Być, albo nie być Darwina

1 Mojż. 1:1-2 Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. A ziemia była bezkształtna i pusta i ciemność była nad głębią, a Duch Boży unosił się nad wodami.

Nauka dla wielu teologów stała się “hermeneutyką” stosowaną do interpretacji Pisma Świętego. Ponieważ koncepcja ewolucji została przez naukę okrzyknięta faktem chrześcijańscy nauczyciele stanęli przed jasnym wyborem: odrzucić je i tym samym narazić się na pośmiewisko lub uznać owe rewelacje i w ich świetle dokonać nowej interpretacji pierwszych rozdziałów Księgi Genesis.

Korupcja ta dotknęła nawet, wydawałoby się, najbardziej ortodoksyjnych kalwinistów jak B.B. Warfield czy Charles Spurgeon. Ten ostatni otwarcie twierdził, że przed Adamem przez tysiące lat Bóg eksperymentował z ziemią, powoli dostosowując ją do warunków sprzyjających życiu pierwszego człowieka na jej powierzchni:

Czy ktoś może mi powiedzieć, kiedy był początek? Wiele lat temu myśleliśmy, że początkiem tego świata jest pojawienie się na nim Adama; ale odkryliśmy, że tysiące lat wcześniej Bóg przygotowywał chaotyczną materię, aby uczynić ją odpowiednią siedzibą dla człowieka, umieszczając na niej rasy stworzeń, które mogą umrzeć i pozostawić ślady jego pracy i cudownych umiejętności, zanim spróbował swoich rąk na człowiekuCh. H. Spurgeon, Elekcja, źródło

Warfield ulegając presji łączył Biblijne świadectwo stworzenia człowieka z teorią Darwina dowodząc, że ewolucja to nic innego jak kierownicza ręka Boga. Podobnie jak Spurgeon wierzył, że dni reprezentują epoki. Jego poddanie historyczności Księgi Genesis w wątpliwość było haniebne:

„Gdyby pod kierowniczą ręką Boga ciało ludzkie zostało uformowane w przeskoku przez rozmnażanie się od prymitywnych rodziców, byłoby to całkiem zgodne z stosownością rzeczy, aby jego twórcza energia była zaopatrywana w prawdziwie ludzką duszę” B. B. Warfield, Critical Reviews (Nowy Jork: Oxford University Press, 1932), s. 138.

Nauka jednak nie potrafi udowodnić swoich twierdzeń co do powstania życia, co wynika z samych założeń tzw. metody naukowej.

Metoda naukowa – zespół technik badania zjawisk i zdobywania nowej wiedzy oraz korygowania i integrowania dotychczasowej wiedzy. Opiera się na obserwowalnych, empirycznych, powtarzalnych, mierzalnych dowodach i podlega prawom rozumowania.

Aby coś mogło zostać udowodnione naukowo dane zjawisko (tu: powstanie wszechświata i ewolucja) muszą być obserwowalne i powtarzalne. Ponieważ nie można ani zaobserwować ani powtórzyć stworzenia założenia współczesnych naukowców pozostają koncepcjami egzystującymi jedynie w sferze teorii i hipotez.

Nawet Karol Darwin w swej teorii znalazł jeden niezwykle ważny problem. Problem który mógł decydować o być-nie być jego teorii. Ten problem dotyczył samego procesu powstawania życia. Nie twierdził że rozumie proces powstawania życia i jego początki, snuł jedynie przypuszczenia, że mogło się rozpocząć w jakiejś niewielkiej, ciepłej sadzawce, nazywanej później przez różnej maści naukowców prebiotyczną zupą.

Dwóch naukowców, Rosjanin, A.I. Oparin, oraz Brytyjczyk J.B.S, Haldane, stwierdzili, że związki chemiczne, powstające w atmosferze, zaczęły rozpuszczać się w praoceanie, tworząc właśnie „gorącą, rozcieńczoną zupę”, w której z biegiem czasu pojawiły się pierwsze żywe komórki.

Samo pojęcie praocean zakłada istnienie już na ostygniętej skorupie, wody w postaci ogromnych zbiorników wodnych, to ważne dla dalszej części niniejszego opracowania, ponieważ obecność wody w dodatku podgrzewanej wskutek działalności wulkanicznej, czy plutonicznej, zakłada powstawanie pary wodnej, a co za tym idzie tlenu w formie wolnej.

Istotą niniejszego problemu będą rzeczy obecnie niemożliwe do zbadania, a jedynie do przyjęcia jako założenie wyjściowe, a mianowicie skład chemiczny atmosfery, oraz skład chemiczny owego praoceanu, które nigdy nie zostały zaobserwowane (stąd nie można w tym przypadku mówić o metodzie naukowej). Postawiona hipoteza zawładnęła niczym gorączka umysłami naukowców i stała się oficjalnym stanowiskiem nauki w kwestii początków życia. W niczym jednak nie rozwiązywała podstawowego problemu jakim było

  • skąd wziął się ów ląd i praocean?
  • skąd wzięła się atmosfera?
  • jakie były między nimi zależności?
  • jaki był skład chemiczny?
  • skąd wzięły się pierwiastki?
  • jakie były ich proporcje względem siebie w pierwotnej atmosferze?
    .

Metoda życzeniowa

1 Mojż. 1:6-8 Potem Bóg powiedział: Niech stanie się firmament pośrodku wód i niech oddzieli wody od wód. I uczynił Bóg firmament, i oddzielił wody, które są pod firmamentem, od wód, które są nad firmamentem. I tak się stało. I Bóg nazwał firmament niebem. I nastał wieczór i poranek, dzień drugi.

Ale owa hipoteza, nie została przetestowana aż do lat 50tych XX wieku i funkcjonowała na zasadzie modelu teoretycznego, pasującego do przyjętych założeń nauki opartej na teorii ewolucji. Wówczas to student Stanley Miller, oraz jego opiekun naukowy dr Harold Urey wytworzyli podstawowe składniki organizmów żywych [ale nie samo życie!] w warunkach laboratoryjnych, przepuszczając iskrę elektryczną przez mieszankę gazów, które ich zdaniem odtwarzały atmosferę wczesnej Ziemi.

W czym tkwiło naukowe niebezpieczeństwo?

Po pierwsze – w warunkach laboratoryjnych które zostały sztucznie stworzone, na czas trwania eksperymentu. Po drugie, co ważniejsze, w doborze składu chemicznego ówczesnej atmosfery, która miała panować na Ziemi. Ponieważ nie mamy żadnych informacji, jak mogła wówczas wyglądać, zatem można założyć, że naukowcy eksperymentowali tak długo z różnymi składami atmosfery, aż uzyskali interesujący ich wynik.

Zatem badacze nie uzyskali efektu eksperymentu w faktycznym składzie atmosfery której nie znali, a uznali że jeśli uda im się sztucznie otrzymać jakiś składnik będący początkiem życia, to taka atmosfera musiała panować na Ziemi i ten skład przyjęli jako pewnik naukowy. Znów mamy do czynienia nie z podejściem naukowym, ale życzeniowym.

Eksperyment przeprowadzony przez Ureya i Millera w 1953 roku wywołał, co było do przewidzenia, niesamowite zainteresowanie grona naukowców na całym świecie i szybko znalazł się w podręcznikach biologii szkół średnich i kolegiów, jako “dowód” ukazujący początki życia. Obecnie nadal jest wykorzystywany w różnego rodzaju podręcznikach, mimo że już od kilkudziesięciu lat wiadomo że podczas eksperymentu, nie odtworzono właściwego składu atmosfery pierwotnej Ziemi i ma z nim niewiele wspólnego.
.


Paradoks Frankeinsteina

1 Mojż. 1:11-12 Potem Bóg powiedział: Niech ziemia zrodzi trawę, rośliny wydające nasiona i drzewo urodzajne przynoszące owoc według swego rodzaju, którego nasienie będzie w nim na ziemi. I tak się stało. I ziemia wydała trawę, rośliny wydające nasienie według swego rodzaju i drzewo przynoszące owoc, w którym było nasienie według swego rodzaju. I Bóg widział, że to było dobre.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej problemowi ze składem atmosfery.

Pierwszym krokiem w scenariuszu przedstawionym szerokiej publiczności przez Oparina i Haldana, było wytworzenie związków chemicznych wchodzących w skład żywej komórki, poprzez wyładowanie elektryczne, w zależności od składu atmosfery. Pamiętacie książkę Mary Shelley „Frankenstein”? Tam doszło do ożywienia martwej tkanki również za pomocą elektryczności. Różnica polegała jednak na tym że martwy był organizm, ale nie każda komórka i tkanka, które zawierały żywe komórki, a nawet całe organizmy, żerujące na martwych tkankach przyspieszając ich rozpad.

Obecnie atmosfera Ziemi zawiera ok 21% tlenu, uważa się że bogata w tlen atmosfera ma ogromne znaczenie dla życia ponieważ w innej byśmy zginęli. Tu pierwszy paradoks, a w atmosferze takiej, życie nie mogłoby powstać na poziomie podstawowym. Potrzebujemy tlenu, ponieważ nasze komórki wytwarzają energię w procesie oddychania tlenowego. Nasze tkanki, muszą także syntezować cząstki organiczne, ponieważ bez nich, nie bylibyśmy w stanie rosnąć, rozwijać się, rozmnażać. Zatem w procesie oddychania dochodzi do rozkładu cząstek organicznych, nazywanego przez chemików utlenianiem, które jest przeciwieństwem syntezy, czyli ich powstawania.

Sam tlen który stanowi podstawę procesu oddychania, a co za tym idzie utleniania, stanowi śmiertelne zagrożenie dla wszelkich procesów syntezy organicznej. Iskra elektryczna w zamkniętym naczyniu w środowisku gazowym bogatym w metan, ale i inne gazy, może doprowadzić do powstania pewnych cząstek organicznych, ale przy obecności minimalnej ilości tlenu doprowadzi do eksplozji. W tych warunkach myśli i czynności naukowca z pewnością skupione byłyby na czym innym, niż poszukiwanie pierwotnych substancji organicznych.

Ponieważ wolne cząstki tlenu, mogą zniszczyć cząsteczki organiczne, chemicy są zmuszeni podczas prowadzonych eksperymentów, do usuwania całości tlenu i używania szczelnych naczyń, podczas pracy nad procesem syntezy i przechowywaniu próbek organicznych w laboratoriach.

Według OparinaHaldane’a pierwotna atmosfera Ziemi była całkowicie pozbawiona tlenu, zakładali więc występowanie wówczas atmosfery silnie redukcyjnej, w przeciwieństwie do obecnej utleniającej. Przyjęli, że owa pierwotna atmosfera stanowiła mieszaninę metanu, amoniaku i pary wodnej, oraz wodoru. Tutaj rodzi się kolejny problem – skoro atmosfera miała być pozbawiona tlenu, to skąd przyjęto że ma w niej być para wodna składająca się z wodoru i tlenu? W dodatku w panujących warunkach „gorącej praplanety”, aktywnej wulkanicznie i plutonicznie, musiało dojść do uwalniania się tlenu i wodoru, jako osobnych pierwiastków.

Założenie ówczesne co do atmosfery silnie redukcyjnej wynikało z innego założenia, że Ziemia ukształtowała się z gęstniejącej chmury pyłu międzygwiezdnego, oraz mieszaniny gazów, a zatem atmosfera miała przypominać mieszankę gazów międzygwiezdnych, składającą się głównie z wodoru W 1952 roku laureat nagrody Nobla, Harold Urey stwierdził, tak jak założyli Oparin i Haldane, że atmosfera składała się głównie z wodoru, metanu, amoniaku i pary wodnej.

Zwróćmy uwagę, przyjęto założenie teoretyczne, praktycznie niemożliwe do zweryfikowania naukowo, a jak później się okaże, wbrew posiadanemu stanowi wiedzy. Niezwykle istotne okaże się tutaj sugerowany przez naukowców stan morfologiczny Ziemi i jej aktywność sejsmiczna, plutoniczna i wulkaniczna.
.


Schemat przeprowadzonego eksperymentu

1 Mojż. 1:21Potem Bóg powiedział: Niech się zbiorą w jednym miejscu wody, które są pod niebem, i niech się ukaże sucha powierzchnia. I tak się stało. I Bóg nazwał suchą powierzchnię ziemią, a zbiorowisko wód – morzami. I Bóg widział, że to było dobre.

Sam eksperyment trwał 7 dni i przebiegał następująco. Student Ureya, Stanley Miller,

  1. przygotował w laboratorium aparaturę złożoną ze sterylnych kolb, wypompował powietrze, zastąpił je mieszaniną metanu, amoniaku, wodoru i wody, w znanych sobie proporcjach. Tu kwestia proporcji również jest istotna, ponieważ można uzyskać różne efekty przy dobraniu różnych proporcji składników.
    .
  2. Następnie podgrzał wodę i przepuścił przez mieszankę gazów iskrę elektryczną, co miało symulować wyładowanie elektryczne. Dobrano pewną wartość napięcia i natężenia prądu elektrycznego, również na poziomie założenia teoretycznego pasującego do teorii. Także czas oddziaływania prądu elektrycznego na mieszankę został dobrany tylko na podstawie założeń teoretycznych przyjętych przez badaczy, nie na podstawie faktycznego odziaływania potencjalnych wyładowań elektrycznych w pierwotnej atmosferze Ziemi. Pojawia się kolejny problem, przypomnijmy – otóż podczas podgrzewania wody obecnej w mieszance, mogło dojść do uwalniania się wodoru, który już był obecny w składzie i …tlenu, którego miało przecież nie być w atmosferze beztlenowej!
    .
  3. Pod koniec tygodnia, woda w aparaturze, stała się ciemnoczerwona i mętna. Poddana została analizie chemicznej, w czasie której odkryto w niej kilka składników organicznych, między innymi alaninę i glicynę, dwa najprostsze aminokwasy wchodzące w skład białek. W większości uzyskano proste związki chemiczne nie wchodzące w skład organizmów żywych.
    .
  4. Powtarzając kolejne razy eksperyment, uzyskiwano proste składniki organiczne i związki chemiczne. Zatem wydawało się że potwierdzono sposób powstania życia na naszej planecie. A raczej sposób powołania do istnienia substancji organicznych w warunkach i okolicznościach testowanych i przygotowywanych przez naukowców w warunkac hlaboratoryjnych.

A przecież założenie ewolucyjne mówiło o spontanicznym powstaniu życia z materii nieożywionej, w dodatku w nieznanych, niemożliwych do zbadania warunkach atmosferycznych.

Zauważmy, że mówimy o atmosferze pierwotnej, na planecie kształtującej się w wysokich temperaturach, gdzie nie ma …zbiorników wodnych. Natomiast w eksperymencie przyjęto że związki organiczne wytworzą się właśnie w wodzie, w naszym obecnym rozumieniu chemicznym. A przecież mówiąc woda mamy na myśli czyste H2O bez zawieszonych w niej zanieczyszczeń chemicznych, organicznych, mineralnych etc.
.


Choć to fizyce wbrew…

1 Kor. 1:20 Gdzie jest mądry? Gdzie uczony w Piśmie? Gdzie badacz tego świata? Czyż Bóg nie obrócił w głupstwo mądrości tego świata?

Jednak już w latach 60tych XX wieku, chemicy zaczęli podważać eksperyment i założone warunki eksperymentu, przyjęte jako panujące na Ziemi podczas jej formowania i tworzenia życia.

Urey zakładał, jak już wspomniałem, że pierwotna atmosfera Ziemi była identyczna ze składem chmur gazów międzygwiezdnych. Jednak w roku 1952, już w roku publikacji Ureya, naukowiec Harrison Brown, z Uniwersytetu w Chicago zauważył, że ilość gazów rzadkich, takich jak ksenon, krypton, neon, argon w atmosferze ziemskiej jest przynajmniej milion razy niższa niż przeciętnie w kosmosie i wyciągnął wniosek że Ziemia musiała wkrótce po kształtowaniu utracić swoją atmosferę pierwotną.

Wkrótce, geochemik Heinrich Holland i geofizyk Philip Abelson zgodzili się z Brownem i niezależnie doszli do wniosku, że wczesna atmosfera Ziemi nie mogła pochodzić z chmur gazów międzygwiezdnych a z erupcji jej własnych wulkanów. Przecież wszystkie teorie co do geoformowania się planety, zakładały niezwykle wysoką aktywność geologiczną, tak wulkaniczną, jak i plutoniczną.

Ponieważ trudno domniemać, że dawne wulkany różniły się składem chemicznym od obecnych, które wciąż są obecne, żywe i aktywne, zużywając niejako pierwotną materię składową Ziemi, należało przyjąć że jako mieszankę gazową, emitowały głównie parę wodną, dwutlenek węgla, azot i śladowe ilości wodoru. Sam wodór jako zbyt lekki, nie był w stanie utrzymać się przy powierzchni wskutek działania sił przyciągania i ulatywał w przestrzeń kosmiczną.

Ponieważ głównym składnikiem gazów erupcyjnych była para wodna, musiała zawierać pewną ilość tlenu. Naukowcy zajmujący się problemami związanymi z atmosferą, wiedzą, że promienie ultrafioletowe powodują rozpad pary wodnej w górnych warstwach atmosfery, w procesie zwanym foto rozpadem. Podczas tego procesu rozdziela się cząsteczka wody na wodór i tlen. Wodór ucieka niejako w przestrzeń kosmiczną, tlen pozostaje w atmosferze.

Obecna ilość tlenu została wytworzona głównie w procesie fotosyntezy, jednak według teorii naukowców pierwotna zawartość tlenu na pewno nie pozwalała na określenie atmosfery jako beztlenowej, przez co teoria działania wyładowania elektrycznego w atmosferze pozbawionej tlenu, podczas tworzenia się pierwotnych cząstek organicznych musiała upaść.
.


…wskazówka cofa się…

Mat. 15:13-14 Każda roślina, której nie zasadził mój Ojciec niebieski, będzie wykorzeniona. Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych, a jeśli ślepy prowadzi ślepego, obaj w dół wpadną

Zatem według naukowców sam proces foto rozpadu, doprowadził już zatem do powstania w atmosferze Ziemi pewnej ilości tlenu. Jakiej? W 1965 roku naukowcy z Teksasu L.V. Berkner i L.C. Marshall dowodzili że ilość tlenu nie mogła przekraczać około 1/1000 obecnego poziomu, jednak R.T, Brinkman, geofizyk z California Institute, nie zgodził się z tym, dowodząc, że ów poziom to mniej więcej ¼ obecnego poziomu tlenu w atmosferze, nawet przed rozpoczęciem procesu fotosyntezy. Zatem teorie naukowe przeczą koncepcji beztlenowej atmosfery ponieważ zakładają atmosferę ubogą w tlen.

Materiały “dowodowe” świadczyły o obecności tlenu w atmosferze ale nie pozwalały na dokładne określenie. Z jednej strony obecność uranitu w skałach osadowych świadczyła o możliwie ubogiej w tlen atmosferze, z drugiej strony, uranit występuje w skałach późniejszych tworzących się także w atmosferze bogatej w tlen.

Różne wnioski o ilości tlenu w ówczesnej atmosferze wyciągano także na podstawie “dowodów” biochemicznych. W 1975 roku biolodzy J. Lumsden i D.O. Hall zauważyli, że enzym wykorzystywany przez komórki żywe (ponadtlenek dyzmutazy) do ochrony przed niszczącym działaniem tlenu, jest obecny w organizmach uznawanych za żywe przed powstaniem  procesu fotosyntezy. Zatem ich budowa była przystosowana i wyspecjalizowana do obrony przed czymś co nie istniało 🙂 Nawet w świetle założeń ewolucji byłby to absurd.

Modele teoretyczne zatem wskazywały na obecność tlenu w atmosferze bez jednoznacznego wskazania tej ilości. Przypomnijmy, że w eksperymencie założono całkowicie beztlenową atmosferę. Materiał ze skał osadowych nie był rozstrzygający, ale dowody biochemiczne wskazywały jednak na znaczną ilość tlenu w pierwotnej atmosferze.

Oczywiście do głosu dochodziły w tym miejscu teoretyczne założenia pierwotne, które całkowicie wykluczały tlen z atmosfery. W 1977 roku badacze początków życia S. Fox i K. Dose stwierdzili, że atmosfera pierwotnej Ziemi nie zawierała w pierwszych stadiach tlenu, ponieważ „eksperyment laboratoryjny ukazał, że ewolucja chemiczna byłaby blokowana przez tlen”. Zatem pierwotna atmosfera nie mogła zawierać tlenu ponieważ dzisiejsze założenia stojące u podstaw eksperymentu nie dopuszczają takiej możliwości!

Taka tam eisegeza upadłego umysłu… 😉

Podobnie w 1982 roku podczas konferencji dotyczącej powstania życia na Ziemi, jej uczestnicy zgodzili się że we wczesnej atmosferze nie mogło być tlenu, ponieważ „synteza związków organicznych potrzebnych do rozwoju życia wymaga warunków redukcyjnych”. Inaczej mówiąc nie zgadzamy się z obecnością wolnego tlenu w atmosferze pierwotnej Ziemi, ponieważ nie pasuje to do naszego modelu i przeprowadzonego eksperymentu.

Już w tym samym roku, brytyjscy geolodzy dowodzili jednak – twierdzenie, że w atmosferze pierwszej Ziemi nie było tlenu, jest czystym dogmatem, bez podstaw naukowych. Przedstawione przez nich “naukowe dowody” geologiczne przestały mieć znaczenie, ponieważ inni wpływowi naukowcy uznali, że eksperyment Ureya-Millera ukazał pierwsze kroki w procesie powstawania życia z martwej materii.

Dogmat zastąpił empiryzm, a wóz został postawiony przed koniem!
.


…mniej niż zero

Mat. 24:24 Powstaną bowiem fałszywi Chrystusowie i fałszywi prorocy i będą czynić wielkie znaki i cuda, żeby zwieść, o ile można, nawet wybranych.

W czasie eksperymentu, faktycznie doszło do syntezy cząsteczek organicznych, ale pytanie nie polegało na tym czy mogą one powstać w laboratorium, w warunkach laboratoryjnych, w założeniach składu chemicznego przyjętych przez naukowców. Można takie doświadczenie przeprowadzić obecnie w warunkach silnie utleniających, ponieważ naukowcy tworzą sztuczne środowisko z wyłączeniem tlenu, bez dowodów i podstaw naukowych pozwalających sądzić, że identyczne warunki miały kiedykolwiek miejsce! Nadal nie jest to naukowa odpowiedź na pytanie czy w ten sposób mogło powstać samoistnie życie na Ziemi.

Co więcej, im późniejsze badania, tym częściej przyjmuje się np. za Kennethem Towe paleobiologiem ze Smithsonian Institute że „wczesna Ziemia, najprawdopodobniej miała atmosferę bogatą w tlen!”.

W latach 60-tych Holland i Abelson doszli do wniosku, że wczesną atmosferę Ziemi stanowiły gazy pochodzące z działalności wulkanicznej Ziemi, a w jej skład wchodziły głównie para wodna, dwutlenek węgla, azot i śladowe ilości wodoru. Tu, przypomnijmy, wodór jako lekki pierwiastek, ucieka w przestrzeń kosmiczną, przez co nie pozostawał żaden składnik mogący doprowadzić do redukcji dwutlenku węgla i azotu, a przez to metan i amoniak nie mogły być głównymi składnikami wczesnej atmosfery.

Sam amoniak jako że pochłania promieniowanie ultrafioletowe, szybko zostałby przez to promieniowanie zniszczony. Co więcej dowodem na brak atmosfery metanowej, jest brak w najstarszych skałach cząstek organicznych, których powstaniu by atmosfera metanowa przecież sprzyjała.

Sam Abelson podsumowuje „Jakie istnieją dowody na atmosferę metanową na wczesnej Ziemi? Nie ma żadnych dowodów potwierdzających tą tezę, a istnieje wiele potwierdzających coś przeciwnego”. Trzeba w takim razie przyjąć, że scenariusz przyjęty przez Oparina i Haldane’a był z gruntu błędny, a wczesna atmosfera w niczym nie przypominała silnie redukcyjnej mieszanki wykorzystanej w założeniach laboratoryjnych Millera.

Inni naukowcy idą za ciosem, według Foksa i Dose’a eksperymentujący Miller i Urey nie tylko przyjęli niewłaściwa mieszankę gazów, ale nawet nie odwzorowali znanej wczesnej rzeczywistości geologicznej z tego względu, że nie uwzględnili konieczności usuwania tlenu z systemu gazowego wczesnej atmosfery. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że w trakcie trwania eksperymentu stężenie wodoru w szczelnym przecież i całkowicie zamkniętym systemie rośnie do 76%, a przecież w zakładanym przez naukowców otwartym systemie atmosfery wczesnej Ziemi, wodór ulotniłby się w przestrzeń kosmiczną!

To jednak nie koniec. Ilość wodoru w zamkniętym środowisku stworzonym przez naukowców w czasie trwania eksperymentu nie wzięła się znikąd. Jest zapewne efektem „rozbicia” pary wodnej, a co pozostanie po rozłożeniu się cząstek pary wodnej oprócz wodoru? Tak, tlen! Nie mowy więc o atmosferze beztlenowej

Ale Miller nie składał broni. W roku 1983 poinformował, ze wraz z innymi naukowcami udało się wytworzyć niewielkie ilości najprostszego aminokwasu, glicyny podczas przepuszczania iskry elektrycznej, przez atmosferę złożoną z tlenku węgla i dwutlenku węgla w miejsce metanu. Pod warunkiem obecności wolnego wodoru. Stwierdził też, że glicyna, jest jedynym aminokwasem możliwym do wytworzenia pod nieobecność metanu. Dociekliwość godna lepszej sprawy, ponieważ stworzona ponownie w warunkach laboratoryjnych nowa wersja atmosfery, nadal nie odpowiada opisanej wcześniej rzeczywistości tlenowej.

W roku 1991 John Hogan w Scientific American, opisał, że atmosfera złożona z dwutlenku węgla, azotu i pary wodnej, nie sprzyjałaby syntezie aminokwasów w ogóle. Podczas dokonywania kolejnych symulacji eksperymentu Millera Ureya, jednak już w warunkach uznawanych za atmosferę wczesnej Ziemi, eksperyment nie daje żadnych efektów wytworzenia jakichkolwiek substancji organicznych! Jednak jak widać powyżej, naukowcy za wszelką cenę próbowali stworzyć warunki, w których dało się wytworzyć aminokwasy, nawet jeśli nie zgadzały się ze stanem faktycznym wiedzy naukowej. Nawet jeśli skład mieszanki, nie odpowiadałby domniemanemu przez naukowców składowi pierwotnej atmosfery Ziemi.

Ponieważ kolejne fazy eksperymentu Millera-Ureya nie przynosiły efektu, należało znaleźć nowe sposoby na wyprodukowanie „pierwszego życia”.

Badacze zaczęli się zastanawiać, czy białka były w ogóle pierwszymi składnikami organizmów żywych. DNA odpadało, ponieważ wymaga całego ciągu złożonych białek do kopiowania, a białka zostały odrzucone. Innym kandydatem było RNA, które w określonych warunkach może zachowywać się jak enzym, to znaczy inne białko, Zatem mogłoby się samo syntezować pod nieobecność białek i powstać wcześniej niż one i DNA. Problem w tym, że to teoretyczne założenie nie zostało w żaden sposób zademonstrowane. Nie wiadomo jak RNA mogłoby się ukształtować przed zaistnieniem żywych komórek wokół, w jakiejkolwiek postaci. Co więcej, nawet gdyby RNA powstało w jakiś cudowny sposób, nie byłoby w stanie przetrwać w warunkach wczesnej Ziemi.

Podsumowując, świat RNA podobnie jak scenariusz eksperymentu Millera-Ureya, zakładający jako pierwsze pojawienie się białek jest ślepym zaułkiem narodzin życia w sposób samoistny. Jednak czy fakty naukowe wobec konieczności przyjęcia teorii wykluczających istnienie BogaStwórcy mają znaczenie?

W National Geografic z marca 1998 roku opublikowano zdjęcie Millera obok aparatury badawczej, z komentarzem, że w roku 1953 odtworzył wczesną atmosferę Ziemi i wyprodukował proste aminokwasy, co było proste po skompletowaniu odpowiedniego urządzenia. No nic dziwnego, jeśli skompletuje się odpowiednie urządzenie laboratoryjne, potem nie zważając na stan faktyczny, stworzy się sztucznie atmosferę, odmienną od faktycznie występującej, ale pasującą do zakładanego wyniku eksperymentu, to może się udać. Dalej napisano wprawdzie, że obecnie wielu naukowców przypuszcza, że atmosfera pierwszej Ziemi różniła się od tej z eksperymentu, ale obraz przemawia lepiej niż tysiąc słów, wraz z krótkim opisem, niż prawda ukryta w artykule.

Czy niektórzy naukowcy się zrażali? Oczywiście że nie! W 2000 roku w Biology, Kennetha Millera i Josepha Levine’a, podręczniku szkoły średniej, opublikowano rysunek aparatury Millera z odpowiednim podpisem

„Odtwarzając pierwotną atmosferę (amoniak, woda, wodór i metan) oraz przepuszczając iskrę elektryczną przez mieszankę, Miller i Urey dowiedli że materia organiczna np. aminokwasy, mogła powstać samoistnie.”

Rozumiecie? Kilkadziesiąt lat po obaleniu eksperymentu, zamieszcza się jego wyniki jako prawdziwe w książkach, z których uczy się młodzież! Jest tu jednak pewien haczyk. Podobnie jak National Geografic autorzy ukrywają sprostowanie gdzieś w tekście, napomykając, że założenia naukowców dotyczące owej pierwotnej atmosfery mogły być mylne, ale eksperyment z innymi mieszankami gazów potwierdza możliwość samoczynnego powstawania aminokwasów. Znowu pomija się, że owe inne mieszanki gazów nadal nie odpowiadają uznawanej przez naukowców, pierwotnej atmosferze Ziemi!

Podręcznik uniwersytecki „Life-The Life of Biology” Williama Purves’a, Gordona Oriansa, Criga Hellera i Davida Sadava również serwują studentom kłamstwa o wytworzeniu przez Millera podstawowych składników organizmów żywych, wykorzystując wczesną redukcyjną atmosferę Ziemi. Zapominają jednak dopisać, że w czasie eksperymentu nie wytworzono w sposób właściwy i oddający w pełni tlenowąej a nie redukcyjnej atmosfery wczesnej Ziemi!

Nawet wspominany już we wcześniejszych argumentach Douglas Futuyma, w swoim podręczniku „Evolutionary Biology” zawiera rysunek „aparatury Millera, którą posłużył się przy syntezie cząstek organicznych w warunkach symulujących wczesne środowisko Ziemi”. Oczywiście zapomina się dodać, że pierwotna atmosfera jednak zawierała tlen, a mieszanka eksperymentalna została dobrana kilkakrotnie w różny sposób, pod kątem oczekiwanego efektu, a nie stanu faktycznego!

Podkreślmy, założenie naukowe przyjęte zostało w taki sposób, by ukazać możliwość wytworzenia się samoistnego białek, czy innych cząstek organicznych, bez względu na przyjęte warunki panujące we wczesnej atmosferze Ziemi. Skupiając się na konieczności doboru i stworzenia takich warunków, które potwierdzą wcześniej przyjętą hipotezę, bez względu na konieczność odrzucenia faktów naukowych.

Już w 1986 roku chemik Robert Shapiro napisał książkę krytykującą kilka aspektów badań nad pochodzeniem życia. Szczególnie krytykował twierdzenie, iż eksperyment MilleraUreya dowiódł, że atmosfera panująca na wczesnej Ziemi była silnie redukcyjna. Cytując go „doszliśmy do sytuacji, gdy teoria została przez niektórych uznana za fakt, a argumenty przeciwne odsuwane są na bok. To raczej mitologia niż nauka.

Niech Psalm 14, zakończy niniejsze rozważanie

Psalm 14:1-3 Głupi powiedział w swoim sercu: Nie ma Boga. Są zepsuci, popełniają obrzydliwe czyny. Nie ma nikogo, kto by czynił dobro. PAN spojrzał z niebios na synów ludzkich, aby zobaczyć, czy jest ktoś rozumny i szukający Boga. Wszyscy zboczyli z drogi, wszyscy jednakowo znikczemnieli. Nie ma nikogo, kto by czynił dobro, nie ma ani jednego.

K.W.


Zobacz w temacie

Print Friendly, PDF & Email

escort bayan muğla aydın escort bayan escort bayan çanakkale balıkesir escort bayan escort tekirdağ bayan escort bayan gebze escort bayan mersin buca escort bayan edirne escort bayan