Poniższy tekst jest jest przedrukiem artykułu ze strony SolaScriptura.pl

Sola Struktura

Przyjrzyjmy się bliżej spółce z o.o., w której Przezesem Zarządu jest Pan Adam Piątkowski, pastor wspólnoty Wrocław dla Jezusa, który utrzymuje, że Bóg w cudownej futurystycznej wizji podarował mu Wrocław..

Nazwa pełna: „BUSINESS BRIDGE GROUP” SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ

Właścicielem spółki jest zbór pana Piątkowskiego czyli WSPÓLNOTA CHRZEŚCIJAŃSKA „WROCŁAW DLA JEZUSA” o nr REGON: 930779147.

Radę starszych we wspólnocie stanowią małżeństwa czyli liderzy i ich żony, wyjątkiem są dwie rozwódki.


Przecierając oczy ze zdumienia

Poniżej zamieszczamy linki do strony, na której znajdują się opinie byłych pracowników (bardzo interesujące opinie…) , strony oficjalnej „Business Bridge Group” (na stronie już nie ma zdjęć członków zespołu…) i strony KRS, na której widnieją dane firmy i skład dwuosobowego zarządu: pana Adama Piątkowskiego i głównego lidera wspólnoty pana Arkadiusza.

Pan Arkadiusz jest najważniejszym liderem w zborze. Bierze na siebie najwięcej spraw i obowiązków, można powiedzieć, że jest niezastąpiony, ślepo podporządkowany Piątkowskiemu tak samo jak jego żona. Oboje są zafascynowani mądrością Piątkowskiego. Uważają, że bezrefleksyjne podporządkowanie pastorowi i liderom ma odzwierciedlenie w Biblii.

Czy pan Adam, pastor i jednocześnie prezes zarządu spółki odniesie się publicznie do opinii byłych pracowników?


@Igor

Jeżeli pracujesz kilka miesięcy, przez ten czas ciągłej rotacji poznajesz około 15-20 osób i 90% jest niezadowolonych.. to trochę przykre stwierdzać, że wszyscy byli niesolidni i leniwi 😉 Bo uwierz, potem większość rozwinęła skrzydła i teraz mają się dobrze. Więc kolejne ogólniki „super firma” bez żadnej argumentacji są zabawne :p


@Anonim

Awans to tak naprawdę zmiana nazwy stanowiska np. z Jr Hr Consultant na Hr Consultant (i się cieszysz, że nie jesteś już Jr XD) albo na Hr Specialist itd, a zakres obowiązków jest ten sam bo tam nawet nie ma nic bardziej ambitnego do roboty 😛 I to na „awans” możesz liczyć jak np. szefostwo wku…rzy się na koleżankę, że odchodzi z pracy, i szukają kogoś na gwałt i dadzą ci jakieś ochłapy żebyś była bardziej „wierna” i też nie rzuciła pracy tylko pomogła im kogoś szukać ;p


@Karol

A czy mimo tego „pozornego” awansu zarobki ulegają wtedy zmianie? Czy dla pracowników dostępne są dodatki bądź premie? Chciałem też zapytać na jaką formę umowy może liczyć nowo zatrudniona osoba?

Wcale, albo 1zł na godzinę więcej jeżeli się upomnisz ;p Premie tak jak było napisane wcześniej są za skutecznie przeprowadzoną rekrutację bądź znalezienie klienta (kiedyś nie było premii za klientów chociaż było polecenie aby 2 godziny dziennie poświęcać na sprzedaż, czyt. call center). Często jednak pracodawcy ociągają się z wypłaceniem jej, trzeba się upominać i samemu martwić, czy klient już wystawił fakturę itd. Dla studentów jest umowa zlecenie, podpisywana na koniec miesiąca. Jak szefostwo chce ci zrobić super mega łaskę i np puści cię o 15.00 zamiast o 16.00 dzień przed samymi świętami to nie będziesz mieć zapłacone za tą godzinę (kiedy byłeś gotowy do pracy, poświęciłeś pieniądze na dojazd itd…). Zdarzało się parę razy, że ktoś dostał „zadanie domowe” (!!), miał np. napisać jakieś lanie wody na stronę internetową w swoim wolnym, prywatnym czasie, oczywiście bez dodatkowej zapłaty i w atmosferze, że należy podziękować, że masz szansę na rozwój. Osoby religijne, tak często podkreślające te swoje wartości zabierały Twój wolny czas, który był dla Ciebie, dla Twoich bliskich, na Twój odpoczynek, tak jakby męczenie cię psychicznie przez 8 godzin to było za mało… Brak słów.


 @Lalala

Czy nie zastanawia Państwa, że pozytywne opinie są głównie od osób, które uciekły zaraz po stażu i z dobrego wychowania piszą wyproszone od szefostwa ogólniki o profesjonalizmie, atmosferze itd… Rotacja jest wręcz szokująca, być może dlatego już nawet nie ma zakładki o zespole na stronie internetowej, poza kilkoma osobami nikt tam nie wytrzymał roku, a byli i tacy, którzy uciekali po 1-2 tygodniach. Atmosfera sztucznie miła, przypominająca sektę, trochę taki mobbing w białych rękawiczkach, coś nie do opisania, bardzo dziwaczne. Bałagan w dokumentach, rekrutacje z powodu olewających klientów w większości ciągną się latami, dokładając wspomnianą wcześniej rotację i to, że możesz być już 7 osobą pracującą nad danym projektem chaos sięga zenitu…
.
I jeszcze musisz przyklaskiwać typowo „kołczingowym” pomysłom, które są tak genialne i tak rozwijają firmę, że pracując w niej dostępowaliśmy zaszczytu samodzielnego mycia podłóg czy toalety w starej kanciapie nagrzanej latem do granic możliwości, gdzie najtańsze wentylatory jeszcze bardziej mieliły gorące powietrze, więc tylko osłabienie stanem przedudarowym sprawiało, że ludzie nie uciekali stamtąd jeszcze szybciej 🙂 Ale jest coś in plus: łatwo tam się zaczepić jeszcze na studiach jeżeli komuś zależy na JAKIMKOLWIEK doświadczeniu (chociaż zakres obowiązków nie powala i nie dajcie sobie wmówić, że dzwonienie do ludzi i wciskanie badziewnej, niedopracowanej oferty jest rozwijające, bo nie jest).


Anonimowy

Widzę, że w końcu ktoś odważył się napisać prawdę o panujących tam i niezmieniających się od lat warunkach. Czerwona lampka powinna się zaświecić przy nieustannych rotacjach i ciągłym poszukiwaniu „nowych pracowników w związku z dynamicznym rozwojem firmy”. Prawda jest taka, że ludzie uciekają, bo nie wytrzymują psychicznie, a to co się tam dzieje naprawdę nie mieści się w głowie. Szkoda, że nic ich to nie uczy i nie dostrzegają swoich wad, tylko doszukują się wad w młodym pokoleniu. Szefostwo (a raczej szef, bo jego żona twierdzi, że jest pracownikiem takim jak Ty) ma klapki na oczach i uważa, że daje ci serce na dłoni, kiedy w rzeczywistości jest to jak szkoła przetrwania z odliczaniem do szansy na ucieczkę. Chaos to mało powiedziane. Od początku są niejasne warunki zatrudnienia, comiesięczne umowy, otrzymywane oczywiście na koniec przepracowanego miesiąca, o które często trzeba się przypominać.
.
O odsyfianiu tragicznego w stanie biura już naprawdę nie chcę myśleć, ale oczywiście szefostwo uważało, że to normalne, że przychodzisz elegancko ubrany do pracy i lecisz szorować niemyty od miesiąca kibel. Dziwna atmosfera, jeśli krzywo się uśmiechniesz, albo co najgorsze masz zły dzień i się nie uśmiechasz idziesz na dywanik, czy wszystko z tobą w porządku, bo w pracy jesteśmy happy z postawą yes I can. Jedyny sposób na przetrwanie to ludzie, którzy po godzinach spotykają się żeby przerobić to co się tam dzieje, bo inaczej wiele z nas źle by skończyło. To firma, nazywana na jednym z uniwersytetów, który ma tam praktyki jako fabryka stażystów. Motto? Najwięcej odwalonej pracy za najmniejsze pieniądze, a najlepiej ich brak, tylko jakieś dofinansowanie z Unii. Trzeba nawiązać też do wtrącania się we wszystko. Jest tam postanowienie, że rozmawiamy o wszystkim na forum, więc nawet jeśli chcesz coś powiedzieć koleżance obok, musisz zrobić to głośno, żeby szefowa słyszała i mogła się do tego odnieść. Jeśli cos szepniesz- idziesz na dywanik. Jesteś wypytywany o życie prywatne
[…] Można pisać i pisać, ale i tak nie da się wszystkiego zmieścić w jeden post. Pewnie i tak za chwilę pojawi się kolejna pozytywna opinia, żeby tylko podnieść sobie sztucznie wygenerowaną ocenę. Powiem Wam, że normalnie po zmianie firmy po jakimś czasie zapomina się o poprzedniej i idzie się dalej. Tutaj mamy tak, już mówiąc kolokwialnie, zrytą psychikę, że po prostu nie da się zapomnieć i zdrowo się dalej rozwijać.


Anonimowa była członkini

Opinia na temat wspólnoty Piątkowskiego autorstwa byłej członkini,  która zastrzega sobie anonimowość:

„Od dawna mam problem z tym kościołem. „Dorastałam” w nim po nawróceniu.[…] po zmianie pracy zwykle o poprzedniej szybko się zapomina, ale atmosfera w Business Bridge tak ryje banię, że się nie da. Ja mam tak, kolokwialnie mówiąc zrytą banią po chodzeniu do tego „Kościola”. Można powiedzieć, że z niego „wyleciałam”, ale tak nieoficjalnie. Aferę z powodu mojej osoby pamiętam jedną. Byłam tam tak niemile widziana, że przestałam chodzić. A przecież Bóg to miłość i akceptacja. Oni nie lubią ludzi bez kasy, a jak ktoś nie ma kasy, to znaczy, że nie ma Bożego błogosławieństwa, a co za tym idzie – jest zwyklym grzesznikiem, a oni chcą u siebie tylko świętych. Byłam nie mile widziana, bo widziałam, co się dzieje, kwestionowałam to, co mówią i propagują. Nie byłam slepą owcą.” – nazwisko do wiadomości Redakcji


Anonimowy były członek

I na koniec kolejny anonim, również byłego członka

Do dziś pamiętam sytuację związaną z członkinią wspólnoty, która pracowała jednocześnie w „Business Bridge” bez jakiejkolwiek umowy czyli „na czarno”. Pomimo rozmów i starań umowy nie otrzymała. Kiedy zaszła w ciążę musiała wykonywać swoje obowiązki prawie do momentu rozwiązania, ponieważ nie udzielono jej urlopu, o który się ubiegała.
.
Druga nieprzyjemna sytuacja:  córka współzałożyciela wspólnoty WDJ, młoda inteligentna dziewczyna, widząc pewne nieścisłości w naukach, mając swego rodzaju gorliwość, miłość do Boga i do ludzi (nigdy nie poznała ewangelicznego chrześcijaństwa a w tej wspólnocie właściwie dorastała) miała wiele nurtujących pytań, intensywnie szukała odpowiedzi. Udała się do pana Adama Piątkowskiego a kiedy nie potrafił udzielić jej sensownych odpowiedzi, potraktował ja bardzo obcesowo. Dzisiaj dziewczyna jest ateistką i nawet przez pewien czas w nieodległej przeszłości była jedną z prowadzących internetowej telewizji propagującej ateizm.”

Mamy nadzięję, że do Redakcji wpłynie więcej informacji na temat p. Piątkowskiego, jego przedsięwzięć i postępowania. Wszystkich poszkodowanych prosimy o pilny kontakt na mail: redakcja@solascriptura.pl

Linki:


Struktura powiązań BBG


Zobacz w temacie

Print Friendly, PDF & Email