Chrześcijańska wrażliwość

Moim zadaniem dzisiejszego wieczoru jest mówić na temat dotyczący tyranii słabszego brata. Jest to fragment, w którym Paweł mówi na temat troski, którą powinniśmy okazywać sobie nawzajem, szczególnej wrażliwości, tak jak w Liście do Koryntian, gdzie Paweł zajmował się konkretnym problemem dotyczącym mięsa składanego bożkom w ofierze. Przesłanie to zostało napisane dla naszego zbudowania i niesie ono ze sobą uroczysty wydźwięk autorytetu samego Boga.

Rzymian 14:1-23

„(1) A słabego w wierze przyjmujcie, nie wdając się w ocenę jego poglądów. (2) Jeden wierzy, że może jeść wszystko, słaby zaś jarzynę jada.”

(3) Niechże ten, kto je, nie pogardza tym, który nie je, a kto nie je, niech nie osądza tego, który je; albowiem Bóg go przyjął.

(4) Kimże ty jesteś, że osądzasz cudzego sługę? Czy stoi, czy pada, do pana swego należy; ostoi się jednak, bo Pan ma moc podtrzymać go.

(5) Jeden robi różnicę między dniem a dniem, drugi zaś każdy dzień ocenia jednakowo; niechaj każdy pozostanie przy swoim zdaniu.

(6) Kto przestrzega dnia, dla Pana przestrzega; kto je, dla Pana je, dziękuje bowiem Bogu; a kto nie je, dla Pana nie je, i dziękuje Bogu.

(7) Albowiem nikt z nas dla siebie nie żyje i nikt dla siebie nie umiera;

(8) bo jeśli żyjemy, dla Pana żyjemy; jeśli umieramy, dla Pana umieramy; przeto czy żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy.

(9) Na to bowiem Chrystus umarł i ożył, aby i nad umarłymi i nad żywymi panować.

(10) Ty zaś czemu osądzasz swego brata? Albo i ty, czemu pogardzasz swoim bratem? Wszak wszyscy staniemy przed sądem Bożym.

(11) Bo napisano: Jakom żyw, mówi Pan, ugnie się przede mną wszelkie kolano i wszelki język wyznawać będzie Boga.

(12) Tak więc każdy z nas za samego siebie zda sprawę Bogu.

(13) Przeto nie osądzajmy już jedni drugich, ale raczej baczcie, aby nie dawać bratu powodu do upadku lub zgorszenia.

(14) Wiem i jestem przekonany w Panu Jezusie, że nie ma niczego, co by samo w sobie było nieczyste; nieczyste jest jedynie dla tego, kto je za nieczyste uważa.

(15) Jeżeli zaś z powodu pokarmu trapi się twój brat, to już nie postępujesz zgodnie z miłością; nie zatracaj przez swój pokarm tego, za którego Chrystus umarł. (16) Niechże tedy to, co jest dobrem waszym, nie będzie powodem do bluźnierstwa.

(17) Albowiem Królestwo Boże, to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym.

(18) Bo kto w tym służy Chrystusowi, miły jest Bogu i przyjemny ludziom.

(19) Dążmy więc do tego, co służy ku pokojowi i ku wzajemnemu zbudowaniu.

(20) Dla pokarmu nie niszcz dzieła Bożego. Wszystko wprawdzie jest czyste, ale staje się złem dla człowieka, który przez jedzenie daje zgorszenie.

(21) Dobrze jest nie jeść mięsa i nie pić wina ani nic takiego, co by twego brata przyprawiło o upadek.

(22) Przekonanie, jakie masz, zachowaj dla siebie przed Bogiem. Szczęśliwy ten, kto nie osądza samego siebie za to, co uważa za dobre.

(23) Lecz ten, kto ma wątpliwości, gdy je, jest potępiony, bo nie postępuje zgodnie z przekonaniem; wszystko zaś, co nie wypływa z przekonania, jest grzechem.”


Pomódlmy się.

Boże nasz Ojcze, po raz kolejny prosimy Cię, byś zesłał nam pomoc, tak byśmy w naszej słabości zrozumieli i byśmy poprawnie pojmowali Twoje Słowo i byś przez Twojego Ducha przekonał nas o grzechu, jeśli jest taka konieczność, wzmocnił naszą wiarę tam, gdzie tego potrzebujemy i, co najważniejsze, oświeć nas Swoim Słowem. Prosimy o to w imieniu Jezusa. Amen.
.


Życie w uświęceniu

Rozwój w chrześcijańskim życiu, następujący po usprawiedliwieniu, to rozwój w uświęceniu, do którego zostaliśmy wezwani, by wzrastać w dojrzałości i w zgodzie z obrazem Chrystusa. W obronie Ewangelii, która mówi o usprawiedliwieniu jedynie z wiary. Marcin Luter powiedział, że usprawiedliwienie faktycznie jest jedynie przez wiarę, ale nie wiarę, która jest osamotniona. Prawdziwa wiara, która jest wiarą zbawiającą, natychmiast, koniecznie i nieuchronnie pokazuje owoce tej wiary, które są częścią procesu uświęcenia. Nie uważam, by działo się to przypadkowo. Duch Święty usposabia nas, byśmy „sprawowali swoje zbawienie z bojaźnią i drżeniem. Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie.” (Filip. 2:13)

Oznacza to, że nie mamy być „beztroscy na Syjonie”, nie mamy po prostu odpuszczać i dawać przyzwolenie Bogu, ale cała chrześcijańska pielgrzymka, całe chrześcijańskie życie wymagają poważnej pracy. Pracy wykonywanej z bojaźnią i drżeniem! To boska bojaźń wyrażająca cześć i uwielbienie w sercach tych, którzy drżą w obecności żywego Boga. Tak więc proces uświęcenia nie jest tym, co dokonuje się w zwyczajny sposób.
.


Pułapki na chrześcijanina

Kiedy przyglądamy się kwestii uświęcenia, możemy zobaczyć różne pułapki, które czyhają w całym tym procesie. I prawdopodobnie dwiema najczęstszymi i najbardziej zagrażającymi pułapkami dla naszego rozwoju są wypaczenia zwane antynomianizmem i legalizmem. I jako krótkie odświeżenie, zanim przejdziemy do naszego tekstu na ten wieczór, pozwólcie, że przypomnę wam podstawowe założenia i motywacje kryjące się za tymi dwoma wypaczeniami.
.

Antynomianizm

Oznacza oczywiście „przeciwko prawu”. Jest to pogląd mówiący, że jeśli raz zostałem zbawiony, to nie muszę się martwić, by żyć w posłuszeństwie lub by zwracać jakąkolwiek uwagę na Prawo Boże. Ulubiona pieśń zwolenników antynomianizmu brzmi: „Wolny od prawa – cóż za wspaniały stan! Mogę grzeszyć, ile chcę i wciąż mieć odpuszczone grzechy!”

Jedna z obaw, którą miał XVI wieczny Rzym w odniesieniu do Reformacji, dotyczyła tego, że doktryna usprawiedliwienia jedynie z wiary prowadzi do antynomianizmu. Ponieważ, gdy raz prawo wypełniło swój główny cel przyciągnięcia nas do Jezusa i przyciągnięcia nas do Ewangelii, nie będzie miało już na nas żadnego wpływu. I byli też ludzie, w okresie Reformacji, którzy podążali dokładnie w tym kierunku. Ta frakcja reformacji była przekonana, że prawo ceremonialne Starego Testamentu, np. prawa dotyczące spożywania pokarmów, zostały wypełnione w Chrystusie i w związku z tym zniesione.

Niemniej jednak, prawa tak zakorzenione w charakterze Boga i objawione w Jego prawie moralnym, wciąż mają znaczenie dla chrześcijan. Nie jako środek do osiągnięcia przez nas zbawienia, ale raczej jako środek w procesie uświęcenia, by czynić to, co się Bogu podoba. Ale żyjemy w czasach, gdzie w kościele ewangelicznym epidemią stał się antynomianizm. Szczególnie o jednym odgałęzieniu ewangelikalizmu chcę wspomnieć, w którym to nauczają w swojej doktrynie, że prawo starotestamentowe nie ma żadnego zastosowania w życiu chrześcijan. I właśnie w tym duchu antynomianizmu widzimy jedną z najbardziej niszczycielskich doktryn, która została przyjęta w szerokim gronie społeczności ewangelicznej, a jest nią idea cielesnego chrześcijaństwa.

Oczywiście, z jednej strony jest to oksymoron, pojęcie to zaprzecza samo sobie. Z drugiej natomiast strony, ma pewne zastosowanie. W pewnym sensie wszyscy z nas, którzy jesteśmy w Chrystusie, pozostajemy w pewnym stopniu cieleśni, ponieważ wpływ naszego ciała nie zostanie całkowicie wyeliminowany, aż do momentu naszego wejścia do nieba i chwały. Ale nie o to zazwyczaj chodzi, kiedy słyszymy pojęcie „cielesny chrześcijanin”.

Jest to pojęcie mówiące, że osoba może być zbawiona, przyjść do prawdy zbawczej wiary w Jezusa Chrystusa, przyjąć Jezusa jako Zbawiciela, ale nie jako Pana. I może ona NIGDY nie przynieść żadnego owocu wynikającego z uświęconego życia. Pozostaje natomiast ona całkowicie cielesna aż do momentu śmierci.

W takim przypadku Chrystus znajduje się w życiu tej osoby, ale nie króluje na tronie jej życia. Ta osoba sama zarządza własnym życiem. Nie wiem, skąd to się wzięło, no poza złą teologią i być może motywacją, by wyjaśnić kwestię, o której mówiłem wcześniej tego ranka – o tych, którzy z zapałem chcieli ewangelizować, którzy dokonali wyznania wiary, ale nie przejawiali żadnego owocu ani żadnej zmiany, która by potwierdzała to, co mówili. Przecież byli chrześcijanami! Otrzymali Jezusa jako Zbawiciela! Nie uznali Go jako Pana i nie widzieli potrzeby wydawania owocu, który byłby wyrazem posłuszeństwa i dowodem zbawczej wiary. Ale mimo to wciąż jesteś chrześcijaninem.

Był pewien młody człowiek w kościele, który mieszkał ze swoją dziewczyną i obydwoje byli zaangażowani w sprzedaż narkotyków, a kiedy zostali z tym skonfrontowani, on był członkiem kościoła, on odpowiedział: „Nie martw się o mnie! Jestem cielesnym chrześcijaninem. Wszystko będzie dobrze.”

To jest antynomianizm wraz z jego zemstą. Umniejsza on prawdziwy rozwój chrześcijanina.
.

Legalizm

Z drugiej strony równania znajduje się zagrożenie, zawsze tam jest, legalizmu. Jeśli miałbym wam powiedzieć, czym jest legalizm… Jak myślicie, jak brzmiała by odpowiedź na to pytanie?

Nie jest to łatwe pytanie, ponieważ nie ma jednej, jednoznacznej formy legalizmu. Są różne rodzaje legalizmu. Najgorszy rodzaj legalizmu odnosi się do koncepcji, która mówi, że przez swoje własne uczynki możesz wypełnić wymagania Bożego prawa i możesz dzięki tym właśnie uczynkom osiągnąć zbawienie.

Ten pogląd jest rozpowszechniany przez tych, którzy nigdy nie słyszeli tego, co mówi Biblia: „z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony żaden człowiek.” (Rzym. 3:20, Gal. 2:16). Tak naprawdę porażająca większość ludzi naprawdę wierzy w legalistyczny sposób odkupienia. To nie tylko jest kłamstwem w odniesieniu do drogi zbawienia opisanej w Piśmie, ale jest to taki sposób zbawienia, że gdyby on rzeczywiście był prawdziwy powodowałby on u ludzi, którzy w niego wierzą, nic innego jak tylko wieczną zagładę, ponieważ nikt z nas nie wykonuje uczynków Prawa tak, by te były w stanie wypełnić Boże wymagania wobec nas.

Inne rodzaje legalizmu to te, w których najlepiej odnajdywali się faryzeusze, a które wywołały upomnienia i niekiedy gniew naszego Pana. Np. faryzeusze lubowali się w perfekcyjnym wykonywaniu drobiazgów. Formą legalizmu jest, kiedy z zapałem i uwagą zajmujesz się drobnymi kwestiami Prawa kosztem ignorowania o wiele ważniejszych kwestii Prawa.

Nawiasem mówiąc, Jezus mówił na temat faryzeuszy, którzy oddawali dziesięcinę z mięty, i nie tylko, a zaniedbali ważniejsze kwestie Prawa, jak sprawiedliwość i miłosierdzie. I w odniesieniu do dziesięciny, powiedział im: „Te rzeczy należało czynić!”. Ale nawet dziesięcina, którą należało czynić, jest sprawą pomniejszą w porównaniu z ważniejszymi sprawami, które znajdujemy w Piśmie. Znacie tego typu ludzi. Są sumienni w obecności na nabożeństwach, regularnie oddają dziesięcinę, ale reszta owoców Ducha Świętego ich nie obchodzi. Stali się doskonali w drobiazgach. Inną rzeczą, w której faryzeusze byli swego rodzaju ekspertami to wyszukiwanie etycznych luk.

Jeśli mogli przestrzegać litery Prawa, mniejsza o Ducha Prawa, to najlepiej jeśli mogli znaleźć jakiś sposób, by to Prawo obejść. Jeśli chcieli udać się w podróż dłuższą niż odległość drogi na jeden sabat pozostawiali jedną ze swoich szczoteczek pod skałą w różnych odstępach, ponieważ obecność szczoteczki w danym miejscu oznaczała legalne miejsce zamieszkania osoby. Nawet jeśli przebyli drogę 15 mil, to liczyła się odległość pomiędzy tymi skałami, pod którymi znajdowały się szczoteczki. Tym sposobem nie przebyli drogi dłuższej niż droga na jeden sabat. Byli oni filadelfijskimi prawnikami, zanim jeszcze pojawiła się Filadelfia w Ameryce.

Jedną z najbardziej niszczycielskich form legalizmu, zarówno wtedy jak i teraz, jedną z najbardziej praktykowanych przez faryzeuszy  form legalizmu było dodawanie treści do Słowa Bożego. Po to, by związywać ludzkie sumienia, tam gdzie Bóg dał im wolność. Zamieniane ludzkich tradycji w Prawo Boże.

I możemy grozić palcem w stronę faryzeuszy, którzy tak czynili, jednak ten problem uderzał w kościół w każdym pokoleniu.
.

Adiafora

Sami widzicie, problem jest pomiędzy, z jednej strony pomiędzy antynomianizmem i legalizmem z drugiej strony. Możemy więc zadać sobie pytanie do jakiej kategorii ja pasuje? I jakiego typu atmosfera panuje w twoim kościele? Związki pomiędzy tymi dwoma biegunami – antynomianizmem i legalizmem, są kwestiami związanymi z adiaforą oraz chrześcijańską wolnością. O czym jest mowa tutaj? Związek pomiędzy chrześcijańską wolnością i tym, co nazywamy adiaforą.

Adiaforą określamy te rzeczy, które Apostoł Paweł nazywa obojętnymi. W kwestiach, które są obojętne, odnosi się to do tych dziedzin, w których Bóg nam niczego nie polecił ani nie nakazał się od czegoś wstrzymywać. Mamy chrześcijańską wolność w tej konkretnej sferze.
.

Błędnie zrozumiana wolność

Chrześcijańska wolność nigdy nie daje nikomu wolności, by sprzeciwiać się Bogu. I to jest kolejną formą antynomianizmu, gdzie chrześcijańska wolność staje się przykrywką do dopuszczania się rozpusty  lub licencją na nią. Kiedy ludzie mówią: jestem wolny, zostałem uwolniony przez Ducha, więc mogę nie być posłuszny Bogu.

Pamiętam straszne rzeczy, kiedy nauczałem jako misjonarz w bogatej społeczności pod Nowym Jorkiem, gdzie zostałem zaproszony, by przemawiać na temat świętości Boga. Ulokowano mnie w niesamowitej rezydencji, która była ozdobiona oryginalnymi dziełami sztuki, co sprawiało wręcz wrażenie, że jest to placówka Metropolitan Museum. Nigdy nie byłem w domu, w którym bogactwo było w tak oczywisty sposób zaprezentowane. Organizator tej konferencji, na której poprosili mnie, bym przemawiał na temat Bożej świętości, po moim wystąpieniu zaprosił mnie z powrotem do tego domu wraz z członkami komitetu organizacyjnego, było ich około 15, byśmy się modlili. Poprosił mnie, bym poprowadził tę modlitwę, na co oczywiście chętnie się zgodziłem. Wróciliśmy więc do tej niesamowitej rezydencji, zebraliśmy się na modlitwę i nagle ludzie zgasili światło i zaczęli modlić się do swoich zmarłych krewnych. Uczestniczyłem w seansie spirytystycznym! I powiedziałem: Poczekajcie chwilę, przerwa! A oni zapytali: Co się stało? Odpowiedziałem: Zdajecie sobie sprawę, że nie powinniśmy tego robić? Że nie wolno nam modlić się do zmarłych? Pokazałem im fragmenty ze Starego Testamentu, które mówiły o tym, jak wielka była to zniewaga w Izraelu i że Bóg uważał to za wstrętne i nawet karał za to cały naród jeśli tolerowali tego rodzaju zachowanie.

A wiecie jaka była ich odpowiedź? Bez zająknięcia – „Ale to był Stary Testament”. Powiedziałem im więc – powiedzcie, co się wydarzyło w biegu historii odkupienia, że praktyka, która niegdyś była całkowicie odrażająca dla Boga, teraz stała się czymś przyjemnym dla nich? I oczywiście, oni próbowali uargumentować to chrześcijańską wolnością tak, by usprawiedliwić tego rodzaju zachowanie. „Nie jesteśmy pod Prawem! Nie próbuj nas obarczać poczuciem winy i nakładać jakiś obcych standardów.” To są problemy, z którymi się zmagamy. Kwestie konsultowania się z wróżkami, nekromantami, czarownikami – nie są kwestiami uważanymi przez Biblię za adiaforyczne, tj. obojętne. To są niezwykle ważne kwestie. Oprócz tego, związaną kwestią ze sprawami obojętnymi jest pojęcie prawdziwej chrześcijańskiej wolności.
.

Granice wolności

I to, jak my jako chrześcijanie ze sobą żyjemy, w momencie, gdy nie zawsze mamy to samo zrozumienie kwestii należących do kategorii adiafory. Gdzie zaczyna się chrześcijańska wolność, a gdzie kończy? To stanowiło problem w kościele w Koryncie, to było też problemem wśród chrześcijan w Rzymie i od tamtej pory stanowi problem w całym kościele.

I to jest problem adresowany przez Apostoła Pawła w 14 rozdziale listu do Rzymian. Poświęćmy mu kilka minut.

„(1) A słabego w wierze przyjmujcie, nie wdając się w ocenę jego poglądów. (2) Jeden wierzy, że może jeść wszystko, słaby zaś jarzynę jada.”

I pamiętajcie, że możecie użyć tego wersetu jak pałki za każdym razem, gdy wasz przyjaciel wegetarianin próbuje zmusić was do swoich poglądów. Możecie im wtedy przypomnieć, że to oni są „słabszymi braćmi i siostrami”, ponieważ to oni dostrzegają coś niestosownego w mięsie. Paweł mówi, że w Ciele Chrystusa są ludzie, którzy jedzą mięso i ludzie, którzy są wegetarianami. I nie zgadzacie się w kwestii tego, co jest najlepszym sposobem na życie.

Prawdą jest, że Paweł wskazuje na to, że słabszym chrześcijaninem jest ten ze szczególną wrażliwością i skrupułami odnośnie kwestii, której Bóg jasno nie ustanowił. Więc jak odpowiesz słabszemu bratu, który kieruje się takimi skrupułami? Paweł posługuje się przykładem jedzenia warzyw:

„(3) Niechże ten, kto je, nie pogardza tym, który nie je, a kto nie je, niech nie osądza tego, który je; albowiem Bóg go przyjął.”

Spójrzcie! Osoba, która jest wegetarianinem i chrześcijaninem należy do Chrystusa. Osoba, która nie jest wegetarianinem i jest chrześcijaninem należy do Chrystusa. Obydwoje należymy do Chrystusa. Jakim prawem sądzimy sługę Chrystusa? Jeśli już sądzimy to mamy to robić zgodnie z jasnymi standardami wyłożonymi w Piśmie Świętym, a nie zgodnie ze skrupułami wymyślonymi przez ludzkie tradycje.

Nie wydaje mi się, że teraz jest tak źle jak to było 50 lat temu. 50 lat temu ewangelikalizm został zaatakowany duchem legalizmu, zgodnie z którym będąc chrześcijaninem nie możesz pić, nie możesz palić, tańczyć, grać w karty ani chodzić do kina. Jestem przekonany, że te poglądy wciąż istnieją w niektórych miejscach. Ale to stało się takim problemem, że cała duchowość danej osoby, jej bycie chrześcijaninem, było osądzane na podstawie dopasowania jej do tych konkretnych rzeczy zakazanych czy też tabu w społeczności chrześcijańskiej. I wertujesz swoją Biblię i nie możesz znaleźć tam fragmentów: nie możesz używać szminki, nie możesz tańczyć czy też nie możesz chodzić do kina. Nie jest na ten temat nic wyraźnie napisane w Piśmie. Ale to stało się tak ważne, że stało się testem czy ktoś jest chrześcijaninem.

Nie wychowałem się w takim środowisku, wychowałem się w bardzo liberalnym kościele. I kiedy stałem się chrześcijaninem i poszedłem do seminarium, ukończyłem szkołę i rozpocząłem moją karierę w nauczaniu, to byłem arcy konserwatywny w jakimkolwiek zgromadzeniu chrześcijan. Jedną z rzeczy, którą ja i moja żona lubiliśmy robić dla relaksu w tamtych czasach, była gra w brydża. Braliśmy udział nawet w rozgrywkach brydżowych. Nikt nigdy nie poruszył tego tematu w kontekście duchowości. Aż pewnego dnia miałem umówione spotkanie, by nauczać w chrześcijańskiej szkole i pierwszego dnia w kampusie studenckim zobaczyłem grupę studentów grających w karty.

Te karty wyglądały inaczej, więc zapytałem: „W co gracie?” I oni odpowiedzieli „W Piotrusia!” Powiedziałem: „O, pamiętam tę grę, graliśmy w nią, kiedy mieliśmy 8 lat. Czym tak naprawdę jest Piotruś?” I oni odpowiedzieli: „To chrześcijańska gra w karty”. I wtedy właśnie odkryłem, że dla nich grzechem było grać w brydża, ponieważ w talii znajdował się joker, a joker odzwierciedlał diabła i tym podobne. Powiedziałem wtedy „Co może mi się stać, w końcu jestem wykładowcą biblijnym tutaj!” A moja żona i ja graliśmy w brydża! Gdzie jestem, Panie? Nigdy wcześniej się z tym nie spotkałem.

Gdy dopiero co opuściłem kampus uniwersytecki w okresie działalności organizacji Studenci dla Demokratycznego Społeczeństwa, która była prowodyrem rewolucji w latach 60-tych, mającej swój początek w Sproul Hall, – nazwa pochodziła od mojego krewnego, a Uniwersytet w Kalifornii nie wiedział, jak wymówić to nazwisko – Ruch Wolności Słowa rozpoczął tam swoją działalność, a na terenie każdego kampusu studenckiego na terenie całego państwa odbywały się strajki i protesty, nawet w gabinecie dziekana. Przebywałem na terenie jednego kampusu i tam studenci strajkowali uważając, że mają prawo decydowania jakie przedmioty powinny znaleźć się w ich planie studiów, tak by mogli je ukończyć.

Uczyłem tam filozofii i przyszli do mnie studenci mówiąc mi, jak powinien wyglądać program zajęć, by ukończyć ten kierunek. A ja zapytałem: A co wy wiecie o tym kierunku? I oni nic nie wiedzieli. Ale rościli sobie prawo, by zmienić ich program zajęć. Pojechałem do chrześcijańskiego uniwersytetu i oni tam strajkowali. To był wielki protest – domagali się, by w centrum pokoju studenckiego znajdowała się szafa grająca. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Chcieli chodzić do kina, chcieli robić różne rzeczy. Powiedziałem wtedy, że ci ludzie oceniają chrześcijaństwo na  podstawie tego, co tutaj się dzieje.

Pamiętam mieliśmy raz grupę biblijną u pewnej kobiety, która zabrała nas, grupę około 20 osób, na obiad i podeszła do nas biedna kelnerka ze swoim notesikiem i długopisem i zapytała, czy może zebrać zamówienie na drinki. Na co ta kobieta odpowiedziała: O nie, nikt tutaj nie pije – jesteśmy chrześcijanami. Prawie mi się udało… Prawie. Ale chciałem zamówić coś w stylu podwójnej szkockiej i nawet nie wiedziałem, jak to smakuje. Jednak byłem zażenowany z powodu tej kelnerki. I czułem się urażony. Ponieważ ona właśnie co została skarcona przez kobietę chrześcijankę, a jej wyobrażeniem teraz na temat tego, czym jest chrześcijaństwo będzie ktoś, kto nigdy nie spróbował się czegoś napić, nawet do obiadu.
.


Dylemat chrześcijanina

Czy tym jest Ewangelia? Czy Ewangelia to jedzenie i picie? Zauważcie, co mówi Apostoł Paweł w tym tekście, a mimo to są chrześcijanie, którzy wychowali się w kościele wierząc, że grzechem jest pójście do kina. Grzechem jest używanie szminki. Grzechem jest picie. Grzechem jest to i grzechem jest tamto. Nauczono ich, że grzechem jest czynić rzeczy, o których Bóg wcale nie mówi, że są grzeszne. Nauczani są, że pobłażanie pewnym rzeczom, które Pismo nazywa adiaforami, to naruszenie Bożego Prawa. I tu pojawia się dylemat. Jeśli jestem wychowany w środowisku, które mówi mi, że grzechem jest pójście do kina lub napicie się szklanki wina lub cokolwiek innego, a ja wierzę, że jest to grzech, a jednak to czynię – to czy jest to grzech? Tak.

Nie dlatego, że ta rzecz sama w sobie jest grzeszna, ale dlatego, że czynienie tego, co uważasz za grzech jest grzeszne. Wtedy grzechem staje się czynienie tego. I dlatego, że wszyscy się zmagamy ze sposobem, w jaki zostaliśmy wychowani i z tradycjami, powinniśmy być względem siebie nad wyraz wrażliwi i ostrożni.

Powróćmy do tematu mięsa ofiarowanego bożkom w Koryncie. W trakcie pogańskich rytuałów, mięso służyło do zaspokajania potrzeb bożków i bogini, a kiedy ceremonia się kończyła, to mięso zabierano na targ i sprzedawane. A chrześcijanie, którzy nie chcieli doprowadzać do jakiegokolwiek skandalu, nie chcieli mieć nic wspólnego z religią pogańską, mówili, że nie będą tego kupować. To mięso było używane i zanieczyszczone pogańskimi rytuałami. A co na to Paweł? To jest mięso! Nie ma nic złego w mięsie.
.

Podwójne oddzielenie

Jest różnica pomiędzy tym, co nazywamy podstawowym i drugorzędnym oddzieleniem. Podstawowe oddzielenie jest wtedy, kiedy oddzielasz się od czegoś prostego. Oddzielasz się od składania mięsa w ofierze bożkom. To jest grzech.

Ale kiedy zadecyduję, że muszę oddzielić się od każdego, kto kiedykolwiek składał mięso w ofierze bożkom lub od samego mięso to wtedy mamy do czynienia z drugorzędnym oddzieleniem. I by być konsekwentnym w zastosowaniu zasady drugorzędnego oddzielenie, powinieneś opuścić tę planetę. Ponieważ nie ważne, gdzie jesteś i co robisz i od kogo co kupujesz, to i tak będziesz miał do czynienia z ludźmi zaangażowanymi w grzech.
.

Jak postępować ze słabszym bratem?

Pytanie, którym zajmuje się Apostoł Paweł brzmi – Jak silniejszy brat, który wie, że jest to kwestia adiaforyczna i że nie jest to coś, co Bóg zalecił, ma postępować z bratem lub siostrą, którzy posiadają tego typu wątpliwości. Możesz się z nich śmiać. Możesz ich krytykować. Albo możesz uszanować ich sumienie. Możesz powiedzieć – Wiem, że masz te wątpliwości, a ja nie chcę przyczynić się do twojego potknięcia poprzez wabienie cię oddawaniu się czymś, o czym jesteś przekonany, że jest naruszeniem Bożego Prawa.

Paweł mówi, a nie sądzę, by używał tutaj po prostu hiperboli:

„jeśli pokarm gorszy brata mego, nie będę jadł mięsa na wieki”.

To jego nastawienie. Jeśli dana osoba ma wątpliwości, których ja nie podzielam, a ich sumienie jest zniewolone ich zrozumieniem spraw Bożych, to powinienem stanąć na głowie, by być troskliwym, kochającym i wrażliwym w stosunku do nich. A nie obnosić się moją wolnością przed nimi. Paweł mówi, że jeśli mają takie wątpliwości to mają je dla Pana. A jeśli ty masz swoją wolność i cieszysz się swoją wolnością – robisz to dla Pana. Ale czasami masz robić to na osobności po to, by nie gorszyć słabszego brata.

Widzicie więc, że nasza wolność dana nam od Boga nie jest autonomią, gdzie możemy robić wszystko, co tylko nam się podoba. Jest to wolność, której musi zawsze towarzyszyć wyrozumiała wrażliwość w stosunku do tych, którzy mają wątpliwości różniące się od tych naszych. To proste.
.


Jak radzić sobie z tyranią?

Ale sprawa się komplikuje. I tutaj pojawia się główny temat, który dano mi do dyskusji. Co się dzieje, kiedy słabszy brat próbuje wywyższyć swoje wątpliwości do poziomu standardu moralnego dla wszystkich chrześcijan lub standardu, który należy zachowywać, by być członkiem z dobrą reputacją, lub standardu, który należy zachowywać, by być pracownikiem kościoła? Co teraz? Teraz to słabszy brat staje się władzą ustawodawczą. I używa on swoich wątpliwości, by związać sumienia ludzi i zniszczyć chrześcijańską wolność. Co teraz zrobisz? To jedno pytanie. Kolejne pytanie to – kto tak naprawdę jest słabszym bratem? Jak to rozróżnić?

Musimy być przekonani, że standardy, które próbujemy nałożyć na ludzi w kościele są standardami biblijnymi, a nie naszymi własnymi wątpliwościami wynikającymi z tradycji. Znam pastorów, którzy wymagali od swoich starszych, by ci podpisali zobowiązanie, że nie będą spożywali jakiegokolwiek trunku alkoholowego, włączając w to wino, po to by starać się o pozycję pracownika kościoła. Czynienie standardu w kościele, który wykluczałby członkostwo Apostoła Pawła? I tak, również samego Jezusa. I oczywiście ten pastor odwróciłby się i powiedział, że rzeczywiście musi to być ważna do omówienia sprawa, ponieważ wino w Biblii nie było poddawane procesowi fermentacji, było to wino nie sfermentowane. No cóż, nie jest to tak oczywiste.

Nie nazwano Jezusa pijakiem dlatego, że pił sok winogronowy. Nikt nie martwiłby się o to, że rozsadzi stare bukłaki, jeśli wlewano by do nich sok winogronowy. To nie sok winogronowy czyni wino, to nie sok winogronowy rozwesela serce i to nie sok winogronowy pomaga na dolegliwości żołądkowe.

Próby interpretowania biblijnego terminu oinos jako soku winogronowego są próbami rozpaczy. Mamy tu przykład aspektu kulturowego, który przyrównujemy do tego, co mamy w Ameryce, wymuszamy taką interpretację na Biblii, a potem jedziemy do Palestyny i mówisz tamtejszym ludziom, że winnice w antyku były po to, by produkować rodzynki i sok winogronowy. Naśmiewali by się z ciebie i słusznie!

Bez wątpienia powinien istnieć silny zakaz przeciwko pijaństwu. Ale my dodajemy do Bożych standardów. I tutaj widzę problem. Kiedy pastor narzuca ten standard na kościół, taki jak pokazałem wam w przykładzie, lub jakikolwiek inny pozabiblijny standard, to czy ten pastor może twierdzić, że jest słabszym bratem? Pastorzy nie powinni być słabszymi braćmi! Pastorzy powinni być w stanie radzić sobie z Pismem tak, by nie zostać złapanymi w sidła kwestii dotyczących jedzenia mięsa i wegetarianizmu! Powinni wiedzieć lepiej! Niemniej jednak, mamy słabszych braci, którzy zajmują pozycje przywódców i posiadają autorytet w kościele. I nie jesteśmy pierwszym pokoleniem, które tego doświadcza.

Pozwólcie, że zabiorę was z powrotem do listu do Galacjan, o którym tyle dzisiaj słyszeliśmy. Zajrzyjmy do listu do Galacjan

Gal. 2:11-16 „A gdy przyszedł Kefas do Antiochii, przeciwstawiłem mu się otwarcie” Dlaczego? „bo też okazał się winnym.”

Mamy tutaj kontrowersyjną sytuację, która pojawiła się pomiędzy dwoma członkami społeczności apostolskiej – pomiędzy Piotrem i Pawłem. Co więcej, dochodzi między nimi do konfrontacji, a Paweł wcale nie mówi czegoś w stylu: Hej, Piotrek, psst! Mogę prosić cię na słówko? Na osobności! Powiedział mu to wszystko w twarz, ale to nie wszystko, ponieważ jeszcze przez Ducha Świętego zawartego w Piśmie Świętym cały świat się o tym dowiedział, że między tymi dwoma Apostołami doszło do konfrontacji! O co poszło?

„przeciwstawiłem mu się otwarcie, bo też okazał się winnym.” Piotr był winny! „(12) Zanim bowiem przyszli niektórzy od Jakuba” tj. z Jerozolimy, „jadał razem z poganami”.

Pamiętacie jak to było, w domu Korneliusza, wizja dotycząca tego, że nieczyste jedzenie staje się czyste, a Piotr był tym, który otrzymał to objawienie! Ale nie wszyscy ze społeczności żydowskiej zostali wtajemniczeni w to anulowanie zasad dotyczących spożywania pokarmów. Więc Piotr, kiedy przebywa z poganami, je w wolności, nie doświadczając dylematów Żydów, dotyczących darmowej szynki… Och, zbliża się pora obiadu!

„a gdy przyszli, usunął się i odłączył z obawy przed tymi, którzy byli obrzezani. (13) A wraz z nim obłudnie postąpili również pozostali Żydzi, tak że i Barnaba dał się wciągnąć w ich obłudę. (14) Ale gdy spostrzegłem, że nie postępują zgodnie z prawdą ewangelii, powiedziałem do Kefasa wobec wszystkich: Jeśli ty, będąc Żydem, po pogańsku żyjesz, a nie po żydowsku, czemuż zmuszasz pogan żyć po żydowsku? (15) My jesteśmy Żydami z urodzenia, a nie grzesznikami z pogan, (16) wiedząc wszakże, że człowiek zostaje usprawiedliwiony nie z uczynków zakonu, a tylko przez wiarę w Chrystusa Jezusa, i myśmy w Chrystusa Jezusa uwierzyli, abyśmy zostali usprawiedliwieni z wiary w Chrystusa, a nie z uczynków zakonu, ponieważ z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony żaden człowiek.

Tutaj ta kwestia nie dotyczyła po prostu wątpliwości pomiędzy wierzącymi na temat jedzenia warzyw lub mięsa lub picia wina lub powstrzymywania się od picia wina. Ta cała sytuacja wzrosła do rangi judaistycznej herezji, przez którą judaiści uważający się za chrześcijan zostali ponownie wdrożeni w prawa dotyczące spożywania posiłków i w tego typu ceremonialne prawo starotestamentowego Izraela zostało nałożone na wierzących. Ta judaistyczna herezja była błędem, który możemy nazwać poważnym błędem słabszego brata. Ci judaiści nie byli w stanie żyć z wolnością od starotestamentowych praktyk, którą ofiarował im Chrystus. Jezus ofiarował im tę wolność, nie z powodu życzliwości i nie powiedział – Chcę byście nie byli już związani trudnymi do wykonania rzeczami, ale chodziło tu o poważne kwestie teologiczne.

Droga do zbawienia! Paweł mówił:

Nie widzicie, że jeśli znowu wprowadzicie obrzezanie, którego znaczenie zostało wypełnione raz na zawsze w śmierci Jezusa Chrystusa, który został obrzezany zamiast nas będąc przeklętym przez Boga. Więc jeśli teraz w sposób symboliczny znowu wprzęgacie się we wszystkie zasady Starego Przymierza, które przecież zostało wypełnione przez Jezusa, to krzyżujecie Jezusa na nowo.

Więc teraz to już nie tylko kwestia pewnych wątpliwości. To jest kwestia Ewangelii. Później w liście do Galacjan, w rozdziale 5 czytamy:

Gal. 5:7-13 „Biegliście dobrze” – czas przeszły. „któż wam przeszkodził być posłusznymi prawdzie? (8) Namawianie takie nie pochodzi od tego, który was powołuje. (9) Trochę kwasu całe ciasto zakwasza. (10) Jestem co do was przekonany w Panu, że nie inaczej myśleć będziecie; a ten, kto was niepokoi, kimkolwiek by był, poniesie karę. (11) A ja, bracia, jeśli jeszcze obrzezanie głoszę, za co jeszcze jestem prześladowany? Przecież wtedy ustaje zgorszenie krzyża. (12) Bodajby byli odcięci ci, którzy was niepokoją..”

Słyszycie, jak surowym jest tutaj Apostoł? Ci, którzy was nękają z powodu doktryny obrzezania, sami powinni być obrzezani! Dosłownie! Odciąć! Od Bożej obecności.

„(13) Bo wy do wolności powołani zostaliście, bracia; tylko pod pozorem tej wolności nie pobłażajcie ciału, ale służcie jedni drugim w miłości. (14) Albowiem cały zakon streszcza się w tym jednym słowie, mianowicie w tym: Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego. (15) Lecz jeśli jedni drugich kąsacie i pożeracie, baczcie, abyście jedni drugich nie strawili.”

Powracamy więc do wrażliwości w stosunku do słabszego brata. Oraz do zakazu kąsania i pożerania jedni drugich z powodu tych nieznaczących kwestii. Ale widzicie, judaiści przychodzili do Pawła i nalegali, by ten obrzezał Tytusa. A co zrobił Paweł? „Jeśli wy w Jerozolimie macie pewne wątpliwości odnośnie do tej kwestii, dostosuję się i obrzezam Tytusa w sposób religijny.”

Nie. Gdy słabszy brat próbuje narzucić swoją słabość jako prawo kościelne – Ewangelia jest zagrożona. Nie wyrzekając się swojej chrześcijańskiej wolności Apostoł Paweł walczył zaciekle sprzeciwiając się tyranii słabszego brata.

Gdy ktoś ma takie wątpliwości, przez które jest związany i stara się stworzyć z tego zasadę kościelną, należy mu się przeciwstawić. Nie można mu pozwolić, by stanowił prawa, tam gdzie Bóg nas uczynił wolnymi. Zrozumienie tych prawd nie wydaje się być trudne pod względem intelektualnym.

Ich zastosowanie w codziennych sytuacjach wymaga mądrości na miarę Salomona. Wtedy, kiedy potrafimy zastosować miłość Bożą i miłość Jezusa, która wylana jest w naszych sercach, nie tylko po to, by uparcie trzymać się naszej wolności, ale by bronić Ewangelii będąc cierpliwym i  łagodnym wobec tych, którzy są młodzi w wierze, młodzi w zrozumieniu. Ale jednocześnie nie pozwalać ludziom na mówienie kelnerkom: Jesteśmy chrześcijanami, a chrześcijanie tego nie robią! To nie jest prawdą. Ja wtedy nic nie powiedziałem i byłem tym zażenowany. Ale rozumiecie, o czym mówię? Zadaj sobie pytanie: Czy ty narzucasz zasady i przepisy w twoim kościele tam, gdzie Bóg dał ludziom wolność?

Musimy być bardzo ostrożni w tej kwestii. I ze względu na Chrystusa, jak i ze względu na tych maluczkich. Pomódlmy się. Ojcze, dziękujemy ci za łaskę, dzięki której zostaliśmy zbawieni i za wolność, która została nam dana przez Ducha Świętego. Boże, daj nam serca, które nie tyle szukają, jak być wolnymi od Twojego Prawa, ale które kochają Twoje Prawo i służą Tobie w posłuszeństwie.

Rozumiemy to, że gdy Ciebie kochamy, to przestrzegamy Twoje przykazania. Daj nam mądrość, która pozwoli nam rozróżnić Twoje przykazania od przykazań ludzkich. Modlimy się o to w imieniu Jezusa. Amen.

R. C. Sproul

Print Friendly, PDF & Email