Z drinkiem w ręku na odnowienie zdrowia

2 Kor. 6:1-3 1 Jako jego współpracownicy napominamy was, abyście nie przyjmowali łaski Bożej na próżno. 2 (Mówi bowiem Bóg: W czasie pomyślnym wysłuchałem cię, a w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą. Oto teraz czas pomyślny, oto teraz dzień zbawienia.) 3 Nie dając nikomu żadnego powodu do zgorszenia, aby nasza posługa nie była zhańbiona;

Jak co roku zbliża się pora wakacji, z tym że w wielu ewangelicznych kościołach nazywa się to dla zmylenia; wyjazd misyjny. Często w kwietniu i maju ewangeliczni pastorzy i liderzy zaczynają odczuwać, że mają pojechać w jakieś egzotyczne miejsce, gdzie jeszcze nikt z ich kongregacji nie był, a po drodze mogą się oczywiście zatrzymać na tydzień w Londynie czy Nowym Jorku.

W 2020 roku będzie trudno przekonać wiernych do kupna biletu na nie kursujące samoloty.

Jednak jak zwykle zadziała ta sama gra skrzywionej logiki, aby przekonać o konieczności zrobienia czegoś, co wydaje się po prostu ekstrawaganckie i nielogiczne. Swoista gra słów znów zadziała, gdzie zręcznie zastępuje się ich znaczenie i udowadnia rację używając skrzywionej logiki, typu ”daleko to blisko, a drogo to tanio.”


Misja dziwnego dzieła

Kol. 4:5 Postępujcie mądrze wobec tych, którzy są z zewnątrz, odkupując czas.

Przy takiej skrzywionej logice rozumowe podejście do tematu, aby sprawować służbę wiernie jakby to Bóg miał rozliczyć każdego w jaki sposób spożytkował czas i środki musi przegrać; Tak jak rok wcześniej za równowartość kilku procent ceny biletu do Azji można było wiele zrobić lokalnie, to w tym roku te lokalne problemy mogą być niemożliwe do wykonania z powodu koronowirusa. Jednak w tej rozgrywce nie chodzi o bycie dobrym szafarzem powierzonych przez Boga środków, które i tak wszystkie do Niego należą. Często takie wakacje działania pod wielką nazwą misja, to zamaskowana gratyfikacja dla pastora-lidera. Taki pastor na papierze często zarabia bardzo mało, ale po podsumowaniu czynników takich jak;

  • służbowe mieszkanie,
  • szkolenia w kraju i za granica,
  • głoszenie (odpłatne) w innych Zborach,
  • dochód z pracy w fundacji kościelnej czy w wydawnictwie,
  • zwrot za kilometrówkę auta za dojazdy do wiernych, czy telefon , to uzbiera się spora suma.

Wszystko to równowartość wynagrodzenia za kilka godzin czynnej pracy tygodniowo co jest całkiem sporą stawką godzinową ”ubogiego sługi Ewangelii.”
.


Po co więc jeszcze wyjazd do Azji czy Afryki?

Filip. 4:3 Niech wasza skromność będzie znana wszystkim ludziom. Pan jest blisko.

Pastorzy jako absolwenci wyższych uczelni to klasa wyższa (lekarze, adwokaci…) mają swoje ego, którego wyjazd do Hiszpanii nie zaspokoi, skoro na taki sam wyjazd może sobie pozwolić przeciętny Kowalski.

Z drugiej strony dla szeregowych członków lokalnych społeczności taki dziwaczny wyjazd misyjny to intelektualny zamiennik osobistego spełnienia się w życiu jakiego nie posiadają. Jest to forma przyłożenia się do czegoś pozornie wielkiego bez narażania się na trudy podroży czy niebezpieczeństwa. W tym roku taki ekstrawagancki wyjazd musi być zastąpiony czymś innym. Natomiast nie ma obawy, że nie będzie pomysłów na wydanie cudzych pieniędzy.
. .


A kto za to wszystko zapłaci?

Mat. 23:14 Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo pożeracie domy wdów i dla pozoru odprawiacie długie modlitwy. Dlatego otrzymacie surowszy wyrok.

Wiadomo jest z różnych badań, że na całym świecie najwierniejszymi sponsorami kościołów i misji są ludzie o niskich dochodach. W wielu przypadkach ich stan materialny jest wypadkową niskiej edukacji, bierności i lenistwa. Po co więc oni tak chętnie dają dziesięcinę czy inną formę darowizn na kościół?

Często jest to gra z własną ułomnością!

Dać na misję w głowach prostych ludzi często oznacza wypełnienie obowiązku głoszenia Ewangelii;

”dałem dziesięcinę”, ”odrobiłem nowoczesną pańszczyznę” … i odczepcie się ode mnie.

Celowo nie poruszam tu innej kwestii głębokiego prania mózgu. Odnosi się to do wszystkich, ale w największym stopniu adresowane jest to do mniejszej grupy ludzi – wykształconych i ambitnych, pozyskiwanych do wspólnot na zasadzie nobilitacji jaką jest przynależność do ekskluzywnych klik, a dotyczy to szczególnie miast akademickich. Więcej w artykule Jordan Peterson i sztuka głębokiego prania mózgu

Niejednokrotnie działalność charytatywna jest formą zamaskowywania niezaradności w życiu, czy wytłumaczeniem bierności. Spora część nisko wykształconych członków zboru chwali się regularnym uczęszczaniem i dawaniem dziesięcin i darowizn. Jest to świetny kamuflaż dający temat zastępczy do pytań typu;

  • Dlaczego nie skończyłem szkoły?
  • Dlaczego nie założyłem rodziny?
  • Dlaczego cały czas mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu?

Odpowiedzią jest; ”Bo ja służę Bogu Najwyższemu!” (czyli skrzywiona logika typu ”wada jest cnotą!’
. .


Handlarze marzeń

2 Piotra 2:3 I z chciwości będą wami kupczyć przez zmyślone opowieści. Ich sąd od dawna nie zwleka, a ich zatracenie nie śpi.

Oczywiście oznacza to, że zawsze tam, gdzie pojawia się kasa będą chętni tą kasę wziąć. Absolwenci uczelni teologicznych posiedli odpowiednią wiedzę w tej dziedzinie, jak kontrolować rozmowę, jak kreować potrzeby i zaspokajać je kosztem naiwnych, jak uciszac glosy rozsądku. Mamy więc rynek zawodowych misjonarzy, uzdrowicieli a nawet wskrzesicieli! Mamy zawodowych liderów uwielbienia! A w rzeczywistości to ludzie, którzy na normalnym rynku pracy, czy w świecie estrady są za słabi, aby konkurować z najlepszymi.

Tacy właśnie stworzyli na całym świecie, w tym i w Polsce, rynek sprzedawców marzeń dla ludzi niezaradnych, naiwnych i leniwych.

  • Z pozycji rynku pracy jest to przemysł wydrwigrosza,
  • Z pozycji duchowej jest to kara od Boga (Boży dopust) dla szukających łatwej ewangelii, dla szukających akceptacji w życiu, zamiast szukania Boga.

W każdej zarobkowej organizacji nigdy by nie pozwolono na taki dziwaczny i drogi eksperyment jak np. wyjazd misyjny do Kenii. Profesjonalne firmy operują pojęciem ”koszt jednostkowy”, co w przypadku kościołów oznaczałoby koszt zwiastowania Ewangelii, czy pomoc humanitarna w przeliczeniu na jedną osobę. Podejmowanie takich działań w niedalekim sąsiedztwie oznaczało by np. koszt 10 złotych, a w przypadku zrobienia tego samego w sercu Kenii np. 10 000 złotych. Dlatego skrzywiona logika musi wygrywać w kościołach z rozumem. Bo gdyby rozum wygrał to poleciałyby głowy liderów-nieudaczników i ich rodzin zręcznie umocowanych we wszelkiego rodzajach misjach. Poleciały by głowy ludzi którzy nigdy w życiu nie wydawali własnych pieniędzy. Dlatego strach aby nie dać, to typowy metoda podsycana w wielu kościołach ewangelicznych. Tym bardziej jest to podła metoda, że jest wielu porządnych misjonarzy, którym braknie środków jeśli zostaną one zabrane i zużyte przez ludzi nie mającymi nic do czynienia z prawdziwą misją.

Jako pozytywny przykład podam wyjazdy do Romskich wiosek na Ukrainie; ta pomoc jest bardzo wymierna i trafia do najbardziej potrzebujących. Ludzie w tych wioskach na Ukrainie nie żyją w lepszych warunkach niż ludzie w Indiach czy Kenii. Po prostu balansują na krawędzi życia i śmierci! W dodatku jest bardzo efektywna służba wspomagania wierzących licząc koszt dostarczenia jednego produktu.  Oto film dający posmak że wyjazd w takie miejsce to nie zabawa.

Przeciwieństwem tego filmu powyżej jest coś, co autorzy filmu nazwali ”misja”


Dylemat chrześcijanina

2 Tes. 3:8 Ani u nikogo nie jedliśmy chleba za darmo, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem.

Na koniec proszę, zadaj sobie następujące pytania;

  • Czy ja nie popieram swoimi pieniędzmi ekstrawaganckich projektów czy wyjazdów misyjnych?
  • Czy nie czuję się winnym wobec swojego pastora albo lidera, gdy osiągam swoje cele zamiast bez reszty zatopić się w kościelnictwie?
  • Czy udało mi się osiągnąć pracę odpowiadającą moim zdolnościom?
  • Czy mieszkam w lokum wynajmowanym, choć stać mnie by było kupić własne mieszkanie gdyby nie kościelnictwo?
  • Czy czuję się spełniony w ewangelizowaniu,czy też spełniam się słysząc opowieści innych?
  • Czy założyłem rodzinę, czy mamy dzieci?

Pastorzy-nieudacznicy woleliby, abyś ich sobie nie zadawał. Bo wtedy być może przestaniesz sponsorować ich jakżeż niezbędne „wyjazdy misyjne” a nawet być może musieliby wziąć się do roboty. Takiej zwykłej, w fabryce, na dwie a nawet trzy zmiany. Zupełnie jak Apostoł Paweł…

Mirosław Karasiński .


Zobacz w temacie

Print Friendly, PDF & Email