Spirytualizm Parhama

Charles Fox Parham, przywódca Apostolskiego Ruchu Wiary i jeden z założycieli ruchu zielonoświątkowego był świadomy zagrożenia jakie nowe religie stwarzały dla kościoła, któremu według niego brak było duchowej mocy. Jego pierwsza książka, zbiór kazań zatytuowana Głos Wołającego na Pustyni (1902) została opublikowana w rok po tym jak studenci szkoły biblijnej w Topeka w Kanzas doświadczyli „mocy pięćdziesiątnicy” czego dowodem było rzekome mówienie zagranicznymi językami. W swojej książce opisał przypadek jednego z pobożnych mężczyzn, członka kościoła baptystów w Marshaltown w Iowa, który, jak to określił, „otrzymał chrzest Duchem Świętym”.

Dalej pisze:

„Jego kościół nie uznawał obecności i mocy Ducha Świętego w swoich szeregach, człowiek ten został odnaleziony przez Spirytystów, którzy przekonali go, że moc Pięćdziesiątnicy jest niczym innym jak manifestacją ich własnego nikczemnego wywoływania duchów”.

Parham nie miał pojęcia ile podobnych przypadków miało miejsce na świecie, jednak powiedział:

„Wiemy, że ograniczenie współczesnego kościoła Chrześcijańskiego, poprzez odrzucenie wiary i prawdziwych biblijnych doktryn wprowadziło wiele tysięcy osób w spirytualizm, teozofię, Christian Science i niewierność”.

Parham odrzucał te religie, jednak uważał, odzwierciedlając pogłady Worcestera, że mimo wszystko wskazywały one na coś rzeczywistego, czego „kościelne chrześćijaństwo” nie posiadało. Parham studiował świadectwa uzdrawiaczy – medyczne, mentalne, hipnotyzm itp. – jednak najbardziej był zajęty spirytualizmem. Był przekonany, że „gdziekolwiek istnieje podróbka, musi istnieć i prawdziwa wersja”.

Parham od dłuższego czasu uważał, że spirytualizm posiada podróbkę tego, co chrześcijańśtwo potrzebuje najbardziej.

W tej samej książce pisze, że o ile 99% przypadków spirytualizmu  jest fałszywa, to niektóre przypadki opętania medium i „mówienia pod kontrolą złych duchów” były prawdziwe, aczkolwiek posiadały anty-chrześcijańską moc.

Innymi słowy Parham nie budował przekonania o Pismo Święte lecz w oparciu o rzeczywistość. Pragnął, aby chrześcijaństwo było takie samo jak spirytyzm, posiadające te same moce, tyle że w bliżej nieokreślonej„prawdziwej wersji”.

Należy tutaj postawić pytanie: Jeśli prawdą jest, że chrześcijaństwo powinno posiadać prawdziwe wersje podróbek mocy spirytystycznych, czym zatem jest i jak funkcjonuje prawdziwa, czyli chrześćijańska wersja np.

  • Pentagramu
  • Wywoływania duchów
  • Planszy ouja
  • Amuletów
  • Tarota
  • Kabały
  • Kryształowej kuli
  • Magii ochronnej
  • Numerologii.
    .

Spirytyzm Seymoura

Czarnoskóry kaznodzieja William J. Seymour był w roku 1900 studentem szkoły biblijnej Parhama. W roku 1906 został uznany za kaznodzieję w Apostolskim Ruchu Wiary założonym przez Parhama. Seymour był twórcą założycielem Misji Azusa Street w Los Angeles, najszybciej rozwijającego się przebudzenia w USA. Parham nie uznawał tego ruchu i stał się jego zagorzałym krytykiem. Między obu panami doszło do rywalizacji o przywódctwo ruchu zielonoświątkowego.

Seymour był murzynem, tak jak inni przywódcy Azusa Street, a spotkania miały charakter multietniczny. Ówczesne świadectwa wskazują, że czarni i biali byli reprezentowani w równej mierze, także latynosi i inni. Parham, będąc rasy białej, nie był przyzwyczajony do takiej sytuacji i czuł się niezręcznie na spotkaniach mieszanych rasowo.

W czasie skandalu seksualnego (oskarżenie o sodomię) jaki wywołał Parham w pierwszej połowie roku 1907, retoryka Parhama stała się bardziej surowa a jego retrospektywne oskarżenia ruchu Azusa Street nabrały bardziej rasistowskiego wydźwięku. Aspekty rasowe były istotne, jednak głównym centrum konfliktu było doświadczenie w kontekście uwielbienia. Parham postrzegał to, co widział w Azusa Street, jako fałszywe i dyskretytował przeżycia tamtych ludzi przez pryzmat psychologicznych kryteriów.

Parham postawił dwa główne postulaty krytykujące przebudzenie w Azusa Street.

  1. Uważał, że ludzie tam„byli pod wpływem zaklęć, mieli spazmy, wpadali w transy oraz upadali pod mocą” co działo się nieustannie. Wprawdzie to samo przeżywali ludzie na przebudzeniach u Parhama, ale, jak powiedział, te doświadczenia „były rzadkie a nie częste”. Uważał, że na jego spotkaniach (tych prawdziwych) ludzie „nie mieli złych ataków, (złych) spazmów i (złych) utrat samokontroli.” A gdy to się komuś przytrafiało, Parham to usuwał. Innymi słowy, poza „mówieniem językami” Parham nie akceptował innych manifestacji, a kryterium weryfikującym prawdziwość manifestacji nie było Słowo Boże lecz częstotliwość występowania.
    .
  2. Parham posiadał wąską definicję mówienia językami. Uważał, że muszą to być autentyczne języki narodów. Historyk James Goff wskazuje, że Parham wierzył, iż autentycznym„dowodem Biblijnym” było zawsze mówienie w zrozumiałych ludzkim języku nieznanym dla mówiącego (xenoglossia). W ruchu Azusa Street Parham widział w dużej mierze „bablanie, bełkotanie i mamrotanie”.

Charles Fox Parham, twórca ruchu zielonoświątkowego wierzył, że 1 stycznia w 1901 roku w Topeka (gdzie narodził się współczesny ruch zielonoświątkowy) ludzie otrzymywali dar mówienia wieloma zagranicznymi językami. Według niego pierwszą osobą, jaka została ochrzczona w Duchu Świętym w XX wieku była Agnes Ozman. Kobieta ta wyznała, że potrafi mówić w wielu zagranicznych językach w tym także po chińsku. Nawet spisała na papierze jedno z przesłań towarzyszące ekstazie i euforii uniesienia w jakie wpadła.

Oto co w wywiadzie do jednej z gazet powiedział Charles Parham zachęcając do udziału (odpłatnie) w kursie modlitwy o dar mówienia językami:

„Spodziewamy sie tysięcy kaznodziei, ewangelistów i innych ludzi ze wszystkich zakątków USA, którzy pragną zostać misjonarzami. Nie ma wątpliwości, że <<dar języków>> zostanie im w swoim czasie udzielony o ile są go  warci i będą poszukiwać go w wierze, będąc przekonanym przy tym, że w ten sposób posiądą możliwość rozmawiania z ludźmi, z którymi zechcą pracować, w ich własnym języku, co będzie oczywiście nieocenionym atutem. Studenci Koledżu Bethel nie potrzebują uczyć się języków w tradycyjny  sposób. Zostaną im one przyznane w cudowny sposób. Inni już teraz mogli rozmawiać z Hiszpanami, Włochami, Bohemianami, Węgrami, Niemcami i Francuzami w ich ojczystych językach. Nie mam wątpliwości, że rozmaite dialekty ludów z Indii a nawet języki dzikusów z Afryki będą w ten sam sposób otrzymywane w czasie naszych spotkań. Spodziewam się, że to zgromadzenie będzie największym od dnia Pięćdziesiątnicy. [“New Kind of Missionaries: Envoys to the Heathen Should Have Gift of Tongues,” Hawaiian Gazette, May 31, 1901, 10]

.

Parham obnażony

Żaden ze studentów w Topeca nie otrzymał daru mówienia ani wieloma, ani wogóle żadnym zagranicznym językiem. To, co przeżyli pierwsi zielonoświątkowcy było niezrozumiałom mową, potokiem sylab bez sensu, bełkotem. Zostało to brutalnie zweryfikowane przez rzeczywistość.

“Misjonarz S. C. Todd, ze Stowarzyszenia Biblijnych Misjonarzy, osobiście przeprowadził śledztwa w trzech misjach i pośród czterech grup ludzi o dobrych intencjach lecz zwiedzionych, którzy wyjechali z USA do Japonii, Chin i do Indii spodziewając się nauczać tubylców z tych krajów w ich własnych językach; jednak w żadnym przypadku nie udało im się. W rzeczywistości potrzebowali tłumacza pomagającego im nawet w najbardziej pospolitych czynnościach życiowych. Niektórzy z nich wpadli w skrajną nędzę, zostali zdani na łaskę ich tamtejszych chrześcijańskich braci i stali się bezradni jak dzieci. W niektórych przypadkach pojawiło się zagrożenie utraty wiary w to, co ponadnaturalne w religii oraz wstąpienie na drogę niewiary i grzechu”. ][A. E. Seddon, “Edward Irving and Unknown Tongues,” The Homiletic Review (New York; Funk and Wagnalls, 1909), 109]

Podobnie Agnes Ozman nie mówiła w żadnym zagranicznym języku. To, co miało być chińskim, okazało się zwykłymi bazgrołami i bełkotem. Poniżej opublikowana „próbka” pisania po chińsku w wykonaniu pani Ozman.

Nie trzeba być językoznawcą aby zauważyć, że to nie chiński lecz pisemna forma bełkotu. Ten sam bełkot towarzyszy wszystkim współczesnym zielonoświątkowcom. Nie jest to biblijny dar mówienia wieloma zagranicznymi językami. Jest to w najlepszym przypadku zwykły słowotok, jaki każdy człowiek może sam z siebie wydobyć, w najgorszym demoniczne opętanie. Czas przeprosić Ducha Świętego i upamiętać się z grzechu zielonoświątkowstwa.

Na podstawie Fits, Trances, and Visions, Ann Taves, str. 328, 330 oraz kazania Faculty Lecture Series: Strange Fire „The Gift of Tongues”


Zobacz w temacie

Print Friendly, PDF & Email