Metodyzm: wylęgarnia heretyków

W dobie, kiedy do grona uprawiających duchowy nierząd z Rzymskim katolicyzmem dołączyła kolejna grupa, czyli Adwentyści Dnia Siódmego, warto zastanowić się nad korzeniami tego kultu. Tutaj bardzo pomocnym będzie studium życia założycielki i głównej „nieomylnej prorokini”. Jak zwykle na scenie pojawią się demoniczne manifestacje, fałszywe proroctwa i mówienie niezrozumiałym bełkotem. Duch fałszu w swojej całej krasie.

Ellen G. White urodziła się w Gorham w stanie Maine, 26 listopada 1827 roku. Jej nazwisko panieńskie brzmiało Harmon. Gdy była dzieckiem, jej rodzice przeprowadzili się do Portland w tym samym stanie.

W swych „Świadectwa dla Zboru” (t. I str. 9-58), E.G. White przedstawia długi opis swojego dzieciństwa, młodości, nawrócenia i przyjęcia adwentyzmu na skutek nauczania Williama Millera. Jej rodzice i cała rodzina należała do Kościoła Metodystów, skąd jednak zostali wyłączeni za zdecydowane popieranie doktryn Millera.

Wypadek i jego konsekwencje

Gdy miała zaledwie dziewięć lat, złoszcząc się „z powodu jakiejś błahostki” – jak to ujmuje E.G. White – jej szkolna koleżanka, goniąc ją, rzuca kamieniem i łamie jej nos. Uderzenie było tak silne, że prawie ją zabiło. Została zniekształcona na całe życie. Przez trzy tygodnie leżała nieprzytomna, i nie oczekiwano, że z tego wyjdzie. (str.10). Gdy zaczęła wracać do zdrowia i zobaczyła swoją twarz, chciała umrzeć. Wpadła w depresję, i unikała wszelkiego towarzystwa. Mówi:

„Mój system nerwowy był w ruinie” (str.13).

Po jakimś czasie próbowała chodzić do szkoły, ale musiała przerwać naukę, ponieważ nie była w stanie się uczyć. Tak więc jej szkolna edukacja nigdy nie wyszła poza umiejętność czytania i słabą zdolność pisania (str.13).
.

Apokaliptyczny guru i demoniczne przejawy mocy

W 1840 roku, w wieku trzynastu lat, usłyszała kazanie Williama Millera, mówiącego że koniec świata nadejdzie w 1843 roku. Okropnie się tego przestraszyła, gdyż sądziła, że zginie (str.15). Po powrocie do domu spędziła prawie całą noc na modlitwie, zalewając się łzami (str.16).

Przez całe miesiące była w tym beznadziejnym stanie (str.16). Potem, na spotkaniu obozowym metodystów, doznała cudownego nawrócenia (str.18). Widziała tam, jak wielu ludzi mdlało powalonych „mocą”, co wtedy było czymś powszechnym. Jej rodzice też tam byli, i w pełni solidaryzowali się z tymi praktykami.

Po raz kolejny słuchała Millera w 1842 roku; w oparciu o swoje wyliczenia udowadniał, że Chrystus powróci już za rok. Znów bardzo się bała. Mówi:

„Potępienie dźwięczało w moich uszach dzień i noc” (str.23).

„Lękałam się, że postradam zmysły” (str.25).

„Przepełniała mnie rozpacz. Często trwałam w modlitwie przez całą noc, jęcząc i drżąc w niewypowiedzianym bólu” (str. 26).

To daje świadectwo o jej stanie umysłowym. W snach poszła do nieba i spotkała Jezusa, i została uwolniona (str. 28). Potem wzięła udział w spotkaniu modlitewnym, podczas którego zemdlała, i w tym stanie pozostała przez całą noc (str. 31). Powtarzało się to często…

Opisując to wszystko, Ellen Harmon stara się wywołać wrażenie, jakoby te doświadczenia były dziełem Ducha Bożego. Ale czy tak rzeczywiście było? Naszym zdaniem: Nie. Były one po prostu rezultatem jej kondycji fizycznej i psychicznej; zrodziła je ekscytacja religijna, i rozemocjonowani ludzie, którymi była otoczona. Alarmujące przepowiednie Millera niemal wytrąciły z równowagi jej histeryczny umysł funkcjonujący w jej wątłym ciele.

Zresztą sama przyznaje, że tak było. Mówi:

„Gdyby prawda została mi przedstawiona tak, jak ją rozumiem obecnie, to zaoszczędzono by mi wiele błądzenia i smutku” (str. 25).

Miała po prostu wypaczoną koncepcję Boga i prostoty Ewangelii.
.

Głucha na Słowo

Ale tych poglądów nigdy się, niestety, nie wyzbyła całkowicie. Idea surowego, groźnego Boga, przewija się we wszystkich jej pismach. Dowodzą one, jak wielki wpływ wywierali na nią jej współpracownicy, i jak ciężka była duchowa atmosfera, która ją otaczała. Wydaje się, że zamiast Ducha Bożego, który – jak twierdziła – kierował całym jej życiem, naprawdę jej życiem kierował jej własny duch, pozostający pod wpływem osób ją otaczających. Kolejne stronice tego opracowania jeszcze bardziej to uwidocznią.
.

Mąż „prorokini”

Należy zauważyć różnicę w nawróceniu jej męża, Starszego Jamesa White. Kompletny opis tego wydarzenia jest podany przez niego zaledwie w dwunastu słowach. W książce „Szkice z Życia” (str. 15) mówi on:

„W wieku piętnastu lat zostałem ochrzczony, i zjednoczyłem się z Kościołem chrześcijańskim”.

Z jego strony to wszystko na ten temat.

Jego ojciec był diakonem baptystów, a potem członkiem Kościoła Chrześcijańskiego. Ani jego rodzice, jego Kościół czy współpracownicy, nie przywykli do tak ekstremalnych religijnych doznań, jakie stały się udziałem Ellen Harmon. Ale czyż jego nawrócenie nie było tak szczere jak jej? Nigdy tego nie kwestionowała.
.

Zaburzenia religijno-emocjonalne

W latach 1840-44, gdy miała 13-17 lat, ta mała dziewczynka – wątła, chorowita, niewykształcona, wrażliwa, anormalnie religijna i egzaltowana – dostała się pod silny wpływ Millera, który w swych wykładach przepowiadał koniec świata na rok 1843., a potem na rok 1844. Gdy zbliżała się ta ostatnia data, Ellen Harmon gorliwie uczęszczała na te ekscytujące spotkania i bez zastrzeżeń wierzyła we wszystko co mówił Miller. Wspomina:

„Wierzyłam z całą mocą w te poważne słowa wypowiadane przez sługę Bożego” (str. 22).

Skutek tego oddziaływania na jej słaby, obdarzony bujną wyobraźnią młody umysł, był zatrważający. Wyznała:

„Wydawało mi się, że moje potępienie jest już postanowione” (str. 28).

Jej rodzice i rodzina przyjęli teorie Millera, co spowodowało ich wyłączenie z Kościoła Metodystów.
.

Apokaliptyczne obliczenia

Przepowiednia Millera o końcu świata mającym nadejść 22 października 1844 roku bazowała na długich i wątpliwych wyliczeniach sięgających wstecz aż 2 300 lat. Poważni uczeni spierali się z nim, i kwestionowali wyliczenia i płynące z nich wnioski. Ale co na ten temat tych starożytnych dat mogła wiedzieć niewykształcona dziewczyna? Absolutnie nic. Ona po prostu wierzyła w zdecydowane stwierdzenia Millera, nie wiedząc czy są, czy nie są wiarygodne.

To samo można powiedzieć o tych wielkich rzeszach, które zaakceptowały nauki Millera. W rzeczywistości bardzo niewielu z nich, to osoby posiadające wykształcenie i wiedzę. Byli raczej ludźmi łatwo ulegającymi podnieceniu, i podatnymi na manipulację. A zjawiska te były wówczas powszechne.

Ellen tak bardzo dała się ponieść przez te życzenia zwolenników Millera, że przez całe dnie siedziała oparta o poręcz łóżka, starając się ręcznymi robótkami zarobić kilka groszy, które mogła przeznaczyć na adwentowe traktaty do rozdania ludziom (str. 38). Gdy była w stanie ustać na nogach, szła ostrzegać młodych przyjaciół. Mówi

„W ten sposób spędziłam kilka nocy”.

Kolejne przejawy demonicznych manifestacji

Potem podaje opis tego, jak kilka różnych osób podczas tych pełnych ekscytacji spotkań padało bez czucia na podłogę (str. 47). Nietrudno sobie wyobrazić, jak działało to na dzieci. Tego samego doświadczali także adwentowi kaznodzieje (str. 49). W czasie tygodni poprzedzających wyznaczoną datę przyjścia Jezusa Chrystusa, odłożono na bok interesy, a spotkania odbywały się bez przerwy (str. 51).

Ellen Harmon i jej rodzice zaakceptowali bez zastrzeżeń wszystkie te zjawiska, uznając je za przejaw mocy Bożej; za dzieło Ducha Świętego potwierdzającego prawdę słów Millera. – Ale czy tak rzeczywiście było? Bynajmniej. Każdy nie uprzedzony umysł łatwo dostrzeże, że nauka ta była ludzkim wymysłem, a ekstremalne zachowanie uczestników spotkań należy przypisać ich niesłychanemu wprost podnieceniu. I to wszystko.
.

Bełkot, tańce i ekstazy

Gdy Jezus nie przyszedł w oznaczonym dniu, rozczarowanie zwolenników tej nauki było ogromne. Po nim nastąpiło totalne zamieszanie, a w jego efekcie podziały, i przejawy najdzikszego fanatyzmu

  • sny i wizje,
  • mówienie językami i
  • ekstatyczne tańce,
  • wmawianie sobie daru proroczego,

i tym podobne zjawiska. Starszy White, w „Present Truth” z maja 1850 napisał: „J.V.Himes, na konferencji w Albany, na wiosnę 1845 roku powiedział, że ruch siódmego miesiąca dał początek mesmeryzmowi głębokiemu na siedem stóp”. (Starszy Himes, tuż obok Millera, był najsilniejszą postacią w tym ruchu.)

Gdy już było po wszystkim, taka właśnie była ocena ducha, który kierował tymi ludźmi. Jakub White miał rację. Nieuniknionym było, że takie następstwa zrodzą się w tej grupie w efekcie zawodu, jaki przeżyli tamtego tragicznego i strasznego dnia.
.

Ślepi prowadzą ślepych

Miller, Himes, i pozostali liderzy tego dzieła wkrótce wyznali, że ruch millerowki był błędem. Jednak Starszy White, Bates, Holt, Andrews i Ellen Harmon nadal utrzymywali, że wszystko to było czymś naturalnym – że tak zadziałał Bóg. Ich zwolennicy wciąż tego bronią, i twierdzą, że w tamtych wydarzeniach Bóg był z nimi. E.G. White, w kolejnych swoich widzeniach i objawieniach, wciąż powraca do tego wydarzenia, nazywając je szczególną Bożą opatrznością, i demonstracją potęgi Ducha Świętego. Dla niej i jej ludzi było to jakby wyjście z Egiptu, przekroczenie Morza Czerwonego, ognisty słup nocą, głos z Synaju, fundament największego poselstwa, jakie Bóg kiedykolwiek dał człowiekowi, ostateczny test wszechczasów!

Ale czy poselstwo to rzeczywiście pochodziło od Boga? Żadną miarą. Fakty jednoznacznie temu zaprzeczają. Było to po prostu dzieło omylnego człowieka, sprowadzonego na manowce poprzez gorliwość nie mającą poparcia w wiedzy. Ustalając dokładną datę przyjścia Chrystusa, sprzeciwili się wyraźnym ostrzeżeniom, jakich Jezus udzielił ludziom w kwestii Swego przyjścia:

„Ale o owym dniu i godzinie nie wie nikt, ani aniołowie, którzy są w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (Mat. 24:36; Marek 13:32);
.
„Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec w swej mocy ustanowił” (Dzieje 1:7).

Wszystko to zostało zlekceważone. Oni twierdzili, że znają czas i dzień. Każdy kto się z nimi nie zgadzał, miał być odrzucony przez Boga i zgubiony. Od tamtego czasu taki sam duch towarzyszy ich ruchowi w większym lub mniejszym stopniu. Spotkało ich to, na co zasłużyli sobie nieposłuszeństwem wobec Słowa Bożego. Doznali gorzkiego zawodu, i musieli znosić drwiny tych, których skazali na zniszczenie za to, że nie zgadzali się z nimi.

Przeczytajmy teraz, jak Bóg potępia takie ludzkie dzieła:

 „Gdy prorok przepowie coś w imieniu Pana, a słowo jego będzie bez skutku i nie spełni się, znaczy to, że tego Pan do niego nie mówił, lecz w swej pysze powiedział to sam prorok. Nie będziesz się go obawiał” (5 Mojż. 18:22)

Dokładnie coś takiego miało miejsce za sprawą adwentystów w roku 1843, a potem znów rok później. Przemawiali w imieniu Pana, a to się nie spełniło. Tak więc nie trzeba się ich obawiać.

źródło


Zobacz w temacie

Print Friendly, PDF & Email