
Spis treści
Dwa filary zbawienia?
Rzym. 9:16 A więc nie zależy to od tego, który chce, ani od tego, który zabiega, ale od Boga, który okazuje miłosierdzie.
Myślę, że współczesny problem ludzi religijnych, a nawet osób identyfikujących się jako „reformowani” to głęboko zakorzenione poczucie ludzkiej odpowiedzialności za swoje zbawienie. Bóg jest wprawdzie suwerenny, mówią, ale człowiek nie pozostaje przecież bierny w zbawieniu – zostają na niego nałożone jakieś obowiązki.
Popularny pogląd przekonuje słuchacza o nałożonej na człowieka odpowiedzialności za wzbudzenie w sobie wiary Chrystusa. W słynnym kazaniu „Bliźniacze prawdy, Boża suwerenność i ludzka odpowiedzialność” padły znamienne słowa:
„[Zbawienie] Jest to dzieło Boga, wyłącznie dzieło Boga, ale jeśli nie uwierzysz, zostaniesz pociągnięty do odpowiedzialności i jesteś powołany do wiary, a życie wieczne czeka na ciebie, jeśli uwierzysz. To są bliźniacze prawdy,które biegną równolegle. … Każdy, kto wierzy, może zostać zbawiony… Wiara i wierzenie składają całą odpowiedzialność na mnie”. [1]
Bóg w tym ujęciu jest sprawcą zbawienia, które jest przez wiarę, jednak to człowiek zostaje obarczony odpowiedzialnością za uwierzenie, a zatem staje się siłą sprawczą swojej wiary. Ponieważ zbawienie jest z „wiary” lub „przez” wiarę oraz odpowiedzialność wiary leży całkowicie po stronie człowieka, w ostateczności całość odpowiedzialności za zbawienie spoczywa na człowieku.
Jest to całkowicie sprzeczne z nauczaniem Pisma Świętego i Kanonami z Dort
Historia i promotorzy doktryny
Badając źródło błędu warto sprawdzić historię Kościoła. Okazuje się, że ten sposób ujmowania problemu ma swój rodowód i swoich promotorów i nie są to ludzie dobrej reputacji. Fundamentalny konflikt między Bożą suwerennością, czyli ortodoksyjnym poglądem a ludzką odpowiedzialnością, czyli nowinkarstwem, zaczął się w IV/V wieku:
Augustyn nauczał, że zbawienie jest dziełem łaski, a człowiek po upadku nie posiada naturalnej zdolności zwrotu ku Bogu; Pelagiusz przyznawał człowiekowi rzeczywistą zdolność wyboru dobra. Zgromadzony w 431 roku Synod w Efezie potępił głoszone przez Celestiusza nauczanie Pelagiusza w I kanonie. Celestiusz był akolitą Pelagiusza.
Jeśli jakikolwiek metropolita prowincji, porzucając święty i ekumeniczny synod, przyłączył się do zgromadzenia apostatów lub dołączy do niego w przyszłości; lub, jeśli przyjął lub przyjmie w przyszłości doktryny Celestiusza, nie ma żadnej władzy, aby w jakikolwiek sposób sprzeciwiać się biskupom prowincji, ponieważ jest już wykluczony z wszelkiej komunii kościelnej i niezdolny do pełnienia swoją posługi. [2]
Po Augustynie przyszło rozwiązanie pośrednie — semipelagianizm Jana Kasjana. W 529 roku Synod w Orange potępił nauczanie o ludzkiej odpowiedzialności w zbawieniu
Jeśli ktoś utrzymuje, że Bóg wyczekuje naszej decyzji, abyśmy oczyścili się z grzechu, a nie wyznaje, że nawet wtedy decyzja aby się oczyścić pochodzi przez wlanie i działanie Ducha Świętego w nas, ten opiera się samemu Duchowi Świętemu Przysłów. 8:35 LXX „Wola jest przygotowywana przez Pana” oraz Apostoła: Filip. 2:13 „Gdyż Bóg jest tym, który według swej dobrej woli sprawuje w was zarówno chcenie jak i wykonanie” [3]
Reformacja przesunęła akcent z powrotem na Bożą skuteczność; Luter w De servo arbitrio dowodził przeciw Erazmowi, że kwestia wolnej woli w zbawieniu jest sercem sprawy czemu sprzeciwił się Jakub Arminiusz, którego nauczanie obalił Synod w Dort w 1619 roku. Zauważmy z jaką precyzją tak zwana „bliźniacza prawda” zostaje oddalona przez Kanony. To Bóg sprawuje chcenie i wykonanie oraz chcenie i uwierzenie. Bóg ukazany jest tutaj jako sprawca wiary w człowieku.
Dlatego też wiarę należy uważać za dar Boży, i to nie dar jaki człowiek może przyjąć lub nie z własnej woli ponieważ jest ona ofiarowana człowiekowi przez Boga, lecz w rzeczywistości człowiek jest nią obdarzony, jest zlana na niego i jest on owiany jej tchnieniem; ani nawet dlatego, ze Bóg zlewa moc i zdolność do uwierzenia, a potem oczekuje, by człowiek poprzez używanie swej własnej wolnej woli zgadzał się na warunki zbawienia i rzeczywiście wierzył w Chrystusa, lecz ponieważ Ten, który sprawuje w człowieku zarówno chcenie jak i wykonanie, sprawuje w człowieku chcenie i uwierzenie, i rzeczywiście sprawia On wszystko we wszystkim. [4]
Dopiero wiek XX przyniósł współczesny język „antynomii” i „paradoksu” wskrzesił wielokroć obalone koncepcje swobody wyboru konsekwentnie obarczające człowieka odpowiedzialnością za wiarę.
J. I. Packer jest głównym źródłem tej konstrukcji. W Evangelism and the Sovereignty of God (1961) nazwał relację między suwerennością Boga a odpowiedzialnością człowieka antynomią — dwiema prawdami stojącymi obok siebie, pozornie nie do pogodzenia. Pisze o „Bożej suwerenności i ludzkiej odpowiedzialności” i wprost umieszczając po stronie człowieka jego „wiarę lub niewiarę” jako jego reakcję na objawienie [5]
D.A. Carson ujmuje suwerenność i odpowiedzialność jako dwie prawdy trzymane „w napięciu”, którego nie należy rozwiązywać. Jego sztandarowe zdanie: napięcie suwerenność–odpowiedzialność to nie problem do rozwiązania, lecz rama do zbadania. Broni też wprost „kompatybilizmu” — tezy, że absolutna suwerenność Boga i realna odpowiedzialność człowieka są jednocześnie prawdziwe [6]
R. Albert Mohler użył tego sformułowania dosłownie. Baptist Press w 1997 roku relacjonował jego wykład: Boża suwerenność w zbawieniu i odpowiedzialność człowieka, by „usłyszeć i posłuchać” są „równoległymi prawdami” — suwerenność Boga po jednej stronie, a po stronie człowieka „usłyszeć i odpowiedzieć”. [7]
Keith Clayton pisał to samo już w 1957 roku, na łamach Precious Seed:
Boża suwerenność i ludzka odpowiedzialność jako równoległe prawdy (…), które nigdy nie zejdą się w skończonym umyśle człowieka.[8]
Robert A. Peterson w materiałach z teologii systematycznej określa Bożą suwerenność i ludzką odpowiedzialność jako „bliźniacze prawdy” [9] .
Jonny Ardavanis idzie najdalej:nazywa je „równoległymi prawdami”, których nie należy „harmonizować”, lecz przyjąć obie a po stronie ludzkiej odpowiedzialności umieszcza wprost „odpowiedź wiarą Jezusowi Chrystusowi” [10]
W podobnym tonie wypowiadają się polskojęzyczni wyznawcy tego poglądu:
„Nauka Suwerennej łaski Bożej mówi, że są dwie strony: suwerenność Boga i odpowiedzialność człowieka. Wiemy że sam człowiek nic nie może. … Ale Biblia mówi również , że człowieka ma paść na kolana , żałować i upamiętać się.” [11]
I dalej praktyczna aplikacja bliźniaczej prawdy o ludzkiej odpowiedzialności w zbawieniu ma swój przejaw, którym jest zwrot ku Bogu:
„Już dziś padnij na kolana,… proś Boga o przebaczenie twoich grzechów, ….zaufaj całym sercem Panu Jezusowi Chrystusowi, ….wyznaj że tylko on jest twoim jedynym Pośrednikiem spowiednikiem i ratunkiem …. porzuć religie – i odtąd żyj wyłącznie dla Jezusa. „ [12]
Z drugiej strony, akt czyniony przez człowieka uznawany jest za probierz odrodzenia a nie jego przyczynę, co jest sprzeczne z koncepcją bliźniaczej prawdy o odpowiedzialności człowieka w zbawieniu. Jest to niekonsekwencja i, jak wskazują poprzednie przykłady, osobna prawda, której nie da się nijak zharmonizować z pozostałym nauczaniem
Padanie na kolana .. to wynik działania suwerennej łaski w wybranych a nawolanie do tego jest niczym innym jak testem do sprawdzenia , kto tą łaskę otrzymał. [13]
Teologia ostatniej wypowiedzi jest prawidłowa, ale nie wspiera jej substancja pozostałego nauczania. Jest to zatem typowa dla „paralelnych prawd” niekonsekwencja. Ciągle szukamy odpowiedzi na pytanie „za co człowiek jest odpowiedzialny w suwerennej Bożej łasce?” Równoczesne twierdzenie o ludzkiej odpowiedzialności w zbawieniu „są dwie strony: suwerenność Boga i odpowiedzialność człowieka” realizowanej przez padnięcie na kolana, prośbę o przebaczenie, zaufanie całym sercem, wyznanie Chrystusa oraz porzucenie religii stoi w sprzeczności wobec Bożej suwerenności, zgodnie z którą „Padanie na kolana .. to wynik działania suwerennej łaski w wybranych„. Albo akty ludzkie są jego odpowiedzialnością w zbawieniu i wtedy człowiek staje się ich przyczyną sprawczą, albo są rezultatem Bożej łaski i wtedy Bóg jest ich jedyną przyczyną sprawczą.
Tak więc widzimy, że problem jest głęboki. Osadzony w Van Tiliańskiej koncepcji niezdolności człowieka do objęcia i zrozumienia Bożego przekazu objawienia właśnie prowadzi do wniosku o istnieniu równerównoległych, bźniaczych, sprzecznych ze sobą prawd [14]
.
Pismo Święte o wierze
Wcześniej zauważyliśmy, że Kanony z Dort mówią o wierze jako Bożym akcie w człowieku. Bóg jest przyczyną wiary ale także sprawcą wiary w każdym wierzącym.
„Ten, który sprawia i chcenie, i wykonanie, i to wszystko we wszystkich, sprawia w człowieku zarówno wolę wierzenia, jak i sam akt wierzenia.” [15]
Kanony przekazują jedynie to, czego naucza Pismo. W Ewangelii Jana czytamy, że aktywnym sprawcą wiary w zbawionym jest Bóg. Człowiek wierzy, ale przyczyną wiary jest Boże dzieło.
Jan 6:29 Odpowiedział im Jezus: To jest dzieło Boga, abyście wierzyli w tego, którego on posłał.
O tym, że wiara jest działaniem Bożym w wierzącym mówi także list do Kolosan. Odnosząc dzieło Boże (wiarę) do aktu wskrzeszenia Bóg daje nam wyjaśnienie naszego duchowego życia. Odrodzeni są utrzymywani jako żywi przez Boga. Chwalebnym Bożym dziełem jest wiara. Bóg działa w taki sposób, że udziela i podtrzymuje wiarę w odrodzonym chrześcijanie. Zatem Bóg jest przyczyną sprawczą wiary, wierzenia i życia.
Kol. 2:12 Pogrzebani z nim w chrzcie, w którym też razem z nim zostaliście wskrzeszeni przez wiarę, która jest działaniem Boga, który go wskrzesił z martwych.
List do Efezjan określa to dzieło jako osadzone w Bożej wszechmocy. Wszechmoc Boża, której nic nie może się oprzeć jest źródłem i sprawczą przyczyną wiary.
Efez. 1:19 I czym jest przemożna wielkość jego mocy wobec nas, którzy wierzymy, według działania potęgi jego siły.
Zauważamy teraz wyraźnie, że koncepcja ludzkiej odpowiedzialności za wzbudzenie w sobie wiary, za jej sprawowanie oraz za jej zachowanie nie jest zgodna ze standardem teologii Pisma. Konsekwentnie wiara nie może być rozumiana jakkolwiek jako warunek zbawienia a człowiek nie może być uznany za przyczynę sprawczą wiary, konsekwentnie żadne akty wiary jak padnięcie na kolana, wyznanie czy modlitwa także nie mogą za takie uchodzić..Jest to tym bardziej oczywiste skoro czytamy, że sprawczą przyczyną wyznania wiary jest Duch Święty a Chrystus ukazany jest jako twórca i dokończyciel wiary:
1 Kor. 12:3 .…Nikt też nie może powiedzieć, że Jezus jest Panem, jak tylko przez Ducha Świętego.
Hebr. 12:2 Patrząc na Jezusa, twórcę i dokończyciela wiary, który z powodu przygotowanej mu radości wycierpiał krzyż, nie zważając na hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga.
Bóg sprawujący w zbawionych wiarę jako przyczyna sprawcza przeczy twierdzeniu, „wiara i wierzenie składają całą odpowiedzialność na mnie”. Kanony z Dort są tu trafne: Bóg sprawia w człowieku zarówno wolę wierzenia, jak i sam akt wierzenia.
Wiara Reformowana odrzuca współczesny pogląd jako heretycki. Wyznawcy koncepcji „nauka Suwerennej łaski Bożej mówi, że są dwie strony: suwerenność Boga i odpowiedzialność człowieka” w odniesieniu do wiary, wyznania wiary, skutków i owoców wiary muszą zrozumieć, że to nie jest Boża teologia ale ludzka, zakorzeniona w pelagianizmie tradycja.
.
Co z tą odpowiedzialnością?
Postawmy zasadnicze pytanie: za co dokładnie człowiek jest odpowiedzialny w suwerennej Bożej łasce? Jeśli „odpowiedzialność” ma oznaczać padnięcie na kolana i prośbę o przebaczenie — nawet dorozumiane jako uzdolnione przez Ducha — to i tak pozostaje aktem człowieka, który czyni go współodpowiedzialnym za swoje zbawienie. A to jest już synergizm: W tym ujęciu Bóg suwerennie zbawia, „ale to nie wystarczy” — człowiek musi jeszcze dodać swój udział. Jak w takim razie Bóg miałby zbawiać dzieci osób wierzących, dzieci przymiera, które zmarły w łonach matek? Na podstawie wyznania i padnięcia na kolana? Przecież to absurd.
Otóż jedyna odpowiedzialność człowieka wobec Boga jest w sensie negatywnym: człowiek odpowiada za swój grzech. Nie oznacza to, że odpowiada za swoje zbawienie. Zapytajmy wprost: jak martwy duchowo człowiek może być odpowiedzialny za swoje zbawienie?
Czy może poszukiwać Boga?
Rzym. 3:11 Nie ma rozumnego i nie ma nikogo, kto by szukał Boga.
Czy może uwierzyć?
Rzym. 1:21-22 21. Dlatego że poznawszy Boga, nie chwalili go jako Boga ani mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmiło się ich bezrozumne serce. 22. Podając się za mądrych, zgłupieli.
Nieodrodzeni nie tylko nie szukają Boga — nie chcą, nie mogą i uciekają do fałszywych religii. To Bóg odnajduje swoje zagubione owce, aby je odrodzić:
Łuk. 19:10 Bo Syn Człowieczy przyszedł, aby szukać i zbawić to, co zginęło.
Za co zatem nieodrodzony miałby odpowiadać w dziele zbawienia? A jeśli chodzi o człowieka już ożywionego, to za co konkretnie odpowiada? Za wyznanie? Przecież za nie odpowiada Duch. Za wiarę? Za to odpowiada Bóg. Za co zatem?
Stąd próba utrzymania równoległych, czy też bliźniaczych prawd albo neguje totalną deprawację (i martwi duchowo mają duchowe obowiązki, które mogą spełnić), albo neguje Bożą suwerenność i krzyż (bo człowiek dokłada swoje trzy grosze do zbawienia).
.
Jednostronny wymiar łaski Ewangelii
Ewangelia przedstawia jednostronny wymiar łaski, ponieważ Ewangelia mówi o historycznym dziele Chrystusa, o tym, co Chrystus zrobił dla wybranych. Ewangelia nie mówi, co człowiek ma zrobić. Mamy wierzyć w Ewangelię, to znaczy w historyczne dzieło Chrystusa a nie wierzyć w to, że zbawcze dzieło krzyża oznacza „Jego posłuszeństwo plus moja odpowiedzialność”. Nie mam wierzyć w to, że mam być posłuszny. Mam wierzyć w dzieło Chrystusa, ponieważ to jest istotą usprawiedliwienia!
Rzym. 5:19 Jak bowiem przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wielu stało się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo jednego wielu stało się sprawiedliwymi.
- Ewangelia przedstawia jednostronny wymiar łaski, bo mówi o historycznym dziele Chrystusa — o tym, co Chrystus uczynił dla wybranych. Ewangelia nie mówi, co człowiek ma zrobić.
. - Wiara ma dotyczyć historycznego dzieła Chrystusa (wcielony Bóg ukrzyżowany za grzechy wybranych i zmartwychwstały trzeciego dnia z powodu usprawiedliwienia wybranych) — a nie tego, że zbawcze dzieło krzyża oznacza „posłuszeństwo Chrystusa + moje posłuszeństwo”.
. - Głoszeniu Ewangelii towarzyszy wezwanie do upamiętania i wiary, lecz wezwanie to nie jest treścią Ewangelii
NIektórzy karykaturalnie wypaczają Suwerenną Łaskę skrupulatnie „dopasowując” do niej głoszenie ewangelii:
„Pokaż mi w Biblii wersję Ewangelii o treści: Ludzie — nie wiem, czy jesteście zbawieni, nie wiem, czy będziecie wybrani, i nie możecie zawołać o zbawienie ani pokutować, bo to bez sensu, jeśli Bóg was nie narodzi. Pokaż.” [16]
Odwróćmy te słowa aby zobaczyć, że to błędne założenie ociera się o hiper kalwinizm. W takim przypadku głosiciel musiałby wiedzieć: że słuchacze są zbawieni, że są wybrani, że mogą wołać o zbawienie, że mogą pokutować (czyli zadośćuczynić za grzechy?), że Bóg ich narodzi z góry. Ale Ewangelia nie zakłada ani jednego, ani drugiego. Ewangelia Jest informacją o historycznym dziele Chrystusa — dotyczy Jego życia i śmierci. Niczym mniej niczym więcej. Jednakże głoszeniu Ewangelii towarzyszy wezwanie do upamiętania i wiary w obiektywną treść Ewangelii. Stąd głoszenie ma dwojaki skutek:
2 Kor. 2:15-17 15. Jesteśmy bowiem dla Boga przyjemną wonią Chrystusa wśród tych, którzy są zbawieni, i wśród tych, którzy giną. 16. Dla jednych wonią śmierci ku śmierci, a dla drugich wonią życia ku życiu. Lecz do tego któż jest zdatny? 17. Nie jesteśmy bowiem jak wielu, którzy fałszują słowo Boże, lecz ze szczerości, jak od Boga mówimy w Chrystusie przed obliczem Boga.
Wezwanie zmiękcza serca owiec i zatwardza serca kozłów. My nie wiemy, kto jest owcą a kto kozłem ale wzywamy wszystkich. Wołamy do wszystkich po to aby Bóg wezwał wybranych i zatwardził potępionych.
Tu należy zwrócić uwagę na ordo salutis — porządek zbawienia. Wyznanie jest rezultatem odrodzenia, a nie jego przyczyną. Zbawienie w sensie historycznym oznacza: 1) odrodzenie, które uzdalnia do 2) wiary, a wiara prowadzi do 3) wyznania. W przypadku „bliźniaczych prawd” suwerenne odrodzenie i odpowiedzialne wyznanie wiary stają się tożsame.
Jeśli ktoś głosi niewolną wolę, a zarazem nakłada na człowieka odpowiedzialność w zbawieniu, to przeczy sam sobie i osuwa się w pelagianizm. Jeśli zaś głosi, że w tej nałożonej odpowiedzialności wola człowieka jest wolna, to wyznaje synergie zbawczą i staje się semipelagianinem. Tak czy inaczej naucza, że człowiek musi chcieć zbawienia i czynić ku niemu wysiłki. Pismo obala to jako herezję:
Rzym. 9:16 A więc nie zależy to od tego, który chce (chcieć zbawienia), ani od tego, który zabiega (ma odpowiedzialność w zbawieniu), ale od Boga, który okazuje miłosierdzie.
Pytanie brzmi zatem: czy chodzi o to, co zrobił Chrystus — czy raczej o to, co zrobił Chrystus oraz jaki z tego człowiek w swojej odpowiedzialności zrobi użytek? Ewangelia potwierdza pierwsze, neguje ostatnie.
.
Herman Hoeksema
„Zwracam uwagę na ten pogląd, który zadowala się pozostawieniem Bożej rady i odpowiedzialności człowieka obok siebie jako niedających się pogodzić przeciwieństw – przy jednoczesnym trwaniu w wierze, że to, co nam wydaje się sprzeczne, w Bogu nie pozostaje ze sobą w konflikcie. Zwolennicy tego stanowiska mówią zazwyczaj o dwóch wolach w Bogu, których – w granicach naszego rozumienia – nie da się sprowadzić do wyższej jedni, choć taka wyższa jedność faktycznie istnieje. Wola nakazująca wiąże się z naszą odpowiedzialnością, natomiast wola wyrażona w Bożej radzie odnosi się do Bożego sprawowania władzy nad wszystkim. Te dwa aspekty biegną równolegle tak daleko, jak tylko sięga wzrok, a wszelkie próby głębszego wniknięcia w tę tajemnicę są z konieczności skazane na niepowodzenie.
Wobec tego rozpowszechnionego poglądu wysuwamy zarzut, iż nie podejmuje on nawet próby uchwycenia relacji między Bożą radą a odpowiedzialnością człowieka. Nie próbuje nawet określić właściwego rozumienia związku między tymi dwiema kwestiami, choć z pewnością trzeba przyznać, że Boża rada i wolność moralna człowieka muszą zostać ze sobą zestawione – nawet jeśli ostatecznie nie będziemy w stanie ich pogodzić.
Co więcej, w praktyce pogląd ten często prowadzi do ujęcia sprawy w duchu arminiańskim. Podkreśla się wówczas znaczenie woli nakazującej, doktrynę o Bożej radzie spycha się na margines – niemal w zapomnienie – a skutkiem tego staje się praktyczny pelagianizm. Nierzadko to właśnie ci ludzie pierwsi podnoszą alarm, gdy w ich ocenie ktoś zdaje się nadmiernie akcentować prawdę o absolutnej suwerenności Boga.” [17]
.
Wezwanie
Szanowny czytelniku, kimkolwiek jesteś. Ukazaliśmy Ci prawdę Reformowanej teologii nie po to, by cię poniżyć, czy ośmieszyć lecz by cię pozyskać dla Chrystusa. Jeśli wyznajesz, że sam człowiek nic nie może — i to jest prawda nie możesz obarczać nikogo odpowiedzialnością. Nie da się głosić suwerennej łaski i zarazem czynić jej skuteczność zależną od aktu człowieka. Jedno wyklucza drugie. Nie da się także głosić odpowiedzialności ludzkiej za wyznanie i modlitwę jako bliźniaczej prawdy, aby zaraz potem przeczyć temu mówiąc, że to tylko probierz odrodzenia.
Drogi przyjacielu, otóż wpadłeś w sferę nauczania MacArthura i rozumiemy, jak do tego doszło. Wielu pobożnych ludzi mu zaufało. Ale MacArthur myli się przeciw Pismu i przeciw teologii Reformowanej. Myli się przeciw Kanonom z Dort – ekumenicznego a zatem wiążącego każdego Reformowanego wyznawcę dokumentu.
Nie musisz wybierać między suwerennością Boga a szczerym wezwaniem grzeszników – wzywamy wszystkich, bo nie znamy wybranych. Odrzuć „bliźniacze prawdy”. One nie są głębszym Reformowanym niuansem — są furtką, przez którą z butami wchodzi synergizm, a za nim praktyczny pelagianizm. Przyjdź do jednego, czystego wyznania: że Bóg sprawia i wolę wiary, i sam akt wiary; że cała chwała należy się Bogu, który okazuje miłosierdzie, komu chce.
Czynimy to w duchu tego, co sam Kościół zawsze czynił wobec błądzących. Ukazaliśmy prawdę w miłości. Upamiętaj się ku życiu. I dołącz do nas obejmując całość teologii Reformowanej, wejdź na stare ścieżki.
Jer. 6:16 Tak mówi PAN: Stańcie na drogach, spójrzcie i pytajcie o stare ścieżki, gdzie jest ta dobra droga – i idźcie nią, a znajdziecie odpoczynek dla waszej duszy. Lecz powiedzieli: Nie pójdziemy.
To, że niektórzy otrzymują dar wiary od Boga, a inni nie, wynika z odwiecznego dekretu Bożego. „Gdyż Bogu są znane wszystkie jego dzieła od początku świata” (Dzieje 15:18); „który sprawuje wszystko zgodnie z zamysłem woli swojej” (Efez. 1:11). Zgodnie z tym dekretem
– Bóg łaskawie zmiękcza serca wybranych, nawet te najbardziej uparte, oraz skłania je do uwierzenia
– tych zaś, których nie wybrał, pozostawia ich własnej nieprawości i w uporze na sprawiedliwy sąd.
W tym właśnie objawia się głęboki, łaskawy a jednocześnie sprawiedliwy podział wśród ludzi równie zasługujących na zgubę, że dekret wybrania i potępienia, objawiony w Słowie Bożym, które, mimo iż na swą zgubę sprzeciwiają mu się ludzie przewrotnego, skażonego i niestałego umysłu, zapewnia świętym i pobożnym duszom niewypowiedzianą pociechę. [18]
Sola Fide umiłowani
Przypisy
[1] John MacArthur, Bliźniacze prawdy, Boża suwerenność i ludzka odpowiedzialność, źródło
[2] Artykuły Synodu w Efezie z 431 roku, 1
[3] Kanony Synodu w Orange, 4
[4] Kanony z Dort, 3/4.14
[5] J. I. Packer, Evangelism and the Sovereignty of God (1961)
[6] D. A. Carson rozwija to w How Long, O Lord?, rozdz. 11 „The Mystery of Providence”, oraz w A Call to Spiritual Reformation, rozdz. 9 „A Sovereign and Personal God”)
[7] R. Albert Mohler, wykład relacjonowany przez Baptist Press (1997) — Boża suwerenność i odpowiedzialność człowieka „to hear and to heed” jako „parallel truths”.
[8] Keith Clayton, Divine Sovereignty and Human Responsibility, Precious Seed (1957)
[9] Robert A. Peterson, materiały z teologii systematycznej — Boża suwerenność i ludzka odpowiedzialność jako „twin truths”.
[10] Jonny Ardavanis „Calvinism, Sovereignty, and Man’s Responsibility”
[11] Radosław Lewandowski, wypowiedź pod publicznym postem (media społecznościowe) pod wykładem: „Czy KATOLICY skończą w piekle?” . Autor jest dość rozpoznawalnym głosicielem w lokalnych kręgach
[12] Tamże Lewandowski
[13] Tamże
[14] Conrelius Van Til twierdził, że wiedza Boga i człowieka „nie pokrywają się w żadnym punkcie w tym sensie, że w swojej świadomości [znaczenia] czegokolwiek, w swoim umysłowym uchwyceniu lub zrozumieniu czegokolwiek, człowiek jest w każdym punkcie zależny od wcześniejszego aktu niezmiennego zrozumienia i objawienia ze strony Boga”.Cornelius Van Til, Introduction to Systematic Theology, 165, cyt. w Bahnsen, Van Til’s Apologetic, 22
[15] Kanony z Dort 4/4.14
[16] Lewandowski, tamże
[17] Herman Hoeksema, God’s Counsel and Man’s Responsibility, źródło
[18] Kanony z Dort, 1.18
Zobacz w temacie
- Absolutna suwerenność Boga
- Co oznacza niepojętość Boga?
- Zniewolenie woli, część 4: odpowiedzialność człowieka
. - Dobrointencyjna oferta zbawienia a potępienie
- Podstawy hermeneutyki, cz. 6 – logika a Pismo
- Czy wiara jest darem?
- Jego wiara w nas?
- Chleb życia dla wszystkich?
- Łaskawe usprawiedliwienie, część 1
- Odrzucenie doktryn łaski jako herezja zatracenia
. - Historia hipo-kalwinizmu, część 3
- Szesnaście kroków maniaka MacArthuryzmu
- Reformowany inaczej, część 2
- Reformowany inaczej, część 7
. - Ciężkie pasterstwo
- Pielgrzymka kaleki
- Wchodźcie przez ciasną bramę
