Bój o Kościół

Spermologos (do pobrania tutaj) to książka, której nadrzędnym celem jest dobro Kościoła Jezusa Chrystusa.

Współczesność od teologa oczekuje się głównie uprzejmości, a najwyższą cnotą jest „trzymanie w napięciu” tego, co Pismo każe rozdzielić. Spermologos nazywa po imieniu herezję wolnej woli, modną formułę o „bliźniaczych prawdach” suwerenności Boga i odpowiedzialności człowieka, legalistyczne czytanie Kazania na Górze oraz tyranię jednowładczych pastorów.

Książka opiera się na rzetelnej egzegezie, na Kanonach z Dort, Konfesji Belgijskiej i Katechizmie Heidelberskim.

Pozycja odsłania warsztat nowinkarza, który z wydartych z kontekstu strzępów szyje szatę udającą ortodoksję. Przeciwstawia jej szatę sprawiedliwości Chrystusa, utkaną w całości z Jego posłuszeństwa i krwi.

Ostrość tej książki jest formą miłości, bo stawka jest wieczna. Polecam ją starszym, wierzącym poranionym przez sekty i wszystkim, którzy szukają prawdziwego Kościoła.

Spermologos (gr. σπερμολόγος) jest biblijnym pojęciem. Uwspółcześniona Biblia Gdańska tłumaczy je w bardzo ugrzeczniony sposób jako „nowinkarz”, W Dziejach Apostolskich czytamy:

Dzieje 17:18 Wtedy niektórzy z filozofów epikurejskich i stoickich spierali się z nim. Jedni mówili: Co chce powiedzieć ten nowinkarz (σπερμολόγος spermologos)? A inni: Zdaje się, że jest zwiastunem obcych bogów. Głosił im bowiem Jezusa i zmartwychwstanie.

Oskarżenie Apostoła było fałszywe, jednakże interesuje nas jego treść. W grece σπερμολόγος spermologos – oznacza zbieracza nasion, tego, który zbiera strzępy wiedzy.

W ujęciu chrześcijańskim znamiennym dla nowinkarza będzie brak solidnego wykształcenia, odizolowanie od zdrowego nurtu eklezjalnego oraz tendencja do całkowitej samodzielności. Najczęściej spermologos wywodzi się z jakiejś sekty, czy to zielonoświątkowej, neo-ewangelikalnej, może to być były rzymski katolik a nawet były świadek jehowy. Jego tłem jest doktrynalne spaczenie, chaotyczna hermeneutyka, źle pojmowane sakramenty oraz nadużycia dyscypliny kościelnej. W takim środowisku wyrastał doświadczając „pirackiej miłości” współwiernych. Niewykluczone, że doświadczył przemocy duchowej a może i społecznej.

W pewnym momencie życia zrozumiał, że grupa, do której należał nie trzyma się nauczania Pisma Świętego. Pojawił się w nim wewnętrzny bunt. Postanowił dojść do prawdy. Otworzył Biblię. Zaczął czytać ją na nowo. Sięgnął po rozmaite komentarze, w desperackim akcie pozbycia się fałszu, jakim przesiąknął i zobaczył, że myśl teologiczna jest dużo szersza, niż prezentowała to jego grupa. Zaczął rozmawiać z bardziej doświadczonymi od siebie. Szukał wszędzie. Szukał porządku, struktury. Takie wyjście może pójść dobrze, jeśli człowiek zwiąże się ze zdrowym doktrynalnie kościołem.

Ale spermologos nigdzie nie może znaleźć dla siebie miejsca. W czasie tej podróży poznawał różne punkty widzenia i był zmuszony do ich oceny. Nie mając właściwych narzędzi hermeneutycznych pozostało mu poleganie na swoich przeczuciach. Być może stosował zasadę: im nowa doktryna stoi dalej od tego, w co wcześniej wierzyłem, tym bardziej prawdziwa. I ciągle widział błędy u innych.

W końcu postanowił – sam będzie nauczycielem.


Droga ku destrukcji

Spermologos, czy też nowinkarz to niedoświadczony teolog z nieciekawą przeszłością. Być może znający część prawdy, albo też głoszący prawdę w jakimś zakresie, jednakże sumą jego teologii nie jest czysta doktryna. Mówiąc obrazowo to tak, jakby jednoręki krawiec starał się uszyć ubranie ze zbutwiałych szmat, poprzetykanych gdzieniegdzie strzępkami materiału. Rezultat pracy będzie opłakany.

2 Tym. 3:13 Lecz ludzie źli i zwodziciele coraz bardziej będą brnąć w zło, błądząc i innych wprowadzając w błąd.

Teodoret z Cyru, żyjący na przełomie IV i V wieku nie przebierał w słowach, gdy obnażał „spermologosów” swoich czasów:

„Nazywam to dzieło Eranistes, czyli Wielopostaciowy, ponieważ zebrawszy z wielu nieszczęsnych źródeł swoje zgubne doktryny, tworzą oni zlepek i niespójną koncepcję. […] Główna zasada ich nauczania przypomina żebracze okrycie uszyte z niedopasowanych łachmanów”. [1]

Spermologos, choć doktrynalnie niekonsekwentny, jeśli jest wystarczająco silny, zgromadzi wokół siebie grupę. Zachowa pozory ortodoksji. Uśmiechnie się do kilku społeczności, wyciągnie rękę do paru oficjalnych kościołów. Wszystko dla pozorów. W rzeczywistości nie będzie dążył do jedności, ponieważ samego siebie uważa za wyjątkowego teologa. W zasadzie tak wyjątkowego, że historia Kościoła nigdy nie słyszała o kimś takim. Jego drogę cechować będzie rozłam.

Może używać tych samych słów, co chrześcijanie, nadając im odmienne znaczenia. Może przytaczać klasyczne wyznania wiary, a następnie interpretować je w sposób sprzeczny z intencją autorów. Może deklarować szacunek dla Kościoła, jednocześnie systematycznie podważać wiarygodność wszystkich nauczycieli, którzy nie przyjmują jego własnych wniosków.

Spermologos tworzy społeczność skonstruowaną pod siebie samego. Jest on tam niepodzielnym władcą. On tam rządzi. Owszem, ma jakieś struktury, ale są one wobec niego bezsilne. To zwykła fasada, za którą kryje się pragnienie panowania.

On zna prawdę. On jest strażnikiem ortodoksji. Ale w rzeczywistości dla niego teologia ma charakter utylitarny. To sposób na uzdrowienie psychiki uszkodzonej przez lata nadużyć, forma samoekspresji i niewłaściwa próba leczenia tego, czym powinien zająć się psycholog lub psychiatra. Niektórzy popadają w alkoholizm, inni w narkotyki. Spermologos leczy się religią.

Artykuł 9 Porządku Kościelnego w Dort zawiera wielkie ostrzeżenie dla Kościoła przed takimi ludźmi:

Nowicjusze, księża, mnisi i inni, którzy wystąpili z jakiejś sekty, nie powinni być dopuszczeni do posługi w Kościele, chyba że z wielką ostrożnością i przezornością oraz po określonym okresie próby. [2]


Syndrom Diotrefesa

Problemem nie jest samo odkrywanie nowych prawd ani krytykowanie błędów, lecz przekształcenie fragmentarycznego poznania w podstawę do uzurpowania sobie autorytetu nauczycielskiego. Problemem nie są nawet same błędy teologiczne, ale skrajnie emocjonalne, uparte odrzucanie najmniejszego nawet głosu krytyki przez narcyza.

3 Jana 1:9-10 9. Napisałem do kościoła, lecz Diotrefes, który chce być pierwszym wśród nich, nie przyjmuje nas. 10. Dlatego, jeśli przybędę, przypomnę jego uczynki, których się dopuszcza, gdy nas obmawia złośliwymi słowami. A nie poprzestając na tym, sam braci nie przyjmuje, a nawet zabrania tym, którzy chcą ich przyjąć, i wyrzuca ich z kościoła.

Spermologos z pojedynczych strzępów, z wyrwanego z kontekstu wersetu, źle zrozumianej gramatyki, modnego hasła o „bliźniaczych prawdach”, cudzej, nieprzemyślanej interpretacji przypowieści – szyje szatę, która z daleka uchodzi za ortodoksję. Na końcu jego drogi nie stoi jedynie błędna teologia, lecz konkretna wspólnota: grupa skupiona wokół silnorękiego pasterza, w której nauczyciel nie podlega nikomu, a owce podlegają mu we wszystkim.

Trzeba zadać sobie pytanie wprost: dlaczego ludzie decyduj się pozostawać w takich wspólnotach? Rzadko z powodu doktryny. Częściej z powodu tego, co dana społeczność daje ich psychice. Daje poczucie przynależności, ciepło, ważność, łatwe odpowiedzi i jasno wskazanego wroga. Daje pochwałę za lojalność i przekonanie, że jest się w gronie nielicznych oświeconych, w przeciwieństwie do „zwiedzionych” na zewnątrz. Nowinkarz, który nierzadko sam zbudował swój urząd na ranach i urazach, potrafi te potrzeby rozpoznać i umiejętnie je karmić.

Zastanówmy się jednak: czy warto inwestować w leczenie ludzkiej psychiki przez sycenie ludzkiego ego? Co zyskujemy? Kilka lat spokoju, emocjonalny komfort, poczucie bycia docenionym, może funkcję lidera grupy domowej. Co tracimy? Najpierw zdrową doktrynę, ponieważ ceną za ten komfort jest milczenie – gdy z kazalnicy płynie wolna wola przebrana za kalwinizm, gdy wiarę czyni się warunkiem, który człowiek ma sam spełnić, a uświęcenie zamienia się w strach przed piekłem. Potem tracimy czyste sumienie, ponieważ kto długo przytakuje błędowi, w końcu przestaje go dostrzegać. A wreszcie, jeśli Bóg nie okaże miłosierdzia, można stracić to, co najcenniejsze: nigdy nie poznamy Ewangelii Chrystusa. Pan.

Nie jest to pusta retoryka. Apostoł Paweł zapowiadał czasy, w których potrzeby psychiki wyprą głód prawdy:

2 Tym. 4:3-4 3. Przyjdzie bowiem czas, gdy zdrowej nauki nie zniosą, ale zgromadzą sobie nauczycieli według swoich pożądliwości, ponieważ ich uszy świerzbią. 4. I odwrócą uszy od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.

Odwrócenie uszu od prawdy naucza nas o braku zdolności rozeznania. To cechuje współczesne powierzchowne chrześcijaństwo. Pozycja ofiary działań spermologosa jest nie do pozazdroszczenia. Najczęściej nie rozumie Ewangelii, nie potrafi odróżnić fałszywej doktryny od ortodoksji, nie wie też jakie ma przywileje jako wierzący. Znajduje się w pułapce niemal bez wyjścia.
.


Co robić?

Tu możemy podpowiedzieć kilka praktycznych porad. Najłatwiejszym testem będzie emocjonalny. Nowinkarz sam nie jest umocniony w doktrynie i z tego powodu nie znosi sprzeciwu czy krytyki. Warto zwrócić uwagę, jak rzekomy nauczyciel reaguje na trudne pytania. Oczywiście publicznie będzie nosił maskę, ale jego zachowanie w rozmowach prywatnych będzie diametralnie różne od budowanego obrazu – będzie tracił nad sobą panowanie, miewał ataki gniewu a nawet szału.

2 Tym. 1:7 Nie dał nam bowiem Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i samokontroli

Ponownie, warto zastanowić się, czy kiedykolwiek taki nauczyciel przyznał się publicznie do błędu? Czy kiedykolwiek przeprosił za wprowadzanie błędu do nauczania? Kościół chrześcijański wyznaje, że nie ma doskonałych nauczycieli i każdy myli się. Nie tylko może się mylić, ale faktycznie popada w błąd.

Rzym. 3:4 Nie daj Boże! Przeciwnie, niech Bóg będzie prawdziwy, a każdy człowiek – kłamcą, jak jest napisane: Abyś okazał się sprawiedliwy w swoich słowach i żebyś zwyciężył, gdy będziesz sądził.

Kolejna rzecz to pytanie: kto weryfikuje nauczanie tego człowieka? Czy po skończeniu nabożeństwa starsi oficjalnie zobowiązani są do wyrażenia opinii, aprobującej lub odrzucającej treści kazania? Czy wierzący mogą pytać, wyrażać wątpliwości co do treści przekazu? Apostoł Paweł pozostawił wiążący nakaz – wszyscy przemawiający publicznie w imieniu Bożym, ich doktryna ma podlegać osądowi:

1 Kor. 14:29 Prorocy zaś niech mówią po dwóch albo trzech, a inni niech rozsądzają.

W końcu warto zadać sobie pytanie: czy w grupie, do której należę istnieją rzeczywiste i skuteczne metody dyscyplinarne wobec nauczyciela? Czy można go odsunąć od nauczania? Proces ten, choć złożony, jest jasno wyrażony w Słowie Bożym:

1 Tym. 5:19-20 19. Nie przyjmuj oskarżenia przeciwko starszemu, chyba że na podstawie zeznania dwóch albo trzech świadków. 20. A tych, którzy grzeszą, strofuj w obecności wszystkich, aby i inni się bali.

Zatem kto może przyjąć oskarżenie wobec spermologosa? Innymi słowy, czy w społeczności jest pluralizm starszych odpowiedzialnych za dyscyplinę kościelną? I jakie są kroki tej dyscypliny?
.


Stara, konfesyjna metoda

Gdy okaże się, że grupa nie posiada biblijnych mechanizmów działania, wszystkich mających wątpliwości, acz pozbawionych biblijnego poznania zdecydowanie odsyłamy do „starej drogi” tak jak to określił Jeremiasz:

Jer. 6:16 Tak mówi PAN: Stańcie na drogach, spójrzcie i pytajcie o stare ścieżki, gdzie jest ta dobra droga – i idźcie nią, a znajdziecie odpoczynek dla waszej duszy. Lecz powiedzieli: Nie pójdziemy.

Tą starą drogą jest doktryna Pisma Świętego podsumowana i nauczana w Konfesji Belgijskiej. Ci, którzy sami nie mogą rozeznać, powinni oprzeć się o oświecenie Ducha, które zostało udzielone pobożnym teologom, czego rezultatem stała się systematyczna nauka o Kościele. Nauczanie Konfesji może stanowić doskonały probierz i lustro dla teologii i praktyki toksycznej grupy, gdzie nie ma zdrowej doktryny ani właściwie sprawowanej dyscypliny.

Artykuł 34 zatytułowany „Cechy prawdziwego Kościoła i co go różni od fałszywego” pozwoli odróżnić sektę od Kościoła.

Wierzymy, że powinniśmy pilnie i rozważnie studiować Boże Słowo, aby rozeznać się odnośnie prawdziwego Kościoła, ponieważ wiele sekt na świecie rości sobie pretensje do nazywania się Kościołem. Lecz nie mówimy tu o obłudnikach, którzy znajdują się wśród prawdziwych wierzących w Kościele, choć tak naprawdę nie są jego częścią, chociaż na zewnątrz tak się to jawi [Mat. 13:22; 2 Tym. 2:18-20; Rzym. 9:6] – mówimy tu raczej o potrzebie rozróżnienia pomiędzy ciałem i społecznością prawdziwego Kościoła a sektami, które przywłaszczają sobie imię Kościół.
.
Znaki służące rozpoznaniu prawdziwego Kościoła to: wykład czystej doktryny Ewangelii [1 Kor. 15:1-4; Jan 10:27; Efez. 2:20; Dzieje. 17:11-12; Kol. 1:23; Jan 8:47]; jasne sprawowanie sakramentów, jak to zostało ustanowione przez Chrystusa [Mat. 28:19; Łuk. 22:19; 1 Kor. 11:23]; praktykowanie dyscypliny w karceniu grzechu [Mat. 18:15-18; 2 Tes. 3:14-15]; czyli pokrótce – zarządzanie wszystkim zgodnie z nieskalanym Słowem Bożym, odrzucanie wszystkiego z nim sprzecznego [Mat. 28:2; Gal. 1:6-8] i rozpoznanie Jezusa Chrystusa jako jedynej Głowy Kościoła [Efez. 1:22-23; Jan 10:4-5, 14]. Zatem prawdziwy Kościół może być rozpoznany, a żaden człowiek nie ma prawa się od niego odłączyć.
.
Co się tyczy członków Kościoła, mogą oni być rozpoznani w oparciu o cechy chrześcijan, a mianowicie przez: wiarę [Efez. 1:13; Jan 17:20] i unikanie grzechu po tym, jak przyjęli Jezusa Chrystusa jako jedynego Zbawiciela [1 Jana 4:2]; dążenie do prawości [1 Jana 3:8-10]; miłość prawdziwego Boga i bliźniego; nie zbaczanie na prawo ani na lewo; krzyżowanie cielesności [Rzym. 6:2; Gal. 5:24]. Jednak nie należy tego tak rozumieć, jakoby wyzbyli się oni wszelkich słabości, lecz raczej, że walczą oni ze słabościami z pomocą Ducha przez wszystkie dni swojego życia [Rzym. 7:6, 17; Gal. 5:17], ciągle uciekając się do krwi, śmierci, cierpienia i posłuszeństwa naszego Pana Jezusa Chrystusa, w którym mają odpuszczenie grzechów przez wiarę w Niego [Kol. 1:14].
.
Jeśli zaś chodzi o fałszywy kościół, to przypisuje on sobie i swoim obrządkom więcej władzy i znaczenia niż to czyni Słowo Boże [Kol. 2:18-19] i nie bierze na siebie jarzma Chrystusa [Psalm 2:3]. Nie sprawuje sakramentów w sposób wskazany przez Chrystusa w Jego Słowie, lecz dodaje do nich lub od nich ujmuje, jak mu się podoba; polega bardziej na ludziach niż na Chrystusie i prześladuje tych, którzy żyją świętym życiem zgodnie z Bożym Słowem [Obj. 12:4; Jan 16:2] i napominają go za jego błędy, zawiść i bałwochwalstwo [Obj. 17:3-4, 6].
.
Te dwa kościoły można łatwo rozpoznać i od siebie odróżnić. [3]

Filarem fałszywego kościoła, sekty, nie jest Chrystus ale uzurpator, jednowładczy, niereformowalny, niemożliwy do zdcyscyplinowania, nieusuwalny, dożywotni tyran.

Artykuł 30 zatytułowany „Zarządzanie Kościołem i jego urzędy” wskazuje na pluralizm starszych i diakonów tworzących Radę Kościoła.

Wierzymy, że prawdziwy Kościół musi być zarządzany przez duchowy ustrój, który nasz Pan ustanowił w swoim Słowie, a mianowicie: że potrzeba mu sług czy pastorów, którzy będą wykładali Słowo Boże i sprawowali sakramenty [Efez. 4:11; 1 Kor. 4:1-2; 2 Kor. 5:20; Jan 20:23; Dzieje. 26:17-18; Łuk. 10:16], także starszych i diakonów, którzy wspólnie z pastorami tworzą radę Kościoła [Dzieje. 6:3; 14:23], aby w ten sposób prawdziwa pobożność była zachowana i prawdziwa nauka wszędzie krzewiona, aby grzesznicy byli karani i powstrzymywani w duchowy sposób [Mat. 18:17; 1 Kor. 5:4-5], a także by ubodzy i strapieni zyskali pomoc i pocieszenie zgodnie z ich potrzebami. Wszystko to będzie się odbywało należycie i poprawnie, gdy na urząd wybrani będą wierni słudzy zgodnie z zasadami podanymi przez św. Pawła w Liście do Tymoteusza [1 Tym. 3:1; Tyt. 1:5]. [2]

Zadaniem starszych jest czuwanie nad dyscypliną, którzy wraz z diakonami są odpowiedzialny także za duchowe wsparcie wierzących. Tu pytamy: czy w twojej grupie tak się sprawy mają? Czy też spermologos jest „duchowym ojcem” wszystkich i to on faktycznie decyduje o całej polityce grupy?

Artykuł 31 zatytułowany „Pastorzy, starsi i diakoni” odnosi czytelnika do właściwego i sprawiedliwego wyboru pastorów, starszych i diakonów.

Wierzymy, że sługi Bożego Słowa [1 Tym. 5:22], starsi i diakoni [Dzieje. 6:3] powinni być wybierani do sprawowania odpowiednich urzędów na drodze sprawiedliwego wyboru Kościoła, który będzie wzywał imienia Pana, i w takim porządku, jak uczy Słowo Boże. Dlatego każdy musi baczyć, aby przypadkiem sam się nie narzucał, lecz jest zobowiązany czekać, aż Bóg sam go powoła [Jer. 23:21; Hebr. 5:4; Dzieje. 1:23; 13:2], aby miał świadectwo swego powołania i był przekonany i zapewniony, że to wyszło od Boga.
.
Co się tyczy sług Bożego Słowa, to są oni równi pod względem władzy i mają ten sam autorytet, gdziekolwiek się znajdują, gdyż każdy z nich jest sługą Chrystusa [1 Kor. 4:1; 3:9; 2 Kor. 5:20; Dzieje. 26:16-17] – jedynego powszechnego Biskupa i Głowy Kościoła [1 Piotra 2:25; 5:4; Izaj. 61:1; Efez. 1:22; Kol. 1:18].
.
Ponadto, aby nie pogwałcić czy uchybić temu świętemu ustanowieniu Bożemu, stwierdzamy, że każdy powinien szanować pastorów wykładających Boże Słowo oraz starszych Kościoła ze względu na ich pracę, a także żyć z nimi w pokoju bez szemrania, sporów czy walk [1 Tes. 5:12-13; 1 Tym. 5:17; Hebr. 13:17], o ile to tylko możliwe [4]

Tu pytamy: czy w społeczności spermologosa istnieje coś takiego jak sprawiedliwy wybór? Kto wybiera? Kto odwołuje?
.


Marazm

Wielu zatrzymuje jednak lęk: dokąd pójdę? Na to pytanie odpowiadał Jan Kalwin, gdy w przedmowie do Instytutów, skierowanej do króla Francji, bronił prześladowanych ewangelików przed zarzutem, że nie mają widzialnego Kościoła:

Zawiasy, wokół których obraca się spór, są następujące: po pierwsze, w ich twierdzeniu, że forma Kościoła jest zawsze widoczna i oczywista; a po drugie, w ich umieszczeniu tej formy w siedzibie Kościoła Rzymu i jego hierarchii.
.
My natomiast utrzymujemy, że Kościół może istnieć bez żadnej widocznej formy, a ponadto, że forma nie jest ustalana przez ten zewnętrzny splendor, który oni głupio podziwiają, ale przez zupełnie inny znak, mianowicie przez czyste głoszenie słowa Bożego i należyte sprawowanie sakramentów.
.
Podnoszą krzyk, gdy Kościoła nie można wskazać palcem. Ale jak często los Kościoła wśród Żydów był tak oszpecony, że nie pojawił się żaden urok? Jaka miała być wspaniała forma, gdy Eliasz narzekał, że został sam? (1 Król. 19:14). Jak długo po przyjściu Chrystusa leżał ukryty bez formy? Jak często od tamtej pory był tak uciskany przez wojny, bunty i herezje, że nigdzie nie widziano go w blasku?
[5]

Kalwin przypomina prawdę, o której łatwo zapomnieć. Znakiem Kościoła nie jest zewnętrzny splendor, liczba członków ani charyzma przywódcy, lecz czyste głoszenie Słowa Bożego i należyte sprawowanie sakramentów, a – dodajmy za Konfesją Belgijską – także dyscyplinę  kościelna sprawowana według Słowa. Gdzie te znaki są obecne, tam jest Kościół Chrystusa, choćby gromadził się sporadycznie, w wynajętej sali i liczył kilka rodzin.

Lepiej zatem należeć do kościoła, który choć znikomy i pogardzany stoi na skale Słowa, niż do wspólnoty zbudowanej na piasku osobowości jednego człowieka. Lepiej usłyszeć trudną prawdę, która rani dumę, niż przyjemne kłamstwo, które koi ego, a gubi duszę. Lepiej – wróćmy do obrazu z trzeciego rozdziału – wejść do Królestwa okaleczonym: bez ulubionego autorytetu, bez wygodnego środowiska, bez poklasku, niż zachować to wszystko i stracić życie.

Dlatego na koniec zwracamy się do każdego czytelnika, który rozpoznał w tej książce siebie albo swoją wspólnotę. Nie piszemy po to, by kogokolwiek zawstydzić. Piszemy, ponieważ stawka jest wieczna. Zbadaj nauczanie, którego słuchasz, w świetle Pisma Świętego i historycznych wyznań wiary. Zapytaj, komu podlega twój pastor i kto i jak skutecznie może go upomnieć. Zapytaj, czy to, co słyszysz w niedzielę, prowadzi cię do Chrystusa i Jego dokonanego dzieła, czy do człowieka, jego wizji i jego oczekiwań. A jeśli odpowiedź okaże się bolesna, nie odkładaj decyzji na później.

Nie szukaj jednak Kościoła doskonałego – takiego nie ma po tej stronie wieczności. Szukaj Kościoła prawdziwego: takiego, w którym Słowo jest wykładane wiernie, sakramenty sprawowane zgodnie z ustanowieniem Chrystusa, a starsi wspólnie czuwają nad kościołem i sami podlegają karności, gdzie przywrócony jest urząd wierzącego, który współuczestniczy w dziele dyscypliny kościelnej. Taki Kościół może być niewielki. Może nie mieć blasku. Ma jednak Głowę, która nigdy nie zawodzi i fundament, którego nie podmyje żadna ulewa.

Umiłowani, nie pozwalajcie aby ktokolwiek szył wam szaty z łachmanów. Chrystus przygotował dla swoich szatę sprawiedliwości bez skazy, utkaną w całości z Jego doskonałego posłuszeństwa i przelanej krwi. Odrzućmy zbutwiałe strzępy ludzkiej mądrości i przyoblekajmy się w Niego.

Gdy koszmar okaże się faktem, gdy seprmologos nie przyjmuje żadnego napomnienia, gdy nie ma środków dyscyplinarnych, gdy głosi fałsz i jest tyranem, należy przeprowadzić sprawiedliwą separację zgodnie z nakazem Pisma

2 Kor. 6:17 Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego nie dotykajcie, a ja was przyjmę.

Zaczyna się od protestu — najpierw do swojego konsystorza [czyli rady wszystkich starszych]. Jeśli nie ma takiej rady albo rada zawiedzie, należy odwołać się do klasy kościołów (jeśli taka istnieje), a następnie do synodu (jeśli taki istnieje). Jeśli każda słuszna droga została podjęta w dobrej wierze i jest bezskuteczna — i tylko wtedy — członek grupy może zrezygnować jako jednostka.

Teraz może mówić i pisać publicznie przeciwko swojej grupie, dając świadectwo prawdzie, stosując zalecenie Boże o koniecznej separacji od sekty i koniecznym przyłączeniu się do prawdziwego Kościoła, tak jak to podsumowuje Konfesja Belgijska w 37 artykule, zatytuowanym „Każdy jest zobowiązany do przyłączenia się do prawdziwego Kościoła”

Wierzymy, że skoro to święte zgromadzenie jest zebraniem tych, którzy są zbawieni, a poza nim zbawienia nie ma [1 Piotra 3:20; Joel 2:32], to nikt – niezależnie od jego stanu czy uwarunkowań – nie powinien od niego odłączyć się, aby być samemu [Dzieje. 2:40; Izaj. 52:11], lecz wszyscy ludzie są zobowiązani przyłączyć się i zjednoczyć z nim – podtrzymywać jedność Kościoła [Psalm 22:22; Efez. 4:3, 12; Hebr. 2:12], poddawać się jego doktrynie i dyscyplinie, brać na siebie jarzmo Jezusa Chrystusa [Psalm 2:10-12; Mat. 11:29] i jako współzależni członkowie tego samego Ciała [Efez. 4:12, 16; 1 Kor. 12:12] służyć zbudowaniu braci zgodnie z darami, jakie Bóg każdemu udzielił.
.
Aby to należycie wypełnić wszyscy wierzący muszą zgodnie z Bożym Słowem odłączyć się od tych, którzy do Kościoła nie należą [Dzieje. 2:40; Izaj. 52:11; 2 Kor. 6:17; Obj. 18:4], i przyłączyć się do tego zgromadzenia, gdziekolwiek Bóg takowe powołał [Mat. 12:30; 24:28; Izaj. 49:22; Obj. 17:14], chociażby władze i książęce edykty zwalczały je i choćby nawet mieli umrzeć czy cierpieć z tego powodu [Dan. 3:17-18; 6:8-10; Obj. 14:14; Dzieje. 4:17, 19; 17:7; 18:13]. Dlatego wszyscy oddzielający się od tego zgromadzenia lub nie przyłączający się do niego, sprzeciwiają się zarządzeniu Bożemu. [6]

Niech Bóg ma w opiece swoje owce i chroni je przed spermologosami.

Przypisy

[1] Todoret z Cyru, Dialogi, prolog, źródło
[2] Porządek Kościelny w Dort
[3] Konfesja Belgijska, artykuł 34
[4] Tamże, artykuł 31
[5] Jan Kalwin, Instytuty, Przedmowa do króla Francji
[6] Konfesja Belgijska, artykuł 37


Zobacz w temacie