie bowiem w chwale swego Ojca ze swoimi aniołami i wtedy odda każdemu według jego uczynków.
Kościołowi nie wolno zatem odpowiadać na niebezpieczeństwa porzuceniem prawdy, miłości ani nadziei. Jego zadaniem pozostaje trwanie w apostolskiej nauce, wzajemne budowanie się, głoszenie Chrystusa i oczekiwanie Jego przyjścia, jak nauczają nas Dzieje Apostolskie:
Dzieje 2:42 Trwali oni w nauce apostołów, w społeczności, w łamaniu chleba i w modlitwach.
Historia męczenników
Nie oznacza to, że Kościół zwycięża dzięki niezłomności ludzkiego charakteru. Nawet jego wytrwałość jest owocem Bożej łaski. Ten sam Bóg, który powołuje swój lud przez Ewangelię, podtrzymuje go w wierze, pobudza do miłości i umacnia w nadziei. Dlatego Kościół może pozostawać wierny nie dlatego, że jest samowystarczalny, lecz dlatego, że jego Pan jest wierny.
Historia Kościoła potwierdza, że wierność Chrystusowi nie jest uzależniona od spokojnych warunków, przychylności władców ani społecznego uznania. Przeciwnie, niekiedy właśnie wtedy, gdy świat usiłuje uciszyć Ewangelię, szczególnie wyraźnie ujawnia się różnica między nadzieją chrześcijańską a nadziejami tego świata. Wierzący mogą utracić wolność, majątek, pozycję społeczną, a nawet życie. Nie oznacza to jednak, że Chrystus utracił władzę nad swoim Kościołem. Jego królestwo nie opiera się na bezpieczeństwie doczesnym, a obietnica zbawienia nie kończy się na granicy śmierci.
Pierwsze wieki chrześcijaństwa dostarczają przejmujących świadectw takiej wytrwałości. W 177 r., za panowania Marka Aureliusza, prześladowania dotknęły chrześcijan w Lyonie i Vienne w Galii. Wśród prześladowanych znaleźli się ludzie różnego wieku i statusu społecznego. Jedną z najbardziej znanych postaci była Blandyna, chrześcijańska niewolnica, która umacniała współwyznawców mimo własnego cierpienia. Relacja o tych wydarzeniach, zachowana przez Euzebiusza z Cezarei w Historii kościelnej, pochodzi z listu wspólnot chrześcijańskich w Lyonie i Vienne do braci w Azji i Frygii.
Foxe opisuje męczeństwo Blandyny i piętnastoletniego Pontyka następująco:
Gdy Blandynę wraz z trzema innymi wyznawcami po raz pierwszy wprowadzono do amfiteatru, przywiązano ją do wbitego w ziemię pala i wystawiono na pastwę dzikich zwierząt; w owym czasie gorliwymi modlitwami dodawała ona otuchy pozostałym. Żadna jednak z bestii nie chciała jej tknąć, wskutek czego odesłano ją z powrotem do więzienia. Kiedy po raz trzeci i ostatni wyprowadzono ją na arenę, towarzyszył jej piętnastoletni młodzieniec imieniem Pontyk; niezłomność ich wiary tak rozjuszyła tłum, że nie zważano ani na płeć kobiety, ani na młody wiek chłopca, lecz poddano ich wszelkim możliwym karom i torturom. Pontyk, umacniany przez Blandynę, wytrwał aż do śmierci, ona zaś – po zniesieniu wszystkich wspomnianych wcześniej mąk – została ostatecznie zabita mieczem.[13]
W tym świadectwie szczególnie widoczny jest trud miłości. Blandyna nie skupiała się wyłącznie na własnym przetrwaniu, lecz modlitwą umacniała innych. Jej postawa przypomina, że chrześcijańska miłość nie kończy się wtedy, gdy służba staje się niebezpieczna.
Podobną postawę przedstawia tradycja męczeństwa Tymoteusza i Maury, małżeństwa, którego wspólne życie zostało przerwane przez prześladowanie. Według relacji przytoczonej przez Foxe’a Tymoteusz, diakon pochodzący z Mauretanii, został postawiony przed namiestnikiem Arrianusem, ponieważ był chrześcijaninem i przechowywał Pismo Święte. Za odmowę wydania ksiąg na spalenie miał zostać poddany okrutnym torturom. Jego żona Maura początkowo próbowała nakłonić go do wyrzeczenia się wiary, lecz ostatecznie sama postanowiła pozostać wierna Chrystusowi.
Małżeństwo Tymoteusza, diakona z Mauretanii, i jego żony Maury trwało zaledwie trzy tygodnie, zanim rozdzieliło ich prześladowanie. Tymoteusz, pojmany jako chrześcijanin, został postawiony przed obliczem Arrianusa, namiestnika Tebaidy. Ten, wiedząc, że mężczyzna przechowuje Pismo Święte, nakazał mu wydać księgi na spalenie. Tymoteusz odparł: „Gdybym miał dzieci, prędzej wydałbym je na ofiarę, niż rozstałbym się ze Słowem Bożym”. Rozgniewany tą odpowiedzią namiestnik kazał wypalić mu oczy rozżarzonym żelazem, mówiąc: „Księgi staną się dla ciebie bezużyteczne, gdyż nie będziesz widział, by je czytać”. Niezwykła cierpliwość, z jaką Tymoteusz znosił tę męczarnię, jeszcze bardziej rozjuszyła namiestnika; chcąc złamać jego niezłomność, kazał powiesić go głową w dół, z ciężarem uwiązanym u szyi i kneblem w ustach. W tym stanie Maura czule namawiała męża, by dla niej wyrzekł się wiary; lecz gdy wyjęto mu knebel z ust, zamiast ulec prośbom żony, skarcił ją za jej błędnie pojętą miłość i oświadczył, że jest gotów oddać życie za wiarę. W rezultacie Maura postanowiła naśladować jego odwagę i wierność, by towarzyszyć mu w drodze do chwały lub podążyć jego śladem. Namiestnik, po bezskutecznych próbach skłonienia jej do zmiany decyzji, nakazał poddać ją torturom, które wykonano z wielkim okrucieństwem. Następnie Tymoteusz i Maura zostali ukrzyżowani obok siebie w 304 roku.[14]
Prześladowania nie należą jednak wyłącznie do odległej przeszłości ani do historii starożytnego Kościoła. W XVI-wiecznej Anglii, podczas panowania rzymskokatolickiej Marii I Tudor, nie bez powodu zwanej Krwawą Marią, protestanci, którzy odrzucali narzucane im praktyki religijne, byli więzieni i skazywani na śmierć. Wśród nich znalazł się John Hooper, biskup Gloucester i Worcester, spalony na stosie 9 lutego 1555 r. Relacja Foxe’a opisuje bestialstwo papistów:
Wkrótce potem rozpalono trzeci ogień, znacznie potężniejszy od dwóch poprzednich. W tym ogniu modlił się głośno: „Panie Jezu, zmiłuj się nade mną! Panie Jezu, przyjmij ducha mego!”. Były to ostatnie słowa, jakie zdołano od niego usłyszeć. Choć wnętrze jego ust sczerniało, a język tak spuchł, że nie mógł mówić, wargi jego poruszały się, dopóki nie skurczyły się aż do dziąseł; uderzał się dłońmi w pierś, aż odpadło jedno z jego ramion, a potem wciąż uderzał drugą ręką, podczas gdy tłuszcz, płyny ustrojowe i krew kapały z koniuszków jego palców – aż wreszcie, wskutek podsycania ognia, opadł z sił, a jego dłoń, wciąż wykonująca ruch uderzania, przywarła do żelaznej obręczy na jego piersi. Wówczas, pochyliwszy się gwałtownie do przodu, oddał ducha.[15]
W tym miejscu należy pamiętać, że chrześcijańskie świadectwo nie polega na poszukiwaniu męczeństwa, lecz na odmowie porzucenia prawdy wtedy, gdy wierność ma wysoką cenę. Hooper nie mógł już kontrolować przebiegu własnej egzekucji ani powstrzymać przemocy swoich prześladowców. Pozostała mu modlitwa i ufność w Chrystusie. Jego historia unaocznia granicę ludzkiej siły: wytrwałość wierzącego nie polega na tym, że jest on niewrażliwy na ból, lecz na tym, że nawet w cierpieniu może powierzać siebie Bogu.
Taką perspektywę wyraża również świadectwo przypisywane purytańskiemu kaznodziei Robertowi Harrisowi:
„Och, to dobry czas, by umrzeć! Nigdy w moim życiu nie doświadczyłem gniewu Chrystusa, ani nie zakosztowałem słodyczy Bożej miłości w takiej mierze, jak teraz”.[16]
Podobną myśl wyraża Tertulian, broniąc chrześcijańskiej nadziei zmartwychwstania przeciwko poglądom, które pozbawiałyby ją rzeczywistego znaczenia:
„Najnędzniejsi” – bez wątpienia, jak ich określił Apostoł – są ci, „którzy tylko w tym życiu” znajdą nadzieję; będą musieli zostać wykluczeni, gdy z przedwczesnym pośpiechem chwytają się tego, co obiecane po tym życiu; błądząc co do prawdy, nie mniej niż Figelos i Hermogenes.[17]
Szczególnie wymownym przykładem trwałości służby jest Joseph Alleine, purytański kaznodzieja więziony z powodu swojej działalności religijnej. Nawet w więzieniu nie przestawał troszczyć się o ludzi, którym wcześniej głosił Ewangelię. W liście do swoich wiernych pisał:
„Z więzienia płynie do was ta sama nauka, jaka płynęła zza kazalnicy”.[18]
Dzień Sądu
Aż do przyjścia Chrystusa jako Kościół będziemy więc głosić wiarę, trudzić się w miłości i trwać w nadziei. Możemy wydawać się słabi, nieliczni, rozproszeni i pozbawieni znaczenia w oczach świata, ale nasza przyszłość nie zależy od ludzkich ocen. Należy do Chrystusa, który umarł, zmartwychwstał i powróci w chwale na wielki Dzień Sądu Ostatecznego.
Dlatego też myśl o tym sądzie słusznie wywołuje strach i przerażenie w ludziach złych i bezbożnych, lecz wzbudza pragnienie i pociechę u sprawiedliwych i wybranych, gdyż wówczas dopełni się ich całkowite odkupienie i otrzymają owoce swego trudu i znoju, które znosili. Ich niewinność objawi się wszystkim i ujrzą straszliwą pomstę Boga na złych, którzy ich bezlitośnie prześladowali, uciskali i dręczyli w tym świecie – ci zaś zostaną potępieni przez własne sumienie, staną się nieśmiertelni, lecz tylko po to, by doświadczyć kaźni wiecznego ognia przygotowanego dla diabła i jego aniołów.
Lecz z drugiej strony wierni wybrani otrzymają koronę chwały i czci, a Syn Boży wyzna ich imiona przed Bogiem, swoim Ojcem, i swymi wybranymi anioły; wszelka łza zostanie otarta z ich oczu, a ich racja – obecnie tak często potępiana przez wielu sędziów i władze jako herezja, a także bezbożność – okaże się racją Syna Bożego. A ich łaskawą nagrodą będzie dane przez Pana dziedzictwo chwały tak doniosłej, jaka nigdy człowiekowi nie śniła się.[19]
To z tego powodu jako Kościół nie porzucamy naszego powołania, lecz trwamy w służbie, opierając się grzechowi, walcząc z herezjami rzymskiego katolicyzmu, zielonoświątkowstwa, Arminianizmu, neo-ewangelikalizmu, łże-kalwinizmu, anabaptyzmu. To dla tego wspieramy wszystkie prawowierne Kościoły Reformowane, każdego Brata w Chrystusie wyznającego biblijną Ewangelię służąc naszym czasem, zasobami, wiedzą i wszystkim, w co nas wyposaża Bóg. Czynimy oczekując dnia, w którym wiara ustąpi miejsca oglądaniu, nadzieja – spełnieniu, a my ujrzymy naszego Pana w chwale.
2 Kor. 4:17 Ten bowiem nasz chwilowy i lekki ucisk przynosi nam przeogromną i wieczną wagę chwały;
Obj. 22:17 A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź! A kto słyszy, niech powie: Przyjdź! A kto pragnie, niech przyjdzie, a kto chce, niech darmo weźmie wodę życia.
Bóg bowiem jest dla nas najważniejszy.
Soli Deo Gloria
Wcześniejszy werset 7 – Wzorcowy kościół, część 1
Przypisy
[1] L. J. Rogier, Historia Kościoła, t. 1, s. 43.
[2] Konfesja Belgijska 13.
[3] Katechizm Heidelberski, Pyt. i Odp. 2.
[4] Jan Kalwin, Komentarz do 1 Tes. 1:7, źródło.
[5] „Siła aspektowa czasu teraźniejszego w wyrażeniu ὁ πιστεύων ho pisteuōn („ten, który wierzy”) zdaje się pozostawać w kontraście do ὁ πιστεύσας ho pisteusas („ten, który uwierzył” [w przeszłości]). […] Czas aoryst bywa niekiedy używany do określenia wierzących jako takich, zyskując tym samym znaczenie ogólne (generyczne).” – Daniel B. Wallace, Greek Grammar Beyond the Basics, s. 621.
[6] Meyer’s NT Commentary, 1 Tes. 1:7.
[7] Jan Kalwin, Komentarz do 1 Tes. 1:7.
[8] John Gill, Komentarz do 1 Tes. 1:7.
[9] Tamże
[10] John Gill, Komentarz do 1 Tes. 1.
[11] Jan Kalwin, Komentarz do 1 Tes. 1:8.
[12] Konfesja Belgijska 28.
[13] John Foxe, Foxe’s Book of Martyrs, s. 9.
[14] Tamże, s. 21.
[15] Tamże, s. 21.
[16] Robert Harris, słowa z łoża śmierci, cyt. w biogramie; w: Joel R. Beeke, Purytanie, Tolle Lege, s. 254.
[17] Tertulian, Przeciw Marcjonowi, O wskrzeszeniu ciała 24.
[18] Joseph Alleine, The Life and Letters of Joseph Alleine, list z więzienia, s. 150–151; w: Joel R. Beeke, Purytanie, Tolle Lege, s. 20.
[19] Konfesja Belgijska 37.
Zobacz w temacie
- On jest wierny
. - Łaska i pokój świętym i wiernym braciom
- Wierny i oddzielony sługa Boży
- Wierny sługa i nauczyciel
- Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci koronę życia
. - Elekcja: siła prawowiernego Kościoła
- Wybranie a środki Bożej łaski, część 1
- Wybrani do naśladowania, część 1
- Wierni kaznodzieje będą głosić Ewangelię Arminianom, a nie nazywać ich braćmi!
. - Sprawa Ewangelii nie jest zgubiona
- Utracona Ewangelia Reformacji
- Skuteczność krzyża Chrystusa
