Śmiertelne zagrożenie

Jan 2:22 Gdy więc zmartwychwstał, jego uczniowie przypomnieli sobie, że im to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wypowiedział Jezus

Z pewnością wielu apologetów religii odrzucających zasadę Sola Scriptura z radością zacytuje powyższy fragment dowodząc, iż depozyt wiary zawarty jest tak w spisanym Słowie jak i ustnie przekazanej tradycji (Rzymscy katolicy) czy też pozabiblijnym objawieniu (zielonoświątkowcy).

Reprezentanci pierwszej grupy będą argumentować, iż właściwa interpretacja Pisma dostarczona została świętej Matce Kościołowi przez samego Ducha Świętego, dzięki czemu Watykan uzyskał wyjątkowy status jedynej instytucji uprawnionej do ogłaszania dogmatów wiary, jednolitych dla ponad miliarda wyznawców skupionych w scentralizowanej i rzekomo nieomylnej formie kultu.

W tym samym czasie przedstawiciele drugiego stronnictwa stanowczo przekonują, iż Bóg przemawia osobiście do każdego wyznawcy udzielając mu właściwego wykładu czytanych ustępów Słowa, objawiając przyszłe wydarzenia a nawet dodając nową teologię do tej, która wcześniej została spisana. W ekstremalnych i coraz częściej występujących przypadkach ta nowa teologia całkowicie zastępuje „martwą literę Pisma”. Tym sumptem ponad pół miliarda osób przynależąych do ponad 50 tysięcy odszczepień, nie wspominając o niemożliwej do zidentyfikowania liczbie społeczności domowych wyznaje tysiące sprzecznych ze sobą doktryn „objawionych” przez tego samego ducha.

Choć obie grupy znajdują się na skrajnych biegunach postrzegania autorytetu łączy je teologiczna i praktyczna nienawiść do zasady Sola Scriptura. Polem ataku stało się ortodoksyjne chrześcijaństwo oskarżane przez każdą z wrogich stron o grzechy tej drugiej. Jest to zatem nienawiść oparta o brak zrozumienia czym w rzeczywistości jest zasada Sola Scrptura.


Homo decepti, czyli człowiek zwiedziony

Równanie słowa człowieka ze Słowem Boga jest niebezpieczeństwem, na które nieustannie musimy być czujni i z całą naszą siłą musimy strzec odrębności Słowa Bożego od słowa ludzkiego.”Bernard Ramm, Protestancka interpretacja bilibjna,

Dodawanie do Słowa, do dwóch objawionych i spisanych Testamentów jest zabronione przez Boga, również podlega straszliwej karze. Nie jest dozwolonym przez ustanawianie jakiejkolwiek pozabiblijnej Tradycji czy też ludzkiej interpretacji jako autorytatywnej w tym sensie, iż nie podlega ona doktrynalnym testom opartym o nauczanie spisanego Słowa Bożego (2 Tym. 3:16-17). Wszyscy chrześcijanie, będąc kapłanami Boga żywego (1 Piotra 2:9), mają traktować Pismo jako jedyne źródło doktryny odnoszącej się do wiary i praktyki, w tym interpretacji.

Mal. 2:7 Wargi kapłana bowiem mają strzec poznania i jego ustami ludzie mają pytać o prawo, gdyż on jest posłańcem PANA zastępów. 
.
Obj. 22:18
Oświadczam zaś każdemu, kto słucha słów proroctwa tej księgi: Jeśli ktoś dołoży coś do tego, dołoży mu też Bóg plag opisanych w tej księdze;
.
Przysł. 30:6 Nie dodawaj nic do jego słów, aby cię nie strofował i abyś nie okazał się kłamcą.
.
Gal. 3:15 Bracia, mówię po ludzku: Przecież nawet zatwierdzonego testamentu człowieka nikt nie obala ani do niego nic nie dodaje.

Mimo tak jasnych ostrzeżeń Watykan twierdzi, iż posiada autorytet definiowania tego, co jest kanonem Pisma, Tradycji i jej zasięgu, oraz rości sobie prawo do bezbłędnego interpretowania tak Pisma jak i Tradycji. Mówiąc krótko podwójny autorytet człowieka stanął ponad Bogiem. System ten uniemożliwia weryfikację doktryn i pozycjonuje ludzkie tradycje ponad oświeceniowym działaniem Ducha Świętego. Oto absolutny autorytaryzm, oto sola Ecclesia, posłuchajmy słów watykańskiego agenta-apologety:

„Całe Pismo jest przez Boga natchnione, Duch Święty jest głównym autorem, my katolicy potwierdzamy to i tego nauczamy i potwierdzamy od początku kościoła i ciągle to czynimy. Nie mamy z tym problemu. Ale problem jest wyraźnie wyrażony: czy możemy zrozumieć na podstawie Pisma, że ustna Tradycja jest natchniona przez Boga? […] Moje stanowisko jak i stanowiskiem kościoła katolickiego w tej sprawie jest takie: owszem Pismo jest natchnione i daje nam wystarczający materiał jakiego potrzebujemy, jednakże połączenie wszystkiego i możliwość zrozumienia wszystkiego co Bóg nam objawił, wszystkiego czego Chrystus chce abyśmy w to wierzyli, wymaga od nas zaakceptowania [ustnej] Tradycji, jaką pozostawił.”Mitchell Pacwa, źródło

Z drugiej strony zielonoświątkowcy interpretują Pismo w historycznej próżni. Pomijając wszelką tradycję ogłaszają własne, subiektywne i najczęściej błędne przemyślenia jako objawienie Ducha Świętego odrzucając jednocześnie wszelkie zasady hermeneutycznej interpretacji: pomijają gramatykę języka oryginalnego, zamiast dosłownego rozumienia tekstu stosują alegorię, całkowicie ignorują zasadę syntezy polegającą na eliminacji interpretacji danego tekstu jeśli nauka z niego wypływająca jest sprzeczna z nauką innego fragmentu. Oto absolutny indywidualizm, gdzie człowiek jest jedynym kryterium prawdy gdzie jedynym autorytetem umożliwiającym weryfikację prawdy jest subiektywne przekonanie, oto solo Scriptura, pozycja doskonale reprezentowana przez poniższe stwierdzenie:

„Czytam Biblię, rozumiem to co czytam na ile Bóg mi pozwala. Jednak jeśli bardzo się zastanowimy to Bóg każdemu z nas daje większe lub mniejsze objawienie pewnych spraw. Czy zatem mam od dzisiaj polegać tylko na człowieku i jego zrozumieniu? Z pewnością nie!”

Oba wynaturzone podejścia prowadzą na bezdroża duchowych herezji w ostateczności zamykając drogę do zbawienia przy pomocy tak wyrafinowanych i stojących ponad Pismem Świętym koncepcji jak legalizm i rytualizm oraz antynomianizm i osobiste doświadczenie.
.


Walka z chochołem i jej rezultaty

Jan 7:24 Nie sądźcie po pozorach, ale sądźcie sprawiedliwym sądem

Bardzo często apologetyka katolicka uderza nie tyle w zasadę Sola Scriptura co jej zniekształconą formę czyli solo Scritpura. Atakowane jest subiektywne rozumienie Pisma, całkowicie oderwane od tradycji i interpretacji poprzednich generacji nauczycieli oświecanych przez Ducha Świętego. Głównym argumentem katolików jest różnorodność „protestanckich” interpretacji przy czym celowo uwypuklone zostaje tutaj liczne zbiorowisko pseudoewangeliczne (głównie zielonoświątkowe) odrzucające nawet podstawowe zasady hermeneutyki, gdzie indywidualistyczna kreacja nowego znaczenia fragmentów Pisma odbywa się w historycznej próżni i w oparciu o subiektywne przekonania interpretatora.

Z drugiej strony zielonoświątkowe ataki również nie dotykają sedna sprawy lecz raczej godzą w sztucznie przypisaną chrześcijaństwu ideologię Rzymskiego katolicyzmu. Tutaj Pismo postrzegane jest jako martwa litera zaś usystematyzowane doktryny spisane w postaci wyznań wiary klasyfikowane są jako ludzkie tradycje zamykające usta Duchowi Świętemu. W ten sposób zielonoświątkowcy podważają rolę Ducha Świętego w oświeceniu poprzednich generacji chrześcijan i ustanawiają siebie jako ostateczny wyznacznik prawdy w imię motta: jesteśmy pokoleniem, które jako jedyne prawidłowo interpretuje Słowo Boże.  W rzeczywistości frazes „litera zabija Duch ożywia” używany jest przez wyznawców ruchu zielonoświątkowego jako narzędzie oddzielenia człowieka od Słowa Bożego i skierowanie go na bezdroża teologii doświadczenia.

Rzymski katolicyzm zamknął naukę Pisma w hermetycznej puszce tradycji wybranych interpretacji preferowanych Ojców Kościoła, które dopasowane zostały do doktrynalnych potrzeb Watykanu. Utworzony został nienaruszalny system herezji: Tak mówi PAN: Przeklęty człowiek, który ufa człowiekowi i który czyni ciało swoim ramieniem, a od PANA odstępuje jego serce (Jer. 17:5)

„Większość egzegezy katolickiej nie wykraczała poza studia patrystyczne. Luter odrzucił to: „Ja pytam o teksty Pisma, Eck oferuje mi Ojców. Ja proszę o słońce, a on oferuje mi swoje latarnie. Ja pytam, Gdzie jest twój dowód biblijny, a on wzywa Ambrożego i Cyryla. Zachowując cały szacunek należny Ojcom, na pierwszym miejscu stawiam autorytet Pisma”.Bernard Ramm, Protestancka interpretacja bilibjna,

Ruch zielonoświątkowy otworzył przysłowiową puszkę Pandory, z której na świat wydobyła się niezliczona ilość najbardziej szalonych herezji, radośnie akceptowanych przez pozbawionych rozeznania (a zatem i Ducha Świętego) szaleńców: Głupi nie ma upodobania w rozumie, lecz w tym, co serce mu objawia (Przysłów 18:2)

William Cunningham w swojej książce „Historyczna Telogia” napisał: „Wiele herezji I i II wieku było jak majaczenia szaleńców idących bez określonego standardu czy to naturalnego czy ponadnaturalnego, czy to rozsądku czy Pisma, szaleńców, którzy całkowiecie skupili się na ich fantazjach tworzących ich systemy wierzeń” To mógłby być opis współczesnego ruchu zielonoświątkowego. Ludzie śniący doktryny wprost ze swoich serc i swych fantazji, twierdząc przy tym, że to Bóg im tak powiedział.Phil Johnson, Wylewanie dziecka z charyzmatyczną kąpielą


Sola Scriptura a tradycja

2 Tym. 2:2 A co słyszałeś ode mnie wobec wielu świadków, to powierz wiernym ludziom, którzy będą zdolni nauczać także innych

Naturalną przeciwwagą obu ekstremalnych podejść teologicznych (tak katolickiego jak i zielonoświątkowego) jest zasada analogii wiary. Objawienie to  zakomunikowanie prawdy niepoznawalnej za pomocą zdolności poznawczych człowieka, Luter zaś dowodził iż Pismo Święte jest spójne i wystarczające do zrozumienia wszystkich przekazywanych przez nie doktryn. Bóg wypowiedział się w sposób zrozumiały dla czytelnika, żadna pozabiblijna Tradycja ani objawienie do interpretacji nie jest potrzebna.

Pomimo tak jasnego stanowiska reprezentowanego przez ortodoksyjne chrześcijaństwo mylnym jest zarzut całkowitego odrzucenia tradycji w procesie interpretacji Pisma. Oświecienie, jakie miało miejsce w czasie istnienia Kościoła od momentu jego powołania, jest dla chrześcijan istotne, jednakże tradycji interpretacji zostaje nadana właściwa waga. Jaka? O tym za chwilę….
.


Tradycja a ujęcie katolickie

Z całą pewnością nie stanowi ona normatywnego depozytu wiary, ponieważ niejednokrotnie interpretacje Ojców Apostolskich i Ojców Kościoła zawierały błędy, jak chociażby uznawana przez Ireneusza z Lyonu za apostolską tradycję teoria rekapitulacji, według której Chrystus zmarł na krzyżu w podeszłym wieku:

„Teraz, to że pierwszy etap wczesnego życia obejmuje trzydzieści lat, i że rozciąga się on do czterdziestu lat, każdy przyzna; ale od czterdziestego i pięćdziesiątego roku życia człowiek zaczyna słabnąć, stając się osobą w podeszłym wieku, co także dotyczyło naszego Pana, który nadal wtedy wypełniał urząd Nauczyciela, jak poświadczają Ewangelie i wszyscy starsi; Ci którzy byli obecni w Azji z Janem, uczniem Pana, [potwierdzając], że Jan przekazał im te informacje.” – The Complete Works of the Church Fathers” – edited by Philip Schaff (2016) – Against Heresies, book 2, Chapter 22:5

W tym przypadku rzekoma ustnie przekazana „Tradycja” zawierała ewidentną sprzeczność kolidującą z Pismem Świętym, które określa wiek śmierci Chrystusa na około 33 lata. Dowodzi to, że do rozpoznania Bożego Objawienia w danej sprawie wystarczającym jest sama lektura Pisma a nie rzekoma ustna Tradycja przekazana przez Apostołów

Łuk. 3:23 A Jezus miał około trzydziestu lat. (początek służby)
.
Jan 2:13 A ponieważ zbliżała się Pascha żydowska, Jezus poszedł do Jerozolimy pierwsza pascha
.
Jan 6:4 A zbliżała się Pascha, święto żydowskie. druga pascha
.
Jan 19:14 A był to dzień przygotowania Paschy trzecia pascha, ukrzyżowanie i zmartwychwstanie, 33 lata

Skoro już jesteśmy przy passze warto wspomnieć o historycznym ścieraniu się dwóch ustnych tradycji, jednej, praktykowanej w Azji i rzekomo przekazanej przez Apostoła Jana Polikarpowi, jego osobistemu uczniowi z tradycją obowiązującą w Rzymie i praktykowaną przez starszych Kościoła reprezentowanych przez biskupa Ancieta. Spór o tradycję dotyczył czasu świętowania Wielkanocy. Polikarp stał na pozycji kwadrodecymalnej (świętowanie śmierci Chrsytusa 14 dnia Nisan), Anicet zaś bronił pozycji pierwszej niedzieli po 14 dniu miesiąca Nisan (świętowanie zmartwychwstania). Ireneusz z Lyonu tak podsumowuje ich dysputy:

„Anciet nie zdołał skłonić Polikarpa do zarzucenia zwyczaju (celebracji śmierci 14 dnia Nisan), jakiego zawsze przestrzegał razem z Janem, uczniem Pańskim, i z innymi apostołami, z którymi obcował. Ani również Polikarp nie przekonał Aniceta który twierdził, że  należy się trzymać zwyczaju (celebracji zmawrtwychwstania w pierwszą niedzielę po 14 Nisan) prezbiterów , swych poprzedników. Euzebiusz, Historia Kościelna Rozdział V, sekcja 24,16

Pismo Święte nigdzie nie nakazuje obchodzenia Wielkanocy, jednakże nigdzie też tego nie zabrania. Jako że jest to tradycyjnie najważniejsze święto chrześcijańskie ogłaszające śmierć i zmartwychwstanie Chrsytusa, jego celebracja lub jej brak pozostaje w gestii wolnego wyboru każdego chrześcijanina. Jednakże sam przykład istniejących obok siebie dwóch równorzędnych i sprzecznych zarazem tradycji o rzekomym apostolskim pochodzeniu dowodzi jedynie, iż tradycja ani nie może być traktowana tak samo autorytatywnie jak nauka Pisma, ani też nie może też stanowić podstawy interpretacji Słowa.
.


Tradycja a ujęcie zielonoświątkowe

Sztandardowym przykładem błędnej interpretacji Słowa Bożego przez zielonoświątkowców jest tekst Marka

Marek 16:17-18 17. A takie znaki będą towarzyszyć tym, którzy uwierzą: w moim imieniu będą wypędzać demony, będą mówić nowymi językami; 18. Będą brać węże, a choćby wypili coś śmiercionośnego, nie zaszkodzi im; na chorych będą kłaść ręce, a ci odzyskają zdrowie.

Przeciętny zielonoświątkowiec będzie rozumiał ten fragment jako normatywny i obowiązujący wszystkich chrześcijan. I tak wszystkim wierzacym powinny towarzyszyć przynajmniej niektóre z ponadnaturalnych apostolskich cudów-znaków jak wypędzanie demonów, uzdrawianie przez nakładanie rąk czy mówienie innymi językami. Opierający się o osobiste przeżycia ludzie doświadczający fenomenu mówienia niezrozumiałym bełkotem nie tylko izolują interpretację ustępu od podstawowych zasad gramatyki (tekst używa przeszłej i zarazem dokonanej formy czasownika – πιστευσασιν pisteusasin którzy uwierzyli – wskazując na 11 zgromadzonych wokół Pana Apostołów jako jedynych co do których tekst należy aplikować) ale także przypisują językom nienaturalne znaczenie: w ich mniemaniu chodzi oczywiście o niezrozumiałą mowę czy to anielską czy też rzekomo jakąś formę zapomnianego prastarego języka co w praktyce reprezentowane jest przez bełkot.

Uważny student Pisma wie doskonale, że użyte w tekście słowa odnoszą się do języka jakiegoś narodu, zrozumiałego przez obcokrajowców współczesnych posiadaczowi daru.

Nowatorska interpretacja zielolnoświątkowców tekstu Marka 16 nie znajduje potwierdzenia ani w gramatyce, ani w kontekście Pisma (więcej w artykle Dar języków) również wczesnochrześcijańska tradycja  interpretacji zagadnienia przez Ojców jej nie autoryzuje.

Grzegorz z Nazjanzu (329-390) napisał:

Oni mówili zagranicznymi językami, a nie ojczystymi; i cud to był wielki, język używany przez osoby, które się go nie uczyły. I znak to był dla tych, co nie wierzyli, a nie dla tych co wierzyli, aby można oskarżyć niewierzących , jak jest napisane „Przez ludzi obcych języków i przez usta obcych będę mówić do tego ludu, ale i tak mnie nie usłuchają, mówi Pan (Izaj. 28:111 Kor. 14:21)” – (The Oration on Penttecost, 15-17)

Jan Chryzostom (344-407) mówi co następuje:

I tak jak w czasie budowy wieży (Babel) jeden język został podzielony na wiele; tak też wiele języków często spotykało się w jednym mężu, i ta sama osoba dyskutowała tak po persku jak po rzymsku i hindusku, i wielu innych językach, Duch brzmiący w nim: a dar był zwany darem języków, ponieważ mógł on mówić naraz różnymi zagranicznymi językami – (Homilia o 1 Koryntian, 35.1)

Augustyn (354-430) pisze:

W najwcześniejszych czasach, Duch Święty zstępował na tych, którzy uwierzyli: i mówili zagranicznymi językami, których się nie uczyli, „tak, jak im Duch poddawał.” Były to znaki przeznaczone na tamten czas. Było bowiem niezbędnym tam aby był to znak Ducha Świętego we wszystkich językach, aby ukazać, że Ewangelia Boża miała biec przez wszystkie języki na całej ziemi.– (Homilia o Pierwszym Liście Jana, 6.10)

Dochodząc do tej konkluzji, Ojcowie zrównywali dar języków z Dziejów 2 z darem języków z 1 Koryntian 12-14. Naciskali na to, że w obu miejscach dar polegał na zdolności mówienia autentycznymi zagranicznymi językami.

Z drugiej strony świadectwo historii Kościoła dowodzi, iż mowa niezrozumiałym bełkotem odpowiadająca współczesnym zielonoświątkowym glossolaliom w rzeczywistości towarzyszyła fanatycznej sekcie montanistów, uznanej za wielką herezję

I on (Montaniusz) wyszedł z siebie, i stał się nagle jakby wściekły, jakby w ekstazie. Zaczął bredzić i bełkotać (!), wypowiadać dziwne rzeczy prorokując w sposób sprzeczny z tym, jaki był przyjęty w kościele od samego początku.” – Euzebiusz z Cezarei, Historia Kościoła Tom 5

Rola tradycji Kościelnej jest tutaj bardzo jasna. Nie definiuje ona prawdy, czyni to oczywiście Pismo Święte Tradycja jednakże potwierdza bardzo wyraźnie iż interpretacja daru języków jako umiejętność mówienia wieloma zagranicznymi językami narodów bez ówczesnego ich uczenia się. Doktryna zatem jest nie tylko zgodna z Pismem ale też potwierdzona historycznie.

Rola tradycji jest znamienna ponieważ stanowi wsparcie dla dzieła oświecenia Ducha Świętego. Zaś rezultat oświecenia udzielonego przez Autora tekstu studentowi tegoż tekstu nie powinien być rażąco odmienny od rezultatów oświecenia, jakiego ten sam Autor udzielał stundentom tego samego tekstu na przestrzeni wieków. To właśnie potwierdza historia interpretacji.

Nowatorskie podejście interpretacyjne zielonoświątkowców w rzeczywistości wypacza autorską intencję tekstu w taki sposób, że Pismo przestaje przekazywać czytelnikowi to, co powiedział Bóg i staje się nośnikiem doktryn objawionych czytelnikowi przez jego upadłe serce: Najzdradliwsze ponad wszystko jest serce i najbardziej przewrotne. Któż zdoła je poznać (Jer. 17:9). Biblia dla zielnoświątkowców staje się martwą literą zaś ożywiona przez ludzką fantazję i niejednokrotnie czynnik demoniczny herezja zasiada na tronie duchowego życia zwiedzionego pseudochrześcijanina.

„W wielu częściach świata ruch charyzmatyczny pochłania na oślep pogańskie idee lokalnych fałszywych religii w swojej teologii. Na przykład w Afryce, tradycja obsesji na punkcie szamanów, złych duchów, i kultu przodków została w dużej mierze przyswojona przez tamtejsze wspólnoty zielonoświątkowe. Powstała hybryda nazywa się „chrześcijańska”, ale w rzeczywistości jest zakorzeniona w plemiennym pogaństwie.” – John MacArthur, Inny ogień


Przez tyłek do serca

Sztandarowym przykładem do jakich absurdów i bluźnierstw prowadzi wiara w pozabiblijne objawienie jest wypowiedź małżonki Benny Hinna, zielonoświątkowego hochsztaplera i pseudouzdrowieciela. Pani Suzanne Hinn porównuje Ducha Świętego do doodbytniczej lewatywy, której zaaplikowanie ma rzekomo przygotować wyznawcę do energicznego działania.

„Wiesz co, moje silniki są gotowe do startu. Zwiększają obroty. A twoje? Jak nie, to wiesz co? Jeśli twój silnik nie jest gotowy do startu, to wiesz, czego ci trzeba? Potrzebujesz, żeby ci do tyłka podłączyć lewatywę z Ducha Świętego! Ponieważ Bóg nie będzie tolerował, On nie będzie tolerował niczego innego” Suzanne Hinn w World Outreach Center, lipiec 1997. Jej uwagi zostały wyemitowane na antenie Comedy Central, The Daily Show, „God Stuff”, 21 lipca 1999.

Wstrząsające słowa Suzanne nie tylko nie posiadają żadnego oparcia w Słowie Bożym ale są diabelskim naśmiewaniem się z Boga wszechmogącego, dowodem na to, że Duch Święty nie zna zielonoświątkowców i nie ma z nimi żadnej społeczności: A jeśli ktoś nie ma Ducha Chrystusa, ten do niego nie należy. (Rzym. 8:9).
.

Anielski brokat

Innym, być może mniej drastycznym, jednakże tak samo nieblibijnym przykładem zielonoświątkowej teologii opartej o osobiste objawienia jest wypowiedź jednego z uczniów heretyka Leszka Korzenieckiego. W swoim upadłym umyśle człowiek ten albo dał się zwieść demonicznemu pseudocudowi (Marek 13:22) albo też jest zwykłym kłamcą (2 Piotra 2:3)

„Kiedy opowiadałem jej o Bożej miłości, o tym, że Bóg ma o niej i jej dzieciach cały czas dobry myśli, że Jego pragnieniem jest to, by mógł się o nich zatroszczyć, że  posłał swojego syna Jezusa, by stał się osobiście ich drogą do Ojca, na głowie jej synka pojawił się różnokolorowy pył (wyglądał jak drobniutki brokat z przewagą złotego koloru). Z sekundy na sekundę ten pył zasypywał chłopca coraz bardziej, pojawiając się na jego barkach i twarzy! Ona to widziała i była poruszona, nie wiedząc, co ma dalej zrobić  Wiedziałem, że jest z nami anioł, który potwierdza jej to, o czym mówiłem.” – Jacek Kurzela, uczeń Leszka Korzenieckiego, źródło

Oczywiście ani teologia „aplikowania do tyłka lewatywy z Ducha Świętego” ani też „wydzielania anielskich brokatów” jako dowodu skutecznej ewangelizacji nie tylko nie znajduje swojego potwierdzenia Piśmie i tradycji Ojców Kościoła ale na podstawie zgromadzonych materiałów o pobożności pierwszych chrześcijan możemy jasno stwierdzić iż tak szalone twierdzenia zostałyby uznane za dowód herezji i stałyby się powodem wyłączenia ich głosicieli ze społeczności Kościoła Powszechnego. Prostym tego dowodem jest ekskomunika wszystkich montanistów przez Sobór w Konstantynopolu (381 A.D.).
.


Podsumowanie

Rolą tradycji w chrześcijańskiej interpretacji nie jest uczynienie z Pisma martwej litery. Służy ona do ewentualnego potwierdzenia konkluzji wynikających z właściwie przeprowadzonej egzegezy: jeśli bowiem wnioski interpretatora są na tyle wyjątkowe, że nie znajdują swojego odpowiednika w żadnym dziele Ojców może (nie musi) to oznaczać iż albo Duch Święty zapomniał oświecić poprzednie pokolenia interpretatorów dając właściwe światło dopiero u kresu wieków… albo też że interpretacja jest błędna. Zasadniczym wyjątkiem od tej reguły będą teksty eschatoligiczne ponieważ Pismo stwierdza autorytatywnie iż będą one lepiej zrozumiałe dla pokoleń doświadczających wypełniania się proroctw.

Dan. 12:4 Ale ty Danielu zamknij te słowa i zapieczętuj tę księgę aż do czasu ostatecznego. Wielu będzie przebiegać, a pomnoży się wiedza.

Zasadę progresywnego oświecenia pokoleń potwierdza kolejny fragment Pisma gdzie umieszczona została zasada badania spisanego Słowa przez czytelników owocująca lepszym zrozumieniem w miarę wypełniania się proroctw o Mesjaszu:

1 Piotra 1:10- 11 10. O to zbawienie wywiadywali się i badali je prorocy, którzy prorokowali o przeznaczonej dla was łasce.11. Badali oni, na jaką i jakiego rodzaju porę wskazywał Duch Chrystusa, który był w nich, przepowiadając cierpienia, które miały przyjść na Chrystusa i mającą potem nastąpić chwałę.

Autorzy Starego Testamentu spisując swoje proroctwa nie rozumieli ich do końca, ponieważ ich wypełnienie było odległe w czasie i nikt nie śmie twierdzić tutaj, że Bóg przekazał tymże prorokom jakąś pozabiblijną ustną Tradycję dającą szczególne światło identyfikujące właściwy czas przyjścia Mesjasza. Oni nigdy nie doszli do poznania szczegółów proroctwa, które sami spisali. Za to pełne zrozumienie stało się dostępne żyjącym w ekonomii Nowego Testamentu chrześcijanom, i co ciekawe, nie dzięki jakiejś wydumanej pozabiblijnej tradycji lecz dzięki wyjaśniającej nauce Pisma i pracy Ducha Świętego zwanego oświeceniem.

Rolą tradycji nie jest także ujednolicenie interpretacji poprzez zamknięcie jej w kleszczach nauki Ojców Apostolskich. Ludzie ci byli omylni, często prezentowane przez nich tradycje były ze sobą sprzeczne zaś dominującą stawała się ta, którą wyznawała większość. Argumentum ad populum nie jest właściwym sposobem wnioskowania lecz raczej błędem logicznym, błędem tak ochoczo popełnianym przez watykański reżim w imię jedności kosztem prawdy.
.


Pierwszy argument przeciw katolickiej tradycji

Cała nauka przekazywana ustnie przez Proroków, Apostołów i ich najbliższych współpracowników została zapisana w postaci 27 Ksiąg Nowego Testamentu. Nastąpiło pełne wyjaśnienie proroctw, objawienie zostało skończone, zaś ustne doktryny zaabsorbowane, czego dowodzi wewnętrzne świadectwo Pisma. Pierwszy interesujący nas fragment dowodzi, że cały depozyt wiary został zawarty w Piśmie, to co Apostołowie głosili oralnie zostało spisane i pisemnie uzupełnione o interpretacje rozwiewające wątpliwości pierwotnych odbiorców tekstu.

2 Kor. 1:13 Nie piszemy wam nic innego, jak tylko to, co czytacie (ἀναγινώσκετε anaginoskete) albo rozumiecie (ἐπιγινώσκετε  epiginoskete). Spodziewam się zaś, że też do końca zrozumiecie (ἐπιγνώσεσθε  epignosethe)

Znaczenie greckich słów
ἀναγινώσκω anaginoskood  ἀνά aná, „w górę, znowu”, intensyfikując 1097 / γινώσκω ginṓskō, „osobiście wiem”) – właściwie „poznać ponownie” poprzez czytanie; umożliwia innym przeżycie (docenienie) tego, co zostało przekazane (doświadczone) przez oryginalnego autora. ἐπιγινώσκω epiginosko – słowo to odnosi się do wiedzy zdobytej przez osobistą relację z inną osobą, dotyczy ustnie przekazanej wiedzy

Wiemy z całą pewnością, że Apostoł Paweł głosił Koryntianom teologiczne prawdy w sposób ustny (Dzieje 18:1-18), oraz że zawsze w takich przypadkach powoływał się na spisane Słowo Boże (Dzieje 17:2) Mając na uwadze właściwe znaczenie greckich słów użytych przez Apostoła dochodzimy do wniosku, że przekazywana koryntianom pisemnie doktryna jest tożsama z tą, jaka wcześniej została przekazana im ustnie w oparciu o spisane Słowo.

Nie piszemy wam nic innego, jak tylko to, co czytacie albo rozumiecie

I gdyby nie końcowa fraza już w tym momencie moglibyśmy postawić znak równości między pisemną i ustną nauką apostolską (taki sam zakres). Jednakże wtręt spodziewam się, że do końca zrozumiecie dowodzi, iż nauka zawarta w Piśmie Świętym jest rozszerzeniem interpretacyjnym ustnie przekazanych doktryn. Innymi słowy depozyt wiary spisanego Słowa zawiera w sobie:

a. cały materiał doktrynalny czyli depozyt wiary (materialna wystarczalność: sola Scriptura)
.
b. sposób jego interpretacji (formalna wystarczalność: Scriptura Scripturam Interpretarum)

Co czytacie: rzeczy, które piszę i które czytacie, albo w moich Listach do was, albo do innych kościołów Chrystusowych, są tym, co wiecie, posiadacie i uznajecie jako prawdę;Matthew Poole’s Commentary
.
Co rozumiecie: nie w naszych listach do was, ale w naszym życiu i rozmowach, kiedy byliśmy wśród was, wszystko to, co musicie posiadać i uznać za słuszne;Gill’s Exposition of the Entire Bible

Pomiędzy depozytem wiary zawartym w spisanym Słowie Bożym a tym zawartym w ustnie przekazanej tradycji apostolskiej czyli nauce zachodzi stosunek nadrzędności zakresowej. Spisany depozyt wiary jest nadrzędny zakresowo w stosunku do ustnego depozytu wiary ponieważ wszystkie informacje zawarte w ustnym depozycie wiary występują również w spisanym depozyci. Z drugiej strony ustna tradycja jest podrzędna zakresowo w stosunku do spisanego Słowa ponieważ nie wszystkie informacje zawate w spisanym depozycie wiary występowały w ustnym depozycie (niepełna interpretacja, utrata doktryny przez zapomnienie)

To, czego Koryntianie nie zrozumieli do końca w ustnym nauczaniu apostolskim zostało wyjaśnione pisemnie. Oto normatywna zasada interpretacji Słowa Bożego.

Tym samym obalony zostaje rzymskokatolicki mit dowodzący istnienia ustnie przekazanej tradycji apostolskiej rozumianej jako właściwa interpretacja spisanego depozytu wiary. Pismo jest wystarczające tak materialnie jak i formalnie.
.


Drugi argument oraz obalenie zielonoświątkowych objawień

2 Piotra 1:13-15

13. Uważam bowiem za słuszne, dopóki jestem w tym namiocie, pobudzać was przez przypominanie;

14. Wiedząc, że bliskie jest zwinięcie mojego namiotu, jak mi to też objawił nasz Pan Jezus Chrystus.

15. Dołożę jednak starań, abyście po moim odejściu zawsze mieli to w pamięci.

Na wstępie swego listu odnosząc się do ustnego depozytu wiary Piotr informuje czytelników, że dopóki żyje będzie głosił naukę w sposób werbalny, jednakże będąc świadomym swojej rychłej śmierci wskazuje na sposób pozwalający na zawsze zachowanie w pamięci jego słów.

Skoro Piotr nieustannie musiał swoim uczniom przypominać ustną naukę wnioskujemy logicznie, iż ustny przekaz podlegał nieustannemu zniekształceniu (poprzez zapomnienie). Zatem jedyną możliwą formą stałego utrwalenia doktryny jest nic innego jak jej spisanie co uchroni przed utratą istotnych jej elementów i w końcowym rezultacie deformacją.

Argument prawdziwości ustnego depozytu wiary: dalsza część pisemnej (sic!) wyopwiedzi Apostoła dowodzi prawdziwości tego, co głosił ustnie. Piotr stwierdza, że przekazywał prawdę i tylko prawdę.

16. Gdyż daliśmy wam poznać moc i przyjście naszego Pana Jezusa Chrystusa, nie podążając za zręcznie wymyślonymi baśniami, ale jako naoczni świadkowie jego wielkości.

17. Otrzymał on bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy doszedł go taki głos od wspaniałej chwały: To jest mój umiłowany Syn, w którym mam upodobanie.

18. I słyszeliśmy ten głos dochodzący z nieba, gdy byliśmy z nim na świętej górze.

Wyższość spisanego depozytu wiary nad ustnym: mimo wszystko spisane Słowo ma większa wartość

  • materialną (nie ulega zapomnieniu)
  • formalną (nie podlega dowolnej, osobistej interpretacji opartej o rezkomą ustną tradycję).

Jednocześnie w wersach 19-21 Apostoł stawia mocny argument wyższości spisanego Słowa (słowo prorockie Pisma) nad prawdziwym pozabiblijnym objawieniem (o ileż bardziej wiarygodne od fałszywych zielnoświątkowych pseudoobjawień!). I na koniec zaleca trzymać się spisanego Słowa Bożego, co zarazem wyklucza z depozytu wiary ustną tradycję i pozabiblijne objawienie.

19. Mamy też mocniejsze słowo prorockie, a wy dobrze czynicie, trzymając się go jak lampy, która świeci w ciemnym miejscu, dopóki dzień nie zaświta i jutrzenka nie wzejdzie w waszych sercach;

20. To przede wszystkim wiedząc, że żadne proroctwo Pisma nie podlega własnemu wykładowi.

21. Nie z ludzkiej bowiem woli przyniesione zostało kiedyś proroctwo, ale święci Boży ludzie przemawiali prowadzeni przez Ducha Świętego.

Podczas gdy werset 19 odnosi się do materialnej wystarczalności Pisma to werset 20 ustanawia jego formalną wystarczalność w sposób eksluzywny (nie ma czegoś takiego jak pozablibijna tradycja umożliwiająca właściwą interpretację spisanego Słowa ponieważ Pismo interpretuje się samo).


Trzeci argument przeciw objawieniu i tradycji

W czasie gdy bezpośrednie objawienie Boże było jeszcze dostępne Bóg mimo wszystko w celu poznania Jego woli odsyła swój lud do spisanego Słowa. W takim przypadku uznanie rzekomej ustnej tradycji o niepewnej jakości i pochodzeniu za wartościowe źródło teologii lub jej interpretacji stoi w rażącej opozycji do Bożego nakazu, który koncentruje uwagę nie tyle na pozabiblijnym objawieniu co na tekście zawartym na kartach Tory. Choć Bóg jest zawsze prawdomówny, to jednak dokonując takiego wyboru wskazuje na możliwość przekręcenia usłyszanych słów przez nauczycieli starających się przekazać je dalej. Kolejnym wewnętrznym dowodem wyższości tekstu spisanego nad ustnymi doktrynami jest spisanie ustnego nakazu Bożego przekazanego najpierw Izajaszowi nie w formie listu (żaden papirus z proroctwami nie spadł z nieba) lecz przekazanego w postaci wizji lub słyszalnej wypowiedzi. Tak więc Bóg daje ludziom Pismo jako jedyny wiarygodny depozyt wiary.

Izaj. 8:19-20

19. A gdy będą wam mówić: Radźcie się czarowników i wróżbitów, którzy szepcą i mruczą, powiedzcie: Czyż lud nie powinien radzić się swego Boga? Czy ma się radzić umarłych w sprawie żywych?

20. Do prawa i do świadectwa! Jeśli nie będą mówić według tego słowa, to w nim nie ma żadnej światłości (שַׁחַר schahar – jutrzenki)


Wnioski końcowe

Na koniec porównajmy obietnicę Piotra i groźbę Izajasza.

Obietnica życia Groźba śmierci w grzechach
2 Piotra 1:19 Mamy też mocniejsze słowo prorockie, a wy dobrze czynicie, trzymając się go jak lampy, która świeci w ciemnym miejscu, dopóki dzień nie zaświta i jutrzenka nie wzejdzie w waszych sercach; Izaj. 8:20 Do prawa i do świadectwa! Jeśli nie będą mówić według tego słowa, to w nim nie ma żadnej jutrzenki (שַׁחַר schahar)
Zachowywanie słów zawartych w mocniejszym słowie prorockim czyli spisanym Słowie Bożym skutkuje życiem (jutrzenka wschodzi w sercach) Dokładanie ludzkiej tradycji i pozabiblijnego objawienia zawsze zniekształca spisane Słowo a to jest przyczyną zatracenia (nie ma żadnej jutrzenki)

Jako kontynuatorzy protestanckiej Reformacji stanowczo odrzucamy rzekomy depozyt wiary zawarty w ustnej Tradycji zaś rzymskich katolików wzywamy do upamiętania

„Reformatorzy odrzucili twierdzenie kościoła rzymskokatolickiego, że posiada dar łaski i oświecenia potrzebne do poznania, czego naucza Pismo Święte. W miejsce odwołania się do nauki magisterium kościoła, Reformatorzy ogłosili zasadę, że Pismo interpretuje Pismo. […]
.
Sprzeciwiamy się więc katolicyzmowi, który dodaje do objawienia biblijnego moralną jednomyślność Ojców, ekumeniczne creda, decyzje ekumenicznych soborów i wypowiedzi ex cathedra papieży. Kościół rzymskokatolicki nie dodaje tych rzeczy jako dodatkowego objawienia lecz jako autorytatywne interpretacje objawienia (depozyt wiary w Piśmie i tradycji) zobowiązujące dla sumienia.” Bernard Ramm, Protestancka interpretacja bilibjna

Jako prawowierni chrześcijanie powinniśmy ekskomunikować zielonoświątkowców i osoby wyznające nauki zielonoświątkowe z wszystkich zgromadzeń ponieważ nie są to nasi bracia w wierze a ich teologia stanowi zagrożenie dla doktrynalnej integralności Kościoła.

„Charyzmatyczna teologia przekształciła kościół ewangeliczny w ściek błędów i wylęgarnię fałszywych nauczycieli. Wypaczyła prawdziwe uwielbienie przez nieokiełznaną emocjonalność, skalała modlitwę bezsensownym, nic nie znaczącym wymyślonym bełkotem, zanieczyściła prawdziwą duchowość niebiblijnym mistycyzmem i zniszczyła wiarę biblijną, obracając ją w siłę sprawczą kreowania rzeczywistości przez wypowiadanie światowych pożądliwości. Ruch charyzmatyczny zniszczył system odpornościowy Kościoła poprzez podniesienie autorytetu doświadczenia ponad autorytet Pisma. Bezkrytycznie dał wstęp każdej możliwej formie heretyckiej nauki i praktyki. […]
.
W przeszłości ruch zielonoświątkowo-charyzmatyczny zostałby uznany za herezję. Zamiast tego obecnie jest najbardziej dominującą, agresywną, i dostrzegalną odmianą tak zwanego „chrześcijaństwa” na świecie.”
[…]
.
Mówiąc wprost, charyzmatyczna teologia nie wniosła niczego do prawdziwej teologii biblijnej lub interpretacji. Stanowi za to degenerację prawdy. Zyskuje dostęp do Kościoła jak śmiertelny wirus poprzez utrzymanie powierzchownego wrażenia biblijnego chrześcijaństwa, ale w końcu zawsze niszczy i zniekształca zdrową naukę. Tak powstałe zwyrodnienie, jak doktrynalna wersja potwora Frankensteina, jest ohydną hybrydą herezji, ekstazy, i bluźnierstwa niezgrabnie ubraną w poszarpane resztki języka ewangelicznego. Nazywa siebie „chrześcijańską”, ale w rzeczywistości jest to oszustwo. To fałszywa forma duchowości, która nieustannie przekształca się, przechodząc chaotycznie z jednego błędu do następnego.”
John MacArthur, Inny ogień


Zobacz w temacie

Print Friendly, PDF & Email