Na plażę z drinkiem w ręku

2 Kor. 6:1-3 1 Jako jego współpracownicy napominamy was, abyście nie przyjmowali łaski Bożej na próżno. 2 (Mówi bowiem Bóg: W czasie pomyślnym wysłuchałem cię, a w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą. Oto teraz czas pomyślny, oto teraz dzień zbawienia.) 3 Nie dając nikomu żadnego powodu do zgorszenia, aby nasza posługa nie była zhańbiona;

Jak co roku zbliża się pora wakacji, z tym że w wielu ewangelicznych kościołach nazywa się to wyjazd misyjny. Ewangeliczni pastorrzy i liderzy zaczynają odczuwać, że mają pojechać w jakieś egzotyczne miejsce, gdzie jeszcze nikt z ich kongregacji nie był, a po drodze mogą się oczywiście zatrzymać na tydzień w Londynie czy Nowym Jorku. Zachodzi tu swoista gra słów, gdzie zręcznie zastępuje się ich znaczenie i udowadnia rację używając skrzywionej logiki, typu ”daleko to blisko, a drogo to tanio.”


Misja odpocznienia

Kol. 4:5 Postępujcie mądrze wobec tych, którzy są z zewnątrz, odkupując czas.

Przy takiej skrzywionej logice rozumowe podejście do tematu, aby sprawować służbę wiernie jakby to Bóg miał rozliczyć każdego w jaki sposób spożytkował czas i środki musi przegrać; Można by przecież za kilka procent ceny biletu do Azji czy Afryki znaleźć miejsca biedy w Polsce i ludzi chcących słuchać poselstwa Ewangelii. Jednak w tej rozgrywce nie chodzi o bycie dobrym szafarzem powierzonych przez Boga środków, które i tak wszystkie do Niego należą. Często takie wakacje pod wielką nazwą misja, to zamaskowana gratyfikacja dla pastora-lidera. Taki pastor na papierze często zarabia bardzo mało, ale po podsumowaniu czynników takich jak;

  • służbowe mieszkanie,
  • szkolenia w kraju i za granica,
  • głoszenie (odpłatne) w innych Zborach,
  • dochód z pracy w fundacji kościelnej czy w wydawnictwie,
  • zwrot za kilometrówkę auta za dojazdy do wiernych, czy telefon , to uzbiera się spora suma.

Wszystko to równowartość wynagrodzenia za kilka godzin czynnej pracy tygodniowo co jest całkiem sporą stawką godzinową ”ubogiego sługi Ewangelii.”
.


Po co więc jeszcze wyjazd do Azji czy Afryki?

Filip. 4:3 Niech wasza skromność będzie znana wszystkim ludziom. Pan jest blisko.

Pastorzy jako absolwenci wyższych uczelni to klasa wyższa (lekarze, adwokaci…) mają swoje ego, którego wyjazd do Hiszpanii nie zaspokoi, skoro na taki sam wyjazd może sobie pozwolić przeciętny Kowalski.

Z drugiej strony dla szeregowych członków lokalnych społeczności ten dziwaczny wyjazd misyjny to intelektualny zamiennik osobistego spełnienia się w życiu jakiego nie posiadają. Jest to forma przyłożenia się do czegoś wielkiego bez narażania się na trudy podrożmy czy niebezpieczeństwa. Pewien samozwańczy pastor z Calgary, Kanada własnie dzisiaj na FB użył tej samej skrzywionej logiki. Powiedział miedzy innymi;

”Jedziemy do Kenii! Módlcie się o nas, wspierajcie nas i pamiętajcie że jest to niebezpieczny rejon świata!”

A wiec mamy jak w hollywoodzkim filmie; ekstrawagancja, przygoda i niebezpieczeństwo!
.


A kto za to wszystko zapłaci?

Mat. 23:14 Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo pożeracie domy wdów i dla pozoru odprawiacie długie modlitwy. Dlatego otrzymacie surowszy wyrok.

Wiadomo jest z różnych badań, że na całym świecie najwierniejszymi sponsorami kościołów i misji są ludzie o niskich dochodach. W wielu przypadkach ich stan materialny jest wypadkową niskiej edukacji, bierności i lenistwa. Po co więc oni tak chętnie dają dziesięcinę czy inną formę darowizn na kościół?

Często jest to gra z własną ułomnością!

Dać na misję w głowach prostych ludzi często oznacza wypełnienie obowiązku głoszenia Ewangelii;

”dałem dziesięcinę”, ”odrobiłem nowoczesną pańszczyznę” … i odczepcie się ode mnie.

Celowo nie poruszam tu innej kwestii głębokiego prania mózgu. Odnosi się to do wszystkich, ale w największym stopniu adresowane jest to do mniejszej grupy ludzi – wykształconych i ambitnych, pozyskiwanych do wspólnot na zasadzie nobilitacji jaką jest przynależność do ekskluzywnych klik, a dotyczy to szczególnie miast akademickich. Więcej w artykule Jordan Peterson i sztuka głębokiego prania mózgu

Niejednokrotnie charytatywność jest formą zamaskowywania niezaradności w życiu, czy wytłumaczeniem bierności. Spora część nisko wykształconych członków zboru chwali się regularnym uczęszczaniem i dawaniem dziesięcin i darowizn. Jest to świetny kamuflaż dający temat zastępczy do pytań typu;

  • Dlaczego nie skończyłem szkoły?
  • Dlaczego nie założyłem rodziny?
  • Dlaczego cały czas mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu?

Odpowiedzią jest; Bo ja służę Bogu Najwyższemu! (czyli skrzywiona logika typu ”wada jest cnotą!’‚)
.


Handlarze marzeń

2 Piotra 2:3 I z chciwości będą wami kupczyć przez zmyślone opowieści. Ich sąd od dawna nie zwleka, a ich zatracenie nie śpi.

Oczywiście oznacza to, że zawsze tam, gdzie pojawia się kasa będą chętni tą kasę wziąć. Absolwenci uczelni teologicznych posiedli odpowiednią wiedzę w tej dziedzinie, jak kreować potrzeby i zaspokajać je kosztem naiwnych. Mamy wiec rynek zawodowych misjonarzy, uzdrowicieli a nawet wskrzesicieli! Mamy zawodowych liderów uwielbienia! A w rzeczywistości to ludzie, którzy na normalnym rynku pracy, czy w świecie estrady są za słabi, aby konkurować z najlepszymi.

Tacy właśnie stworzyli na całym świecie, w tym i w Polsce, rynek sprzedawców marzeń dla ludzi niezaradnych, naiwnych i leniwych.

  • Z pozycji rynku pracy jest to przemysł wydrwigrosza,
  • Z pozycji duchowej jest to kara od Boga (Boży dopust) dla szukających łatwej ewangelii, dla szukających akceptacji w życiu, zamiast szukania Boga.

W każdej zdrowej organizacji nigdy by nie pozwolono na taki dziwaczny i drogi eksperyment jak wyjazd misyjny do Kenii. Profesjonalne firmy operują pojęciem ”koszt jednostkowy”, co w przypadku kościołów oznaczałoby koszt zwiastowania Ewangelii, czy pomoc humanitarna w przeliczeniu na jedną osobę. Podejmowanie takich działań w niedalekim sąsiedztwie oznaczało by np. koszt 10 złotych, a w przypadku zrobienia tego samego w sercu Kenii np. 10 000 złotych. Dlatego skrzywiona logika musi wygrywać w kościołach z rozumem. Bo gdyby rozum wygrał to poleciałyby głowy liderów-nieudaczników i ich rodzin zręcznie umocowanych we wszelkiego rodzajach misjach. Poleciały by głowy ludzi którzy nigdy w życiu nie wydawali własnych pieniędzy.
.


Dylemat chrześcijanina

2 Tes. 3:8 Ani u nikogo nie jedliśmy chleba za darmo, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem.

Na koniec proszę, zadaj sobie następujące pytania;

  • Czy ja nie popieram swoimi pieniędzmi ekstrawaganckich wyjazdów misyjnych?
  • Czy nie czuję się winnym wobec swojego pastora albo lidera, gdy osiągam swoje cele zamiast bez reszty zatopić się w kościelnictwie?
  • Czy udało mi się osiągnąć pracę odpowiadającą moim zdolnościom?
  • Czy mieszkam w lokum wynajmowanym, choć stać mnie by było kupić własne mieszkanie gdyby nie kościelnictwo?
  • Czy czuję się spełniony w kościele,czy też spełniam się słysząc opowieści innych?
  • Czy założyłem rodzinę, czy mamy dzieci?

Pastorzy-nieudacznicy woleliby, abyś ich sobie nie zadawał. Bo wtedy być może przestaniesz sponsorować ich jakżesz niezbędne „wyjazdy misyjne” a nawet być może musieliby wziąć się do roboty. Takiej zwykłej, w fabryce, czy jako spawacz, na dwie a nawet trzy zmiany. Zupełnie jak Apostoł Paweł…

Mirosław Karasiński
.


Zobacz w temacie

Print Friendly, PDF & Email