Przedmowa

Obj. 17:4-5 4. A kobieta była ubrana w purpurę i szkarłat i przyozdobiona złotem, drogimi kamieniami i perłami. Miała w swej ręce złoty kielich pełen obrzydliwości i nieczystości swego nierządu 5. A na jej czole wypisane było imię: Tajemnica, wielki Babilon, matka nierządnic i obrzydliwości ziemi.

W tej książce  Arminian Theology: Myth and Realities (Teologia Arminian: mit a rzeczywistość) Roger Olson starał się dowieść, że twierdzenie, iż Arminianizm jest zasadniczo semi-pelagiański, jest błędne. Twierdził, że biedny stary Jakub Arminiusz był źle zrozumiany i oczerniany przez teologów kalwińskich tak w przeszłości jak i obecnie. Utrzymywał, że nauczanie Arminiusza, choć sugerujące odejście od wyznania Belgijskiego, było całkowicie ewangeliczne i zakorzenione w zasadach Reformacji. Czyniąc to, próbował rozróżnić między Arminianizmem serca i Arminianizmem głowy.

Dla Olsona Arminianizm serca (a la Arminiusz, Wesley i on sam) to uzasadniony „ewangeliczny synergizm”. Podczas gdy Arminianizm głowy to współczesny humanistyczny synergizm pelagiański. Jednak jest to tylko gra pozorów. Próba  rozróżnienia synergizmu „ewangelicznego” od synergizmu pelagiańskiego to rozróżnienie bez różnicy.

Jeśli o zawias Reformacji chodzi, czyli doktrynę na której opierała się i nada opiera cała Protestancka Reformacja,  Marcin Luter wyjaśnił, iż tym zawiasem jest doktryna niewolnej woli. Doktrynę niewolnej woli (czyli braku wolnej woli), z której jasno wynika i z którą współgra doktryna predestynacji, Marcin Luter ogłosił jako podstawę i zawias na jakim opierała się cała Reformacja w swojej książce pt. “O niewolnej woli” gdzie dowodził tego przeciw papistom. Książka ta  była odpowiedzią i wnikliwą refutacją herezji wolnej woli promowanej przeciw Reformacji przez papistę Erazma z Roterdamu. Luter powiedział:

“Ponadto udzielam ci [tj. papiście Erazmowi] serdecznej pochwały i uznania z tego jeszcze powodu, że ty sam, w przeciwieństwie do wszystkich innych, zaatakowałeś prawdziwą rzecz, to jest zasadniczą kwestię. Nie znużyłeś mnie tymi zewnętrznymi kwestiami dotyczącymi papiestwa, czyśćca, odpustów i tych podobnych drobiazgów, bardziej niż sprawami, w których wszyscy do tej pory zabiegali o moją krew (choć bez powodzenia). Ty, i tylko Ty, dostrzegłeś zawias na którym wszystko się obraca, i wycelowałeś w krytyczny punkt” 

Jeśli o różnicę między klasycznym a współczesnym Arminianizmem chodzi, czyli o rozróżnienie bez różnicy, obie herezje, klasyczny Arminianizm i współczesny Arminianizm wyznają to samo, wbrew nauczaniu Biblii i Reformacji:

  • odrzucalną łaskę,
  • uniwersalne zadośćuczynienie,
  • warunkowy wybór do zbawienia
  • możliwość utraty zbawienia

Nie ma między historyczną matką herezji a jej współczesną wszeteczną córką żadnej różnicy. Tak heretyk w XVII wieku jak i heretyk z wieku XXI wierzą, że zbawienie jest wypadkową współpracy Boga przez Chrystusa oraz wolnej woli człowieka. W obu herezjach Chrystus na krzyżu nic nie osiągnął dla tych za których oddał życie, a jedynie umożliwił samo zbawienie poprzez wzbudzenie w sobie wiary rozumianej jako podstawa usprawiedliwienia. Chrystus Arminianizmu nic skutecznie na krzyżu nie osiągnął. 

Niestety neo-kalwińscy ignoranci przeoczają te “drobne” zbieżności, wszystko po to, aby większość tzw. “chrześcijan” uznawała ich za braci. To się nazywa konformizm i kompromis Ewangelii. W ty miejscu warto pożytecznym, duchowym idiotom i zdrajcom za miskę ryżu, a raczej świętego spokoju przypomnieć historyczne świadectwo Reformacji.

Augustus Toplady, żyjący w XVIII wieku anglikański duchowny i wielki obrońca doktryny Reformowanej w sporze z Johnem Wesleyem, ukazał źródło teologicznego ścieku Arminianizmu, jakim jest przebiegły, jezuicki podstęp, jednocześnie malując obraz apostazji neo-luteran i anabaptystów oraz obnażając zabiegi fałszywych kalwinistów, usilnie przymilających się do rzymskiej teologii wolnej woli, wszystko w celu jedności ponad podziałami….

Posłuchajmy jego świadectwa


Czyjego głosu słuchasz?

Jan 10:27-28 27. Moje owce słuchają mego głosu i ja je znam, a one idą za mną. 28. A ja daję im życie wieczne i nigdy nie zginą ani nikt nie wydrze ich z mojej ręki.

O, najszlachetniejsze Pisma! które powinny nas zobowiązać do wiernej pamięci i odnotowania ich wydźwięku; to znaczy, że owce Chrystusowe nigdy nie zginą. Czy Chrystus ma na myśli część swoich wybranych, czy wszystkich, jak myślisz? Twierdzę i potwierdzam, a także wiernie wierzę, że miał na myśli wszystkich swoich wybranych, a nie część, jak niektórzy bezbożnie twierdzą. Wyznaję i wierzę z całą pewnością, że żaden z wybranych nigdy nie zginie, bo mam, że tak powiem, dobrą władzę; ponieważ mam dobry autorytet jest nim Chrystus, który powiada: gdyby było to możliwe, zwiedzeni zostaliby nawet sami wybrańcy.

Mat. 24:24 Powstaną bowiem fałszywi Chrystusowie i fałszywi prorocy i będą czynić wielkie znaki i cuda, żeby zwieść, o ile to możliwe, nawet wybranych.

Zatem nie jest możliwe, aby dali się tak oszukać, że kiedykolwiek w końcu zginą lub zostaną potępieni; przeto każdy, kto twierdzi, że jakiś (tj. którykolwiek z wybranych) może być zgubiony, twierdzi, że Chrystus ma rozdarte ciało. [1]

Powyższy cenny list z wyrzeczeniem jest wpisany w następujący sposób: „List do Zgromadzenia Wyznawców Wolnej Woli, napisany przez Tego, który był tego Przekonania, ale odpadł, a teraz jest więźniem Religii”; ten napis będzie dalej, we właściwym czasie, miejscu, zaopatrzy nas w obserwację o większym niż niewielkim znaczeniu.
.


John Wesley, przyjaciel Rzymu?

Aby zająć miejsce dyskusji, zarzuca się, że „Pan Wesley to stary człowiek” acz kościół rzymski jest wciąż starszy od niego. Czy to jest powód, dla którego okropności, czy to matki, czy syna, powinny minąć bez kary? Sugerowano także, że „Pan Wesley jest człowiekiem bardzo pracowitym”, przypuszczam, że nie bardziej pracowitym niż pewna aktywna istota, o której mówi się, że chodzi tam i z powrotem po ziemi i przechadza się po niej tam i z powrotem

Hiob 1:7  Wtedy PAN zapytał szatana: Skąd przychodzisz? Szatan odpowiedział PANU: Krążyłem po ziemi i przechadzałem się po niej.
.
1 Piotra 5:8 Bądźcie trzeźwi, czuwajcie, bo wasz przeciwnik, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo by pożreć.

Ani też nie jest bardziej pracowity, jak sądzę, niż niektórzy starożytni sekciarze, o których dawno temu powiedziano:

Mat. 23:15 Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo obchodzicie morza i lądy, aby pozyskać jednego współwyznawcę, a gdy się nim stanie, czynicie go synem piekła dwa razy takim jak wy sami.

Ani w żadnym wypadku tak pożytecznie pracowity, jak pewien pilny członek społeczności, ze względu na różnorodność zawodów, których społeczeństwo otrzymało ostatnio następującą informację :

„Można polegać na prawdziwości następującego przykładu przemysłu: biedny człowiek z dużą rodziną, teraz co rano płacze mlekiem w Lothbury i w sąsiedztwie Royal Exchange; o jedenastej wozi taczkę z ziemniakami; raz czyści buty w Change; po obiedzie znowu płacze mlekiem; wieczorem sprzedaje szproty; a w nocy dopełnia miarę swej pracy stróża” [2]


Kłótnia toczy się z wilkiem

Pan Sellon ponadto przypomina mi  że kiedy pasterze się kłócą, wilk wchodzi do owczarni”; nie jest to niemożliwe, ale tak się składa, że obecna kłótnia nie toczy się pomiędzy „pasterzami”, ale z samym „wilkiem”; którą to „kłótnię” nakazuje każda maksyma duszpasterskiej łagodności i wierności.

Dzieje 20:28-29 28. Uważajcie na samych siebie i na całe stado, w którym was Duch Święty ustanowił biskupami, abyście paśli kościół Boga, który on nabył własną krwią. 29. Gdyż wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, które nie będą oszczędzać stada.

Powiedziano mi dalej, że kiedy „besztam Arminian, Rzym to diabeł śmieje się skrycie”. Przyznając, że pan Sellon mógłby zaczerpnąć tę anegdotę ze źródła fontanny, jednak ponieważ ani one, ani on nie rzucają się w oczy pod względem prawdziwości, interpretuję tę inteligencję na zasadzie odwrotnej, choć potwierdzonej przez zeznanie ich prawego powiernika oraz ukochanego kuzyna i doradcy.

Jeszcze raz: oskarżono mnie o „nadmierną wyniosłość i majestat pychy”: dlaczego więc nie oskarżono mnie o posiadanie siedmiu głów i dziesięciu rogów oraz ogona długiego jak sznur od dzwonka? W końcu co moja duma i pokora ma wspólnego z przedstawianą argumentacją? To, czy jestem wyniosły, czy łagodny, nie ma większego znaczenia ani dla tego, ani dla ogółu, niż to, czy jestem wysoki, czy niski; jednakże w tej chwili daję jeden dowód, że mój „mój majestat dumy” może się pochylić; że nawet po to, by dać upust impertynencji pana Sellona.
.


Arminianizm w Rzymie jak u siebie w domu

Jednak niezależnie od tego, jak niepoważne są jego zarozumiałości, zasady, o które się opowiada, mają najbardziej zgubną naturę i tendencje. Muszę powtórzyć, co już go chyba tak bardzo uraziło, że Arminianizm „przyszedł z Rzymu i znowu tam prowadzi”.

Julian, biskup Eclany, współczesny i uczeń Pelagiusza, był jednym z tych, którzy z wielkim kunsztem starali się złocić doktryny tego herezjarchy, aby uczynić je bardziej atrakcyjnymi i smaczniejszymi. System pelagiański, w ten sposób polakierowany i upiększony, wkrótce zaczął zyskiwać łagodniejszą nazwę semi-pelagianizmu.

Przyjrzyjmy się temu tak, jak wpadł nam w ręce sławny pan Bower, który sam w większości był zdeklarowanym pelagianinem i dlatego jest mniej prawdopodobne, że przedstawi nam niekorzystny portret systemu, który ogólnie aprobował. Wśród zasad tej sekty ten uczony pisarz wymienia następujące:

“Pojęcie wybrania i potępienia, niezależne od naszych zasług i wad, podtrzymuje fatalną konieczność, jest zmorą wszelkich cnót i służy jedynie temu, aby dobrzy ludzie zaniedbywali swoje zbawienie i doprowadza grzeszników do rozpaczy.
.
Dekrety wybrania i potępienia są późniejsze i stanowią konsekwencję naszych dobrych lub złych uczynków, jak to przewidział Bóg od wieków” [3]

Czyż nie jest to także język współczesnego Arminianizmu? Czy zwolennicy tego schematu nie argumentują na tych samych, identycznych zasadach? Czy należałoby powiedzieć: „To prawda, dowodzi to, że Arminianizm jest odrodzonym pelagianizmem, ale to nie dowodzi, że doktryny Arminianizmu są pierwotnie papieskie”: chwila chłodnej uwagi wyjaśni, że takimi są. Posłuchajmy jeszcze raz pana Bowera, który po zacytowanym fragmencie natychmiast dodaje:

„na tych dwóch ostatnich twierdzeniach jezuici odnaleźli cały swój system łaski i wolnej woli; zgadzając się w tym z semi-pelagianami, przeciwko jansenistom i św. Augustynowi.”[4]

W połowie XVI wieku jezuici uformowali się w regularny organizm: pod koniec tego samego stulecia Arminiusz zaczął atakować kościoły protestanckie. Nie trzeba zatem wielkiej penetracji, aby rozpoznać, z jakiego źródła zaczerpnął swoją truciznę. Jego podróż do Rzymu (choć monsieur Bayle stara się lekceważyć wnioski, jakie wówczas z niej wyciągnięto) nie poszła na marne.

Jeśli jednak ktoś skłonny jest wierzyć, że Arminiusz przejął swoje doktryny od Socynianów w Polsce, z którymi, to pewne, pozostawał w zażyłej przyjaźni, nie mam nic przeciwko temu, by dzielić różnicę: mógłby on zaimportować część swoich dogmatów od braci Rakowieckich, a jednak w innych sprawach był wdzięczny uczniom Jezuity Loyoli.
.


Papiści a predestynacja

Pewne jest, że sam Arminiusz był świadomy, jak bardzo nauka o predestynacji poszerza dystans pomiędzy Protestantyzmem a papiestwem.

„Nie ma sensu w doktrynach [mówi], którym papiści, anabaptyści i (nowi) luteranie sprzeciwiają się bardziej zaciekle, ani za pomocą których w większym stopniu dyskredytują Reformowane kościoły i wprowadzają sam Reformowany system w większą nienawiść; bo oni [tj. papiści, itp.] twierdzą, że nie można pomyśleć ani wyrazić żadnego bardziej ohydnego bluźnierstwa przeciwko Bogu, niż jest to zawarte w doktrynie o predestynacji” [5]

Z tego powodu radzi Reformowanemu światu, aby wyrzucił predestynację ze swojego wyznania wiary, aby mogło żyć w bardziej braterskich stosunkach z papistami, anabaptystami i tym podobnymi.

Autorzy Arminiańscy nie mają skrupułów, by przechwytywać i sprzedawać wzajemne argumenty jako wspólną własność. Dlatego Samuel Hoord kopiuje od Van Harmina tę samą obserwację, którą teraz zacytowałem.

„Predestynacja [mówi Samuel] jest opinią wstrętną dla papistów, otwierających swoje plugawe usta przeciwko naszemu Kościołowi i religii” [6]

W konsekwencji przyjęcie przez nas przeciwstawnych doktryn powszechnej łaski i wolnej woli, mogłoby przybliżyć nas o wiele stopni do papistów, przyczyniając się do zamknięcia ust i sprawiając, że będą uważać nas, przynajmniej na razie, za swoich ortodoksyjnych i szczerze umiłowanych braci: skąd wynika, że tak jak Arminianizm przyszedł z Rzymu, tak „znowu do niego prowadzi”
.


Jezuici a predestynacja

Jeżeli wspólny werdykt samego Arminiusza i jego angielskiego prozelity Hoorda nie odwróci szali, dodajmy dla dopełnienia świadectwo zdeklarowanego jezuity. Kiedy zbadano dokumenty arcybiskupa Lauda, znaleziono wśród nich list, podpisany własnoręcznie przez tego prałata:

„Marzec 1628. List jezuity wysłany do rektora w Brukseli w sprawie późniejszego parlamentu”.

Celem tego listu było przedstawienie przełożonemu jezuitów, wówczas rezydującemu w Brukseli, sprawozdania na temat stanu spraw cywilnych i kościelnych w Anglii; fragment z tego przytoczę w tym miejscu:

„Ojcze Rektorze, niech wilgoć zdziwienia nie ogarnie Twojej żarliwej i gorliwej duszy, gdy domyślasz się nagłego i nieoczekiwanego zwołania parlamentu. Mamy teraz wiele strzał w naszym łuku. Zasialiśmy ten suwerenny narkotyk, Arminianizm, który, mamy nadzieję, oczyści protestantów z ich herezji; i zakwitnie i wyda owoc we właściwym czasie. Aby lepiej zapobiegać purytanom, Arminianie zatkali już uszy księciu [z Buckingham];
.
A my mamy wyznawców naszego wyznania, którzy stale stoją w komnacie księcia, aby patrzyć, kto wchodzi i wychodzi; nie możemy być pod tym względem zbyt ostrożni i uważni. W tej chwili jestem przejęty radością, gdy widzę, jak szczęśliwie wszystkie instrumenty i środki, zarówno te większe, jak i mniejsze, współpracują dla naszych celów. Ale wracając do głównego tematu: naszą podstawą jest Arminianizm. Arminianie i projektorzy, jak widać w lokalu, wpływają na mutację. Popieramy to i potwierdzamy prawdopodobnymi argumentami.”
[7]


Suwerenny narkotyk – Arminianizm

Suwerenny narkotyk, Arminianizm”, jak stwierdził jezuita, „my [tj. papiści] zasadziliśmy” w Anglii, rzeczywiście starali się uczciwie „skutecznie oczyścić nasz Kościół Protestancki”. Jak wesoło w tamtym czasie papiestwo i Arminianizm tańczyły ręka w rękę, można się dowiedzieć od Tindala:

„Kościoły ozdobiono malowidłami, obrazami, ołtarzami itp., a zamiast stołów do komunii ustawiano ołtarze, i oddawano im pokłony oraz nakazane elementy sakramentalne. Zakazano nie tylko głoszenia doktryn predestynacyjnych, ale także ich drukowania; zachęcano i propagowano Arminiański sens (trzydziestu dziewięciu) Artykułów” [8]

Dlatego też jezuita nie radował się bez powodu. „Suwerenny narkotyk”, tak niedawno „zasiany”, rzeczywiście zapuścił korzenie głęboko w dół i przyniósł owoce w górę, pod troskliwym patronatem Karola I i [arcybiskupa] Lauda. Heylyn również przyznaje, że stan rzeczy rzeczywiście opisał inny jezuita tamtych czasów, który napisał:

„Protestantyzm nudzi się samym sobą. Doktryna [Arminian, którzy wówczas zasiadali u steru] ulega zmianie w wielu rzeczach, z powodu których ich przodkowie opuścili Kościół rzymski: jak limbus patrum; modlitwa za zmarłych i możliwość przestrzegania przykazań Bożych; a uznawanie Kalwinizmu za co najmniej herezję, jeśli nie zdradę stanu.” [xxx Heylyn, Life of Laud, s. 238.]


Arminianizm z piekła rodem

Utrzymanie tych stanowisk, jak przewiduje Trybunał, było w istocie „zmianą”; co opuszczony Heylyn przypisuje „pomysłowości i umiarowi, jakie można znaleźć u niektórych profesorów naszej religii”. Jeśli podsumujemy przedstawione dowody, okaże się, że Arminianizm wyszedł z kościoła rzymskiego i prowadzi z powrotem do dołu, z którego został wykopany.

Na podstawie Augustus Toplady (1740 – 1778), Historic Proof of the Doctrinal Calvinism of the Church of England, Works, 1837, s. 54-55, źródło

Przypisy

[1] Strype, Ecclesiastical Memorials.
[2] Bath Chronicle, 6 luty 1772.
[3] Bower, History of the Popes, tiom. 1, s. 350.
[4] Bower, tamże.
[5] Arminiusz, Opera Theologica (Leiden, 1629), s. 115.
[6] Hoord, Bishop Davenant’s Animadversions (Cambridge, 1641).
[7] Hidden Works of Darkness (1645), s. 89-90.
[8] Tindal, The Continuation of Mr. Rapin’s History of England (1758), tom. 3.
[9] Heylyn, Life of Laud, s. 238.


Arminianin John MacArthur

Limbus patrum (łac. „limbo ojców”), to miejsce, w którym, jak sądzono, święci Starego Testamentu byli przetrzymywani do czasu wyzwolenia przez Chrystusa podczas jego „zstąpienia do piekła”. Obok tego miejsca istniało też limbus infantum, czyli limbus puerorum („dziecięca otchłań”), czyli siedziba tych, którzy umarli bez rzeczywistego grzechu, ale których grzech pierworodny nie został zmyty przez chrzest. Tradycyjnie do tej „dziecięcej otchłani” zaliczały się nie tylko martwe, nieochrzczone niemowlęta, ale także osoby upośledzone umysłowo.

Limbus patrum to herezja rzymsko-katolicka o której wspominał Augustus Toplady, wiara jaka niszczyła teologię Reformowaną, rezultat kompromisu z herezją wolnej woli. Posłuchajmy teraz największego teologa naszych czasów, Johna MacArthura:

Stary Testament uczy, że ludzie, którzy zginęli, udawali się do miejsca zwanego Hadesem lub Szeolem. Można to przetłumaczyć grób. Oznacza miejsce oczekiwania. Najwyraźniej nie było to przygotowane niebo, o którym mówił nasz Pan. Ale w Starym Testamencie masz raczej ograniczone spojrzenie na życie po śmierci. Najlepsze, co możemy założyć, to to, że kiedy święci ze Starego Testamentu umierali, udawali się do przedziału lub części Szeolu lub grobu. Jestem pewien, że było to miejsce radości i spełnienia, miejsce błogosławieństw, miejsce wzbogacenia, miejsce, do którego udawali się pobożni.
.
Nazywa się je łonem Abrahama, prawda? I masz obraz, jaki daje Pan, przedstawiający jedną osobę dręczoną w płomieniach, a drugą, która czuje się swobodnie na łonie Abrahama. Zatem jakiekolwiek były obie części Szeolu, jedna była tam, gdzie przebywali bezbożni, i było to torturą. Drugie miejsce znajdowało się tam, gdzie przebywali pobożni, i było to pocieszające.
.
Kiedy Jezus umarł na krzyżu, powiedział do złodzieja: „Dziś będziesz ze mną w raju”. A Raj miałby odniesienie do tego miejsca, wzorca utrzymywania się w Starym Testamencie pobożności. A kiedy nasz Pan umarł, Biblia mówi, że wszedł na to miejsce. Wierzę, że kiedy wszedł do niego i w jednej jego części ogłosił swoje zwycięstwo nad demonami, następnie przeszedł z powrotem przez jego świętą część, zebrał wszystkie dusze świętych i zabrał je do nieba.
/
Mówisz: „Skąd to masz?” Rozumiem to z rozdziału 4, wersetu 8 i następnych Listu do Efezjan, który mówi, że Chrystus wyprowadził z niewoli. Wydaje się, że Chrystus zstąpił, poprowadził z niewoli – to znaczy wziął wszystkich, którzy byli tam przetrzymywani i zabrał ich ze sobą przed oblicze Boga, a ich dusze są teraz z Nim. Wierzę, że dusze świętych Starego Testamentu są właśnie teraz w obecności Pana Jezusa Chrystusa. Wierzę, że są to zaproszeni goście weselni na ucztę weselną Baranka.
.
Teraz każdy, kto dzisiaj umrze, natychmiast idzie do Pana, ponieważ nie ma miejsca oczekiwania.

Jak widzimy John MacArthur firmuje swoim nazwiskiem rzymsko katolicką herezję limbus patrum, ponieważ jest to oficjalnie dostępny na stronie gty.org artykuł pt. Biblijne Pytania i Odpowiedzi, część 6, (źródło). Oczywiście jako wyznawca paralelnych prawd, MacArthur wierzy także w rzecz przeciwną: że nigdy nie było takiego miejsca oraz że po śmierci święci Starego Testamentu szli od razu do nieba. To ostatnie afirmuje oczywiście wobec środowisk neo-kalwińskich. Czyli dla każdego coś miłego.

Dodatkowo heretyk dowodzi, że święci Starego Testamentu nie są oblubienicą Baranka lecz osobami zbawionymi drugiej kategorii. Gośćmi weselnymi. Tak rozumiany chrystus najwyraźniej oprócz konkubiny Nowego Testamentu, za którą oddał życie poza przymierzem i którą poślubi dopiero w niebie, miał wcześniej starą małżonkę, która będzie jedynie gościem na weselu z nową kochanką….

Kto jeszcze słucha tego człowieka?


Zobacz w temacie

Print Friendly, PDF & Email